Kwestie bioetyczne w duszpasterstwie

Ks. dr Witold Kania

Minął już niewątpliwie czas, gdy słowo „bioetyka” budziło zdziwienie i rodziło pytania typu: „Co to jest?”, czy też „Czym się ta dziedzina wiedzy zajmuje?”. Z terminem bioetyka i z zagadnieniami bioetycznymi spotykamy się bardzo często. Okazją do tego są nie tylko przesuwające się przez nasz kraj fale dyskusji związane z projektami regulacji prawnych zapłodnienia „in vitro”, czy też głosami domagającymi się prawa do aborcji, eutanazji lub powszechnej dostępności do środków antykoncepcyjnych. Artykuły publikowane na łamach prestiżowych pism naukowych, które niemal natychmiast goszczą w środkach społecznego przekazu, zasypują nas informacjami o nowych dokonaniach w dziedzinach genetyki, transplantacji, chirurgii itd. Z jednej strony budzi się w nas podziw nad geniuszem ludzkiego umysłu, a z drugiej, towarzyszą nam wątpliwości co do moralnej oceny naukowych i bioetycznych „nowinek”.

Poza tym „zewnętrznym” forum dyskusji publicznej jako duszpasterze podejmujemy kwestie bioetyczne w środowiskach, które są właściwe naszej pracy i posłudze. Pomimo systematycznej pracy niszczącej autorytet kapłański wciąż dla wielu jesteśmy istotnym punktem odniesienia w ocenie moralnej skomplikowanych kwestii etycznych. Czy to na forum wewnętrznym w posłudze konfesjonału, czy w kancelarii, szkole, szpitalu oraz na formalnych i nieformalnych spotkaniach z ludźmi jesteśmy proszeni o wyrażenie opinii lub udzielenie rady. Bardzo często sami czujemy się w obowiązku, by zająć stanowisko, które jednoznacznie przypomni nauczanie Chrystusa i Kościoła w kwestiach moralnych dotyczących życia i zdrowia ludzkiego. Czasami pytania skierowane przez uczniów w szkole lub przedstawicieli służby zdrowia zaskakują nas. Trudno na podstawie podstawowej formacji, którą otrzymaliśmy często przed wielu laty, rozstrzygać kwestie związane z komórkami macierzystymi lub z tworzeniem komórki bakteryjnej kontrolowanej przez chemicznie zsyntetyzowany genom[1]. By móc ocenić z moralnego punktu widzenia jakąś rzeczywistość należy wpierw dobrze znać jej naturę. Nie jest wskazane przy tym opieranie się na doniesieniach publikowanych w codziennej prasie lub zamieszczanych na popularnych portalach internetowych, które są powszechnie dostępne. Zalew krótkich, chwytliwych informacji, często najeżonych nieuprawomocnionymi stwierdzeniami, tworzy wątpliwej jakości podstawę do dyskusji na tematy etyczne. Jeśli mamy się wypowiadać w kwestiach moralnych mocno powiązanych ze współczesną medycyną, genetyką, biochemią, biologią molekularną itd. warto kontaktować się ze specjalistami w tych dziedzinach. Niekoniecznie oznacza to, że uzyskamy momentalnie wyczerpującą informację, gdyż przyjrzenie się kwestiom przedstawianym w goniącej za sensacją prasie codziennej wymaga głębszej analizy niż ta, na jaką stać szybko „sprzedających” swój materiał dziennikarzy.

Warto pamiętać o tym, że pokorne przyznanie się do niewiedzy na jakiś współcześnie poruszany temat nie umniejsza naszego autorytetu. Nikt nie będzie miał do nas pretensji, że nie przeczytaliśmy najnowszego numeru magazynu Science lub New England Journal of Medicine i że nie jesteśmy w stanie ocenić jakiegoś nowego problemu stworzonego przez dynamiczny rozwój nauk eksperymentalnych. Zarzut z jakim jednak jako duszpasterze możemy się spotkać, to brak jasnego uświadomienia sobie podstawowych zasad na jakich opiera się moralność chrześcijańska oraz opieszałość w jej nauczaniu.

Warto powtórzyć to, co z wielką precyzją zostało przypomniane w Encyklice Veritatis splendor na temat tzw. źródeł moralności, tzn. odpowiedzi na pytanie: Od czego zależy jakość moralna wolnego działania człowieka?, lub, innymi słowy: „Co jest kryterium (...) przyporządkowania ludzkich czynów Bogu?” [2] Czy moralność aktu ludzkiego zależy od intencji, od okoliczności, zwłaszcza konsekwencji czynu, czy też od samego przedmiotu działania? Konsekwencjalizm lub proporcjonalizm, które wpisują się w szeroką rzekę etycznego utylitaryzmu za normę moralności uznają przewidywalne konsekwencje działania lub wynik bilansu dobrych lub złych skutków danego aktu. Bardzo znane nam z dyskursu medialnego określenia „większe dobro” lub „mniejsze zło” zakorzenione są w proporcjonalistycznym sposobie oceny sytuacji. Papież Jan Paweł II podkreśla, że „Teorie te mogą trafiać do przekonania dzięki swemu pokrewieństwu z naukowym sposobem myślenia, który słusznie dąży do uporządkowania różnych form aktywności technicznej i ekonomicznej na zasadzie rachunku kosztów i zysków, działania i skutków. Pragną one uwolnić człowieka od więzów moralności przymusu, woluntarystycznej i arbitralnej, która może się wydawać nieludzka. Tego rodzaju teorie sprzeciwiają się jednak nauczaniu Kościoła, kiedy przypisują sobie zdolność usprawiedliwienia — to znaczy uznania za moralnie dobre — świadomych decyzji, które prowadzą do czynów sprzecznych z przykazaniami prawa Bożego i naturalnego”[3].

Zgodnie z nauczaniem Kościoła pierwszym i podstawowym kryterium oceny moralnej danego działania jest jego przedmiot. To on decyduje czy można dany czyn przyporządkować ostatecznemu dobru i celowi, którym jest Bóg[4]. Fundamentem nauczania Kościoła w dziedzinie moralności jest również stwierdzenie dotyczące istnienia aktów wewnętrznie złych, albo złych ze swej natury. „Tradycyjna nauka moralna Kościoła mówi o czynach, które są «wewnętrznie złe» (intrinsece malum): są złe zawsze i same z siebie, to znaczy ze względu na swój przedmiot, a niezależnie od ewentualnych intencji osoby działającej i od okoliczności”[5]. Nie można negować, że okoliczności, a zwłaszcza intencja nie wpływają na moralność czynu, ale nie są one w stanie zmienić moralnej kwalifikacji danego działania[6].

Konflikty moralne związane z bioetyką, z którymi spotykamy się jako duszpasterze, wymagają wielkiej roztropności z naszej strony. Czasami musimy poradzić komuś tolerowanie mniejszego zła, by zła większego uniknąć. Jednak takie sytuacje nie mogą nigdy prowadzić do usprawiedliwiania posługiwania się złem dla osiągnięcia dobra. Gdy Papież Paweł VI naucza w Encyklice Humanae Vitae na temat używania środków antykoncepcyjnych nie pozostawia w tej kwestii żadnej wątpliwości: „W rzeczywistości bowiem chociaż wolno niekiedy tolerować mniejsze zło moralne dla uniknięcia jakiegoś zła większego lub dla osiągnięcia większego dobra, to jednak nigdy nie wolno, nawet dla najpoważniejszych przyczyn, czynić zła, aby wynikło z niego dobro. Innymi słowy, nie wolno wziąć za przedmiot aktu woli tego, co ze swej istoty narusza ład moralny - a co tym samym należy uznać za niegodne człowieka - nawet w wypadku, jeśli zostaje to dokonane w zamiarze zachowania lub pomnożenia dóbr poszczególnych ludzi, rodzin czy społeczeństwa”[7]. Jeśli więc wchodzą w grę kwestie dotyczące życia ludzkiego, choćby w jego najwcześniejszej formie, nie godzi się nam jako duszpasterzom stosować „ulgowej miary” wobec osób przeżywających aktualnie jakieś życiowe trudności. Trzeba dobitnie powtórzyć, że moralność katolicka nie jest moralnością sytuacyjną. Jeśli ze względu na szczególne okoliczności będziemy czynili odstępstwa w sprawie regulacji poczęć, to nie tylko sprzeciwimy się nauczaniu Chrystusa i Kościoła, ale otworzymy szeroką furtkę na relatywizacje w innych dziedzinach moralności. Żaden, nawet najbardziej nobliwy cel nie jest w stanie uświęcić środka, który jest niemoralny.

Jasne zasady moralne powinny towarzyszyć duszpasterzom, gdy spotykają się z jakże częstym dzisiaj problemem używania chemicznych środków antykoncepcyjnych. Ich działanie polega nie tylko na zahamowaniu uwalniania się komórki jajowej lub przedostania się plemników do jajowodu i niedopuszczania w ten sposób do zapłodnienia. W zależności od tego, w jakim momencie owulacji się przyjmuje te środki, mogą mieć one również działanie wczesnoporonne. „Propagatorzy (...) pigułek nazywanych antykoncepcyjnymi bardzo często wprowadzają w błąd ludzi informując, że nie mają one działania poronnego. Powołują się przy tym na oficjalną opinię Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Nie informują przy tym, że WHO uznaje za początek ciąży moment zagnieżdżenia się zarodka w śluzówce macicy, a nie połączenia plemnika z jajeczkiem (moment poczęcia). W konsekwencji WHO definiuje poronienie jako przerwanie życia w czasie ciąży (już po zagnieżdżeniu się zarodka w macicy) a nie jak się potocznie uważa za przerwanie życia ludzkiego rozwijającego się od zapłodnienia”[8].

Co powinien powiedzieć duszpasterz komuś, kto przyznaje się do stosowania takiego środka? Przede wszystkim powinien w sposób klarowny wyjaśnić możliwy sposób działania tego rodzaju substancji oraz ostrzec przed działaniem wczesnoporonnym, które ma inną moralną kwalifikację niż sama antykoncepcja.

Trzeba jednak przypomnieć zasadę przytoczoną w punkcie 15 Humanae Vitae: „Kościół (...) uważa za moralnie dopuszczalne stosowanie środków leczniczych, niezbędnych do leczenia chorób, choćby wynikać stąd miała przeszkoda, nawet przewidywana, dla prokreacji, byleby ta przeszkoda nie była z jakichś motywów bezpośrednio zamierzona”[9]. Stosowanie środka antykoncepcyjnego nie jest więc grzechem, gdy jest to środek leczniczy. Możliwe skutki uboczne jego działania są usprawiedliwione przy pomocy stosowanej w tym przypadku zasady działania o podwójnym skutku.

Problem środków antykoncepcyjnych dotyczy nie tylko tych, którzy je stosują, ale również osób, które je przepisują na receptę, czy zajmują się ich dystrybucją w aptekach. W powyższych przypadkach, trzeba dobrze poznać problem, który mamy ocenić. Przepisanie środka antykoncepcyjnego przez lekarza w celu leczenia anomalii jakiej może podlegać organizm nie jest złem molarnym. Stanie się takim, gdy celem administrowania wspomnianej substancji jest antykoncepcja lub zamierzone poronienie (działanie typu morning-after pill). W przypadku pracowników aptek, inna będzie odpowiedzialność właściciela, a inna sprzedawcy. Jeżeli ktoś jest właścicielem apteki powinien unikać formalnej współpracy w złu poprzez dystrybucji środków, które służą do realizacji niemoralnych celów. Jeśli ktoś jest tylko zatrudniony w aptece może być obarczony materialną współpracą w złu, gdy np. sprzedaje środki wczesnoporonne[10]. Są to trudne zagadnienia, ale naszym zadaniem jako duszpasterzy jest szerzenie prawdy i odpowiednie formowanie sumień ludzi nam powierzonych. Musimy, gdy trzeba, stawiać trudne pytania i wyraźnie opowiadać się po stronie życia i godności człowieka.

Palącą już dziś kwestią duszpasterską są zagadnienia związane z kresem ludzkiego życia. Rozwój techniki w dziedzinie diagnostyki obrazowej, zwłaszcza powszechne już użycie ultrasonogramu, spowodował lepsze zrozumienie początków ludzkiego życia. Trudno wahającej się w kwestii aborcji kobiecie zanegować obraz poruszającego się w jej łonie dziecka, które może widzieć na ekranie USG. Batalia o początek życia zyskała w technice wielkiego sprzymierzeńca. Jeśli chodzi o kres ludzkiego życia sprawa ma się o wiele trudniej. Jak trudno wytłumaczyć sens cierpienia osoby nieprzytomnej, karmionej przez sondę i cierpiącej z powodu niegojących się odleżyn? Jakie argumenty mogą trafić do młodego człowieka chorego na postępującą degeneratywną chorobę, która powoli zawęża horyzont jego egzystencji? Pytań podobnie brzmiących można postawić wiele. Na pewno potrzeba wielkiego wysiłku duszpasterskiego, by w świecie, który traci wiarę w Boga i w wieczne przeznaczenie człowieka uświadomić wiernym, że ludzkie życie ma sens nawet jeśli ktoś pozostaje nieświadomy lub czyjaś tzw. „jakość życia” jest oceniana jako bardzo niska.

Szczególną uwagę jako duszpasterze powinniśmy koncentrować na pracownikach służby zdrowia. Wiemy, jak ważne i trudne decyzje muszą często podejmować. Warto zatem poświęcać im czas na formalnych i nieformalnych spotkaniach. Nie chodzi tylko o informowanie i popieranie działalności Duszpasterstwa Służby Zdrowia, ale również o faktyczne nawiązywanie więzi osobowej, której często sami lekarze są spragnieni. Mam w pamięci wypowiedź jednego młodego lekarza ze Stanów Zjednoczonych, który zadał mi kiedyś pytanie o ponawianie akcji resuscytacyjnej. Powiedziałem mu, że skomplikowane przypadki w praktyce klinicznej są omawiane przez komisję etyczną, która funkcjonuje w każdym wielkim szpitalu. „Niestety - odpowiedział mi – o drugiej w nocy to ja jestem komisja bioetyczną i to ja muszę o wszystkim decydować”. Idąc tropem tej wypowiedzi wspominam jedną z myśli zasłyszanych u twórcy Narodowego Centrum Bioetyki Katolickiej w Stanach Zjednoczonych, nieżyjącego już O. Alberta Moraczewskiego. Mówiąc o kresie ludzkiego życia podkreślał, że prócz zadbania o sprawy duchowe najlepszą rzeczą jest być w tym momencie pod opieką jakiegoś mądrego i wierzącego lekarza. Oby nam takich lekarzy nie brakowało. My też jesteśmy za to odpowiedzialni.

Kwestia formacji sumienia musi dotyczyć nie tylko ludzi, którym duszpasterzujemy. O taką formację musimy starać się sami. Trudno czasem przezwyciężyć lenistwo i nie tyle zakupić fachową książkę, ale jeszcze przeczytać to, co się zakupiło. Nic nie zastąpi osobistego studium fachowej lektury. Optymizmem napełnia fakt, że mamy coraz więcej dobrych katolickich publikacji dotyczących kwestii bioetycznych. Są one pisane na zróżnicowanym poziomie, ale każdy może znaleźć coś, co będzie pomocne w lepszym rozumieniu skomplikowanych zagadnień, którym musimy sprostać. Jeśli wymagamy od innych profesji stałego uzupełniania wiedzy, tak by nie spotykać się np. w dziedzinie medycyny z przestarzałymi metodami diagnozowania czy leczenia, to w sposób analogiczny powinniśmy znać na bieżąco treść orzeczeń Kościoła dotyczących kwestii bioetycznych. Prócz dokumentów oficjalnych warto gromadzić czasopisma specjalistyczne, które często, wraz z regularnymi odwiedzinami składanymi nam przez księży wicedziekanów same trafiają na nasze probostwa. Na uwagę zasługują monotematyczne numery pisma „Służba życiu”, które są dobrze opracowane pod względem merytorycznym. Ciekawą inicjatywą pilotowaną przez główne tygodniki katolickie było wydanie w grudniu ubiegłego roku specjalnego zeszytu poświęconego procedurze in vitro, który rozszedł się w kilkusettysięcznym nakładzie. Czasami warto wykonać mrówczą pracę i zbierać, choćby w formie wycinków, dobre artykuły dotyczące problematyki bioetycznej. „Gość Niedzielny” z tego tygodnia zawiera np. bardzo dobry wywiad z ks. prof. Stanisławem Warzeszakiem, który komentuje nagłośniony ostatnio komunikat Rady ds. Rodziny KEP. Ks. profesor odpowiada na zasadnicze pytanie: „Dlaczego stosowanie i popieranie in vitro jest grzechem?”[11]

Mówiąc o duszpasterstwie służby zdrowia wspomniałem o funkcjonowaniu w wielkich szpitalach komitetów bioetycznych, których zadaniem jest ocena przypadków klinicznych. Są one organem doradczym w stosunku do lekarzy i rodziny lub pełnomocników pacjenta. Prócz komitetów mamy jeszcze etatowych bioetyków, którzy są zatrudnieni tak jak lekarze lub inny personel placówki leczniczej. Niewiele czasu dzieli nas od chwili w której takie komitety będą powstawały w naszych szpitalach i klinikach oraz będą poszukiwani bioetycy do obsadzenia nowych stanowisk pracy. Jak już wielokrotnie zdołaliśmy się przekonać w kwestiach bioetycznych nie ma jednorodnych opinii. Można powiedzieć, że mamy czasami tyle opinii ilu bioetyków. To, oczywiście, nieco przerysowane stwierdzenie. Faktem jest jednak, że ktoś, kogo tytułuje się mianem bioetyka niekoniecznie musi być zwolennikiem etyki tomistycznej lub personalizmu chrześcijańskiego. Może być zadeklarowanym utylitarystą lub materialistą. Stąd tak ważna jest nasza obecność w placówkach leczniczych i nasza praca z rodzinami pacjentów oraz z personelem medycznym.

Refleksję poświęconą kwestiom bioetycznym w duszpasterstwie zakończę dwoma postulatami. Oba, z punktu widzenia życia księży zaangażowanych w posługę wiernym, wydają się cenne. Pierwszy postulat dotyczy sformułowania jasnych i zwięzłych etycznych dyrektyw, które opublikowany w formie dyrektorium, obejmowałyby najistotniejsze zagadnienia związane ze współczesną bioetyka. Mamy do dyspozycji Kartę Pracowników Służby Zdrowia, ale mimo wielu zalet jest to dokument obszerny i nie podejmujący najnowszych zagadnień. Liczba dokumentów Kościoła dotyczących tematyki bioetycznej rośnie i trudno często odnaleźć precyzyjną odpowiedź. Wypracowanie zwięzłego, dostosowanego do polskiej rzeczywistości kompendium dyrektyw bioetycznych pomogłoby w codziennej posłudze duszpasterskiej[12]. Kwestia druga, to stworzenie na poziomie archidiecezji lub kraju wyspecjalizowanej jednostki, której zadaniem byłoby udzielanie rad w kwestiach bioetycznych. Taka instytucja służyłaby pomocą zarówno duszpasterzom jak i wiernym. Przy współczesnym rozwoju techniki i komputeryzacji nie wymaga to wielkiej infrastruktury, ale raczej znalezienia kompetentnych osób i koordynacji ich działania[13].

Zarysowany w tytule tego wystąpienia temat jest bardzo szeroki. Nie sposób, w krótkiej konferencji dotknąć wielu istotnych dla duszpasterzy kwestii dotyczących bioetyki. Przedstawione powyżej niech będą zachętą do pogłębiania wiedzy, do jeszcze lepszej permanentnej formacji kapłańskiej oraz do odpowiedzialnego traktowania tych ważnych zagadnień.

 

 

[1] Por. J. Craig Venter, Creation of a Bacterial Cell Controlled by a Chemically Synthesized Genomehttp://www.sciencemag.org/cgi/rapidpdf/science.1190719v1.pdf. (03.05.2010).

 

[2] Por. Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, n. 74.

[3] Tamże, n. 76.

[4] Por. Tamże, n. 79.

[5] Tamże, n. 80.

[6] Por. Jan Paweł II, Posynodalna Adhortacja Apostolska Reconciliatio et Poenitentia, n. 17.

[8] M. Ostaszewski, Czym się różnią środki antykoncepcyjne od wczesnoporonnych?,http://www.wdr.elblag.opoka.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=44&Itemid=36 03.06.2010

[10] Por. G. Grisez, The Way of the Lord Jesus. Difficult Moral Questions, Vol. III, Quincy 1997, s. 374-380.

[11] Por. Grzech społeczny. „Gość Niedzielny” 6.06.2010, s. 28-29.

[12] Wzorem może być znany dokument opublikowany prze Konferencję Episkopatu Stanów Zjednoczonych. Por. Ethical and Religious Directives for Catholic Health Care Services, Fourth Editionhttp://www.nccbuscc.org/bishops/directives.shtml, 4.06.2010

[13] Takie narzędzie posiada np. Kosciół w USA, korzystający z usług National Catholic Bioethics Center. Według informacji zawartej na portalu tej instytucji co roku z konsultacji w kwestiach bioetycznych korzysta ok. 1000 osób. Por. http://www.ncbcenter.org/NetCommunity/Page.aspx?pid=404, 04.06.2010.