menu główne

duszpasterz

Archidiecezjalny Duszpasterz Służby Zdrowia:
Ks. Krzysztof Tabath
e-mail

Info cookies

Licznik

Dzisiejsze odwiedziny tej strony...
ogółem: 3
unikalnych: 2

Dotychczasowe odwiedziny tej strony...
ogółem: 45362
unikalnych: 22193

Wszystkich odwiedzin serwisu...
ogółem: 84220
unikalnych: 36128
http://gosc.pl/doc/1033380.Aborcja-prawem-czlowieka-Podpisz-apel-do-PCK

 

http://www.sumienie-farm.pl

Serwis wiadomości


Ministerstwo Zdrowia - Kanał RSS

»Wyroby medyczne
»Obrót pozaapteczny
»Refundacja
»Zasady wydawania leków z apteki


Data publikacji: nieznana
Szczegóły

ekai.pl: Wydarzenia

»Kard. Gerhard Ludwig Müller będzie gościem KUL
Prefekt Kongregacji Nauki Wiary Gerhard Ludwig Müller 24 października będzie uczestniczył w prezenta ...
»Prawosławny metropolita położył kamień węgielny pod budowę kościoła na Ground Zero
Kamień węgielny pod nowy grecko-prawosławny kościół św. Mikołaja na Manhattanie w Nowym Jorku wmurow ...
»Od konserwacji do misji. Wokół "Evangelii Gaudium"
Przewodniczący Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji bp Grzegorz Ryś podsumowuje konferencję, która od ...
»Franciszek: Kościół jest Ciałem Chrystusa
Kościół jest Ciałem Chrystusa, bo to Duch Pański łączy nas ze sobą, w chrzcie stajemy się jego częśc ...


Data publikacji: Wed, 22 Oct 2014 16:36:27 -0000
Szczegóły

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich

»U W A G A !
Od 07 października, Matki Bożej Różańcowej, nastąpi doroczna zmiana tajemnic różańcowych wspólnej mo ...
»Pielgrzymka Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich do groby błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki
4 października b.r., w pierwszą sobotę miesiąca, we wspomnienie św. Franciszka, przedstawiciele Kato ...
»Po IV Zjeździe Integracyjnym na Górnym Śląsku
W dniach 19-21 09.2014 r. odbyło się kolejne spotkanie integracyjne Katolickiego Stowarzyszenia Leka ...


Data publikacji: Sun, 12 Oct 2014 14:52:48 +0000
Szczegóły


ETYKA dla lekarzy, pielęgniarek i pacjentów

H.P. Dann

Chrześcijańskie źródła kultury życia

1.
Stanowisko etyczne

Potrzeba
etyki medycznej

Podstawowe
założenia i przyjęte konwencje

Natura
medycyny

2.
Podstawy etyki

Natura
prawa

Naturalne
prawo moralne

Kilka
definicji

Ocena
moralna

Autorytet
papieski

Czy
zasady moralne są absolutne czy
względne?

Grzech

Poczucie
winy

Zasada
podwójnego skutku

Wybór
mniejszego zła

Stopnie
współdziałania

Veritatis splendor

3.
Oficjalne kodeksy etyczne

Hipokrates

Przysięga
Hipokratesa

Deklaracja
zawodowego przyrzeczenia

Kodeks
Majmonidesa

Deklaracja
genewska

Międzynarodowy
Kodeks Etyki Medycznej

Deklaracja
helsińska

Deklaracja
z Sydney

Deklaracja
z Oslo

Deklaracja
z Tokio

Deklaracja
lizbońska

Inne
deklaracje

Kodeks
muzułmański

Chrześcijański
kodeks etyki medycznej

4.
Relacja między lekarzem a pacjentem

Role
lekarza i pacjenta

Czy
lekarze i pielęgniarki mogą strajkować?

Obowiązek
w stosunku do pacjentów

Świadoma
zgoda

Problematyczny
przypadek nr l

Problematyczny
przypadek nr 2

Zachowanie
tajemnicy lekarskiej

Do
kogo należy dokumentacja medyczna?

Niekonieczne
operacje

Operacje
okaleczające

Zalecenie
masowego stosowania leków

Przeszczepy
organów

Przeszczepy
dokonywane na płodzie

5.
Śmierć, umieranie i eutanazja

Akceptacja
śmierci

Pacjenci
w stanie śpiączki lub pacjenci niepełnosprawni

Rodzaje
śpiączki

Ocena
etyczna

Przypadek
kliniczny

Zaniechanie
podtrzymywania krążenia i oddychania

Eutanazja

Ocena
etyczna

Stanowisko
władz

6.
Upośledzeni, niechciani

Rola
upośledzonych

Dziecko
upośledzone

Noworodek
— Baby Doe

Inny
przypadek kliniczny

Chciane
czy niechciane?

Selekcja
płci

Ocena
etyczna

7.
System rozrodczy

Problemy
etyczne w seksualności

Fatalny
postęp

Dalszy
upadek wartości

Masturbacja

Ocena
etyczna

8.
Antykoncepcja

Rozwój
antykoncepcji

Ocena
etyczna

Stanowisko
papieskie

Implikacje
etyczne

Teolodzy
protestanccy

9.
Sterylizacja

Definicja

Techniki

Implikacje
kliniczne

Wielokrotne
cięcia cesarskie

Błędy
w sposobie podejmowania decyzji

Przypadek
kliniczny nr l

Ocena
etyczna

Przypadek
kliniczny nr 2

Współdziałanie

Stanowisko
papieskie

10.
Aborcja - wielka niegodziwość

Współczesny
holokaust

Moralna
strona aborcji

Techniki
aborcyjne

Gwałt
i kazirodztwo

Przypadek
kliniczny

Działanie
w sytuacji kryzysowej

Problemy
związane z decyzją lekarską

Płód
jest naszym pacjentem

Ocena
etyczna

Stanowiska
papieży, Ojców Kościoła i ludzi dobrej woli

11.
Homoseksualizm

Homoseksualizm
w dziejach

Ocena
etyczna

Zalecenia
medyczne

Ryzyko,
na jakie narażeni są lekarze

12.
Płodność, bezpłodność, zapłodnienie, sztuczne zapłodnienie

Współczesny
paradoks

Płodność
męska

Zapłodnienie
pozaustrojowe

Ocena
etyczna

Matki
zastępcze

Normy
moralne seksualności

Dziecko

Wykorzystanie
nasienia męża w sztucznym zapłodnieniu

Sztuczne
zapłodnienie przy wykorzystaniu nasienia dawcy

Raport
Warnocka

Postanowienia
etyczne dotyczące sztucznego zapłodnienia

Stanowisko
papieskie dotyczące sztucznego zapłodnienia

13.
Ciąża i poród

Poronienie

Amniopunkcja
i chorioncenteza

Poród
i narodziny dziecka

Dziecko
upośledzone

Bezmózgowie

Hydrocephalus
(wodogłowie)

Zasady
opieki podczas porodu

Tylny
rozszczep kręgosłupa

Diagnostyka
wad rdzenia kręgowego

Troski
i obawy dotyczące okresu bezpośrednio po urodzeniu

Ciąża
pozamaciczna

Przypadek
kliniczny

14.
Seksuologia

Niebezpieczeństwa
i pułapki

Edukacja
seksualna

Pornografia

15.
Różnorodne problemy etyczne

Świadkowie
Jehowy a problemy związane z przetaczaniem krwi

Genetyka

Prawa
małżeńskie

Przypadek
kliniczny

Lekarze
i ich koledzy w pracy

Sprawy
finansowe

Ingerowanie
w sposób prowadzenia pacjentów przez naszych kolegów lekarzy

16.
Pielęgniarki, stażyści i studenci

Znaczenie
średniego personelu medycznego

Pielęgniarki
w roli "przyzwoitek"

Stażyści
i studenci

17.
Współpraca z kaplicami szpitalnymi

Rola
kaplicy w szpitalu

Tajemnica
lekarska (zobacz także rozdział 4)

Choroba
sprzyja rozwojowi duchowemu

18.
Lekarz, społeczeństwo i państwo

Lekarz
i społeczeństwo

Rewolucja
seksualna

Medycyna
alternatywna

Kłopoty
z państwem

Terror
państwowy

Egzekucja
sądowa

Prywatne
życie lekarza

Współpraca
z firmami farmaceutycznymi itp.

Modlitwa
lekarza

Święci
lekarze

Chrześcijańskie
źródła kultury życia

Wprowadzenie do polskiego wydania

"aby ukazać współczesnemu
światu nowe znaki nadziei, troszcząc się [...] o utrwalenie nowej kultury
ludzkiego życia, w celu budowania autentycznej cywilizacji prawdy i miłości"

Jan Paweł II, Evangelium vitae, 6

Rozwój nauki i techniki niesie ze sobą wiele problemów moralnych,
nieznanych wcześniejszym pokoleniom. Jedni reagują na te zmiany zagubieniem
w gąszczu trudnych pytań. Inni usiłują szukać autorytetów potwierdzających
ich własne oceny, formułowane na podstawie osobistych, intuicyjnych odczuć.
Popularność konferencji i publikacji poświęconych zagadnieniom bioetyki
świadczy o ilości problemów, przed jakimi staje sumienie - pragnące
kierować się zasadami humanizmu - w zetknięciu z jakościowo nowymi
sytuacjami niesionymi przez współczesną cywilizację. Szczególna dawka
podobnych problemów stanowi chleb powszedni pracowników służby
zdrowia, którzy chcą łączyć wierność zasadom etyki chrześcijańskiej z
wykorzystaniem możliwości stwarzanych przez współczesne techniki medyczne
oraz z szacunkiem dla osoby ludzkiej. Ich poprzednicy pracujący w klinikach i
laboratoriach nie musieli stawiać wielu pytań dotyczących transplantacji,
zapłodnienia in vitro czy takich form działania, w których trzeba wytyczyć
dyskretną granicę między eutanazją a zaniechaniem dalszej terapii.

Oddawana
polskiemu czytelnikowi praca H.P. Dunna Etyka dla lekarzy, pielęgniarek i
pacjentów została przygotowana z myślą o tych wszystkich, którzy
pragną, aby rozwojowi technologii towarzyszył rozwój wrażliwości moralnej
człowieka. Jej autor potrafi łączyć medyczne doświadczenie ginekologa z
wiernym zachowaniem nauczania papieskiego, w którym chrześcijańska wizja
cywilizacji życia dostarcza konkretnych odpowiedzi na trudne pytania
egzystencjalne. Książka ta jest adresowana do pracujących zawodowo lekarzy
i pielęgniarek, którzy nie specjalizują się w filozoficznym rozdzielaniu włosa
na czworo, lecz poszukują jednoznacznych odpowiedzi na skomplikowane pytania.
W duchu amerykańskiego pragmatyzmu autor pracy stara się dostarczać
konkretnych odpowiedzi, nawet wówczas, gdy teoretycy skłonni byliby
wprowadzać różne grupy dopuszczalnych rozstrzygnięć oraz klasyfikować
stanowiska mało istotne dla praktyki lekarskiej. Pojawiające się w niektórych
punktach uproszczenia w argumentacji stanowią naturalną cenę tego, iż książka
ma służyć szerokiemu gronu odbiorców, nie zaś akademickim specjalistom od
etyki lekarskiej. Przy poszukiwaniu ostatecznych rozstrzygnięć autor odwołuje
się do chrześcijańskiej wizji człowieka i jego moralności; stąd też ze
zrozumiałych powodów niektóre szczegółowe oceny mogą natrafić na opory
u odbiorców przyjmujących ateistyczną wizję życia.

W okresie, gdy amerykański
oryginał książki znajdował się w druku, została opublikowana encyklika
Evangelium vitae - fundamentalny dokument ukazujący chrześcijański
sens życia, cierpienia i śmierci. Z oczywistych racji formalne odniesienia
do treści encykliki mogły zostać wprowadzone tylko w minimalnym stopniu
podczas korekty autorskiej. Całość pracy inspirowana jest jednak
podstawowym dla encykliki przekonaniem, iż "tylko szacunek dla życia może
stanowić fundament i gwarancję najcenniejszych i najpotrzebniejszych dla
społeczeństwa wartości" (EV, 101). W tej właśnie perspektywie
pochylenie się nad człowiekiem i jego bólem oraz solidarne poszukiwanie środków
umożliwiających powrót do zdrowia stają się ekspresją humanizmu chrześcijańskiego
i konkretnym przejawem ewangelicznego prawa miłości.

Jest zrozumiałe, iż na
kilkudziesięciu stronach tekstu nie sposób zamknąć wszystkich pytań,
jakie formułują lekarze, laborantki czy salowe traktujący swe obowiązki z
całą odpowiedzialnością moralną. Polskie warunki, w których służba
zdrowia musi ciągle borykać się z katastrofalną sytuacją, stanowiącą
gorzki owoc lat minionych, przynoszą wiele dodatkowych pytań. Nie chodzi nam
jednak o to, by wykładowi etyki dla lekarzy i pielęgniarek nadawać formę
tradycyjnego katechizmu, w którym starano się wyłożyć całość dostępnej
wiedzy, łącząc krótkie pytania z prostymi odpowiedziami. Chodzi natomiast
o to, by ukazać chrześcijańską perspektywę ocen

moralnych, w których godność
osoby ludzkiej winna stanowić wartość centralną.

Ustawiczny
rozwój techniki będzie przynosił nowe trudne problemy w dziedzinie
medycyny, biologii i nauk pokrewnych. W okresie zamykania prac nad polskim
przekładem tej książki rozpaliły się ostre polemiki nad oceną moralną
zniszczenia tysięcy embrionów w brytyjskich klinikach. Ci, którzy
protestowali przeciw bezdusznemu sprowadzaniu ludzkiego życiu do poziomu
laboratoryjnych eksponatów, formułowali kategoryczne oceny o
"masakrze prenatalnej". Niektórzy usiłowali apelować o adopcję
prenatalną polegającą na przeniesieniu embrionu poczętego in vitro
do ciała kobiety, która zostałaby w ten sposób jego adoptowaną matką. Całą
złożoność moralnej oceny sytuacji, pozbawionej prostego wyjścia,
komplikowało jeszcze to, iż można przypuszczać, że długotrwałe zamrożenie
embrionów powoduje poważne następstwa negatywne dla późniejszych etapów
rozwoju istoty ludzkiej. Istnieją sytuacje, w których beztroskie
manipulowanie życiem ludzkim prowadzi do następstw uniemożliwiających wybór
moralnego dobra. Naszym zadaniem winno być uwrażliwianie sumień na
niedopuszczalność eksperymentów, w których z premedytacją życie
ludzkie traktuje się instrumentalnie, jedynie jako środek prowadzący do
nowych odkryć. Podejście takie miało smutne precedensy w badaniach
niemieckich w okresie II wojny światowej. W obecnej sytuacji, gdy w
zmienionym kontekście usiłuje się nawiązywać do ducha tamtych badań, nie
wolno nam banalizować

godności ludzkiego życia i
traktować instrumentalnie wczesnych stadiów rozwoju człowieka. Świat, w którym
godność osoby ludzkiej byłaby podporządkowana prawom ekonomicznego
popytu i podaży, byłby światem nieludzkim, znanym z powieści Huxleya o
istotach podobnych do człowieka, które produkuje się dla zaspokojenia
potrzeb rynku, dzięki zastosowaniom inżynierii genetycznej. Wizja ta jest
niemożliwa do pogodzenia z chrześcijańskim ujęciem, w którym "dla
nas i dla naszego zbawienia" Chrystus zstąpił z niebios, ukazując
nieskończony wymiar prawdy o godności osoby ludzkiej.

Pragnę wyrazić serdeczną wdzięczność
dla amerykańskiego wydawnictwa St. Paul, które bezinteresownie udostępniło
wydawnictwu BIBLOS prawa autorskie do wydania polskiego przekładu
niniejszej książki. Decyzja ta pozostaje interesującym przykładem etyki
wydawniczej, w której naczelną wartością nie staje się zysk ekonomiczny,
lecz prawda służąca rozwojowi osoby ludzkiej przez kształtowanie jej wrażliwego
sumienia.

Wszystkim, którzy w lekturze
tego tomu szukać będą pomocy w rozwiązywaniu problemów etyki lekarskiej,
życzę serdecznie, by zawarte w nim refleksje mogły inspirować działania
prowadzące do przemiany współczesnej kultury. Wspólnota refleksji, dowartościowanie
moralnych wymiarów naszego działania oraz wysiłek ukierunkowany w stronę
obrony ludzkiego życia może ułatwiać kształtowanie wrażliwych sumień i
przez to urzeczywistniać papieską wizję, w której Kościół przyjmuje z
miłością

Ewangelię życia, "aby
wiernie i odważnie głosić ją jako dobrą nowinę ludziom wszystkich epok i
kultur"

(EV, l).

Tarnów, sierpień 1996 r.+ Józef Życiński

Biskup
Tarnowski

1

STANOWISKO ETYCZNE

Potrzeba etyki medycznej

W czasach - jak się wydaje - kryzysu moralnego, zarówno w społeczeństwie,
jak i w obrębie służby zdrowia, możemy mówić o równoległym wzroście
zainteresowania etyką medyczną. Jeszcze dwadzieścia lat temu rzadko się
zdarzało, by jakaś amerykańska szkoła medyczna miała wpisany ten przedmiot
do swojego programu; obecnie ponad połowa z nich ma wykłady z etyki. W Anglii
istnieje Instytut Etyki Medycznej ze swoim własnym czasopismem; w 1992 roku w
Melbourne w Australii zostało utworzone Międzynarodowe Towarzystwo Bioetyki.
Wiele książek zostało napisanych na ten temat. W większości szpitali działają
teraz komitety etyczne, które oceniają metody leczenia i projekty badawcze, a
Światowe Towarzystwo Medyczne wydało serię etycznych oświadczeń składających
się na rodzą) przewodnika dla lekarzy.

Jednakże pomimo tych szlachetnych inicjatyw, obecna sytuacja jest daleka od
satysfakcjonującej. Wystarczy wziąć pod uwagę rozwój ruchu na rzecz
eutanazji i powszechną eksplozję aborcji, aby pokazać, że mamy do czynienia
z poważnym pomieszaniem standardów. Do lat sześćdziesiątych oba te zjawiska
uważane były za objawy głębokiego kryzysu moralnego; obecnie są one szeroko
akceptowane.

Podstawowe założenia
i przyjęte konwencje

Piszę z pozycji zwyczajnego ginekologa i położnika-praktyka. Ze względu
na charakter mojej pracy muszę podejmować decyzje etyczne nieomal codziennie.
W swoim podejściu nie pretenduję do roli jakiegokolwiek eksperta w dziedzinie
filozofii czy teologii; prezentuję wiedzę wykształconej osoby świeckiej.
Moje podejście ma charakter głównie kliniczny. Jego podstawą jest zdrowy
rozsądek oraz nauka Kościoła rzymskokatolickiego.

Ponieważ w pracy głównie miałem kontakt z kobietami, przyzwyczajony
jestem nazywać pacjenta - "ona". Gdy używam terminu "mań"
[w języku angielskim słowo to znaczy zarówno "mężczyzna", jak i
"człowiek" - przyp. tłum.] lub "mankind" [termin oznaczający

"ludzkość" - przyp. tłum.], to robię to w słownikowym znaczeniu
tych słów. Nie należy tego interpretować jako przejawów męskiego
szowinizmu czy dyskryminacji kobiet.

Natura medycyny

Medycyna wymaga od swoich adeptów, aby żyli, służąc pacjentom, ich
rodzinom oraz społeczeństwu. Idealnym motto dla lekarza jest: Caritas et
justitia

(miłość i sprawiedliwość). Wyrażając to innymi słowy, celem
medycyny jest "czasami leczyć, często przynosić ulgę, zawsze pocieszać".

2

PODSTAWY ETYKI

Natura prawa

Gdy usiłuje
się określić etykę jako system, który jest w rzeczywistości wyrazem
jakiejś formy prawa, konieczne staje się zdefiniowanie prawodawcy będą­cego
jego podstawą, w przeciwnym razie całe to pojęcie okaże się arbitralne. W
tym kryje się słaby punkt większości współczesnych wypowiedzi dotyczących
etyki medycznej. Pochodzą one wyłącznie od ustawodawców oraz reprezentantów
lokalnych stowarzyszeń medycznych, którzy, będąc ekspertami w dziedzinie
ustawodawczej oraz w dziedzinie praktyki medycznej, nie przywiązują
specjalnej wagi do takich dziedzin jak prawo, filozofia czy religia.

Prawo ma istotne znaczenie dla
ludzi, ponieważ jest ono podstawą właściwej organizacji społeczeń­stwa
oraz dobrobytu zarówno obywateli, jak i pań­stwa. Istnieje wiele form
prawa, najważniejszymi interesującymi nas tutaj są prawo boskie, naturalne
prawo moralne, naturalne prawo fizjologiczne, prawo kanoniczne, prawo cywilne
oraz prawo międzynarodowe (jasne jest, że w wielu zakresach zachodzą one na
siebie). Oczywiście, najbardziej podstawowym oraz najważniejszym w tej
grupie jest prawo boskie, ponieważ jego prawomocność opiera się na samym
Bogu. Dlatego tak ważna jest zgodność medycznego stanowiska etycznego z
prawem boskim. Jednakże w naszych czasach zdarza się, że ustanawiane jest
prawo, które jest z nim niezgodne. Aby określić, czym jest prawo boskie,
należy odnieść się do rozumu, a także sumienia, które umożliwia nam
rozpoznanie instynktownych oraz wrodzonych zasad prawa naturalnego. Tego
rodzaju "przewodniki" są dostępne dla każdego i one stworzyły
tak znamienitych myślicieli jak Hipokrates, Platon i Arystoteles. Należy również
wspomnieć o przedchrześcijańskim obja­wieniu bożym, ucieleśnionym w
Starym Testamencie. Etyczne postępowanie, którego świadome były wszystkie
wcześniejsze pokolenia, zostało skodyfikowane przez Dekalog. Od momentu
pojawienia się Chrys­tusa musimy zwracać się do Jego Kościoła o przewodnictwo,
ponieważ został on obdarzony Jego autoryte­tem nauczania wszystkich narodów.
Kościół rzymsko­katolicki jest "jedynym prawdziwym Kościołem".
Mówiąc językiem współczesnym, mamy nie tylko do czynienia ze
"skandalem braku jedności", ale również ze skandalem Kościołów
podtrzymujących diamet­ralnie różne punkty widzenia na etyczne problemy
medyczne, które trapią nasz zawód.

Naturalne prawo moralne

Ludzkie istoty są stworzeniami moralnymi. Każdego dnia podejmujemy wiele
decyzji moralnych, najczęściej w drobnych sprawach codziennych.

Podstawowym stwierdzeniem
naturalnego prawa moralnego jest: Czyń dobro i unikaj zła. Lecz czym jest
dobro? Mówiąc z pozycji filozofa, "dobro" jest tym, co pozostaje w
zgodzie z ostateczną prawdą rzeczy, co odpowiada celowi, dla którego zostało
stworzone. Innymi słowy, dobro jest tym, co pozostaje w harmo­nii z wolą
lub prawem Boga. Równie ważne jest to, że nie wolno czynić zła, nawet gdy
jego skutkiem może być dobro. Obowiązek czynienia dobra jest absolutny i -
podobnie - zakaz czynienia zła.

Zamieszanie dotyczące tego
problemu jest źródłem wielu problemów etycznych, z którymi konfrontowani
są lekarze, pielęgniarki oraz pacjenci. Zauważają oni, że pewne działanie
może być złe, a co najmniej przykre, lecz dochodzą do wniosku, że w
konkretnych trudnych okolicznościach jest ono usprawiedliwione. Cel uświęca
środki. Twierdzenie to jest oczywiście całkowicie niesłuszne. Św. Paweł
potępił wprost takie podejście w Liście do Rzymian, w którym zaatakował
tych, którzy przypisywali je chrześcijanom: "I czyż to znaczy, iż
mamy czynić zło, aby stąd wynikło dobro? -jak nas niektórzy oczerniają i
jak nam zarzucają, że tak mówimy. Takich czeka sprawiedliwa kara" (Rz
3,8). Cel nie uświęca środków.

Wszystko to, co znajduje się w
opozycji do prawa naturalnego opisane jest jako nienaturalne. Homoseksualizm
oraz zoofilia są przykładami zachowań nienaturalnych, a więc niemoralnych.
Wykorzystuje się w nich naturalne organy anatomiczne, lecz w sposób
perwersyjny w stosunku do naturalnego fizjologicznego przeznaczenia tych narządów.

Tajemnicą
rodzaju ludzkiego jest to, że posiadamy wrodzone pragnienie poszukiwania
dobra, lecz równocześnie silną skłonność do czynienia zła, co jest
nieodwracalną konsekwencją Upadku. Platon (zm. 347 przed Chrystusem)
stwierdził w Protagorasie:

"Stawianie zła nad dobrem
jest sprzeczne z ludzką naturą". Stawianie dobra nad złem jest ideałem,
do którego zmierza ludzka natura.

Ponadto, aby
potwierdzić, że ludzka natura nigdy się nie zmienia, że naturalne prawo
uznawane było od niepamiętnych czasów i że wielkie umysły zawsze
utrzymywały, że nigdy nie jest dozwolone czynienie zła w nadziei osiągnięcia
dobrego skutku, pozostaje tylko zacytowanie fragmentu z Etyki
Arystotelesa (zm. 322 przed Chrystusem): "Istnieją pewne działa­nia i
emocje, których same nazwy zawierają w sobie niegodziwość, na przykład złośliwość,
bezwstydność, zazdrość, a wśród działań: cudzołóstwo, kradzież,
morderstwo. Te i podobne emocje i działania zakła­dają, poprzez swoje
nazwy, to, że są złe... Dlatego dokonując ich, nie możemy nigdy czynić
dobra; wykonywanie ich jest zawsze złe. W tego rodzaju przypadkach, na przykład
cudzołóstwa, zaistnienie dobra i zła nie zależy od faktu popełnienia tego
z konkretną kobietą w konkretnym czasie i w określo­ny sposób, lecz z
samego tylko faktu popełnienia tego jest to złe".

Kilka definicji

Istnieje trochę
nieporozumień w tej dziedzinie ze względu na nieprecyzyjność używanych
terminów.

Etyka
jest nauką dotyczącą moralności.

Moralność jest pojęciem
odnoszącym się do dobre­go lub złego zachowania. Każde działanie ludzkie
może być ocenione jako moralnie dobre, złe lub obojętne. Większość
naszych słów, czynów lub myśli należy do ostatniej kategorii.

Sumienie jest zdolnością
umożliwiającą nam moralny osąd. Jest ono wrodzone, lecz doskonali się lub
ulega stępieniu w ciągu naszego życia.

15 października
1988 roku podczas publicznej audiencji, Papież Jan Paweł II starał się
rozjaśnić kluczowy problem wolności sumienia oraz uświa­domić zebranym,
jak dalece to pojęcie jest ważne:

"Wraz z upływem czasu
staje się coraz bardziej oczywiste, jak pewne postawy osób domagających się
tak zwanego «prawa do rozbieżnością wywarły szkod­liwe skutki na moralne
postępowanie niektórych wiernych.

Tak jak zaznaczyłem, zwracając
się do amerykań­skich biskupów w Los Angeles w zeszłym roku:

«Zaobserwowano pewną tendencję
ze strony niektó­rych katolików do wybiórczego traktowania moral­nego
nauczania Kościoła». Niektórzy ludzie apelują do «wolności sumienia»,
aby usprawiedliwić taki sposób postępowania.

Zatem konieczne jest wyjaśnienie,
że to nie sumie­nie stanowi o tym, co jest dobre, a co złe. Używając
doskonałego sformułowania Kardynała John Henry Newmana, pochodzącego z
kazania wygłoszonego w Uniwersytecie Oksfordzkim, możemy stwierdzić, że:

«Sumienie jest narzędziem
odkrywania moralnej prawdy; ono interpretuje normę, ale jej nie tworzy»".

Św. Tomasz z
Akwinu (zm. w 1274 r.) z właściwą sobie jasnością odniósł się do tego
samego pytania. Uważał on, że sumienie jest zastosowaniem wiedzy do działania.
Oznacza to, że rozum zajmuje się decydowaniem o tym, jak powinniśmy postąpić,
opierając się na naszej wierze w to, co jest prawdzi­we. Zawsze musimy
czynić to, co uważamy, że jest dobre, i unikać tego, co uważamy za złe,
nawet jeśli zdarza się nam mylić co do faktów. Jednocześnie stwierdza, że
błędne sumienie nie usprawiedliwia grzechu danej osoby, chyba że jest ona w
błędzie nie ze swojej winy (niewiedza niemożliwa do pokonania). Natomiast
jeśli jego błąd jest rezultatem umyślnego zaniechania własnej moralnej
edukacji, jego złe działania nie usprawiedliwią jego grzechu.

Ocena
moralna

Moralność
każdego ludzkiego czynu oceniana jest według następujących trzech kryteriów:

(l) Działanie samo w sobie. Może ono być pozytyw­ne (dopełnienie
obowiązku) lub negatywne (niedopeł­nienie obowiązku). Odnosi się to nie
tylko do czynów, ale również do myśli lub słów. Jest to obiektywna ocena.

(2) Intencja podmiotu działania.
Jest to subiek­tywna ocena. Trudno jest dojść do prawdy w tej sferze
i w większości przypadków znana ona jest jedynie danej osobie i Bogu.

(3) Okoliczności. Jako
prawomocne uchodzi powie­dzenie: "Ocena zależy od okoliczności";
i kiedy docho­dzi do osądzenia: "Trudne przypadki tworzą złe
prawo".

Dla osób o prawidłowo uformowanym sumieniu pierwsze kryterium jest najważniejszym
czynnikiem. Gdy jakieś działanie jest złe, to nie powinno być ono
podejmowane, nawet jeśli tego rodzaju odmowa pociąga za sobą jakieś
ryzyko. We współczesnym świecie powszechne jednak kładzie się nacisk na
drugie i trzecie kryterium. Zjawisko to znane jest jako "etyka
sytuacyjna", a jej czołowym przedstawicielem jest dr Joseph Fletcher,
ostatnio z Harvard Divinity School z Bostonu.

Autorytet papieski

Ludzie dobrej woli zgodzą się z większością zapre­zentowanych tutaj
zasad*.
* Dalszymi dowodami na to, że prawie wszystkie wielkie religie podzielają
powszechną "Złotą Regułę" sprawiedliwości i miłości są następujące
cytaty:

Chrześcijaństwo:
"A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im
czyńcie; taki bowiem jest zakon i prorocy" (Mt 7,12).

Judaizm:
"Tego, czego sam nienawidzisz, nie rób bliźniemu. To jest całe Prawo;
wszystko inne podlega komentarzowi" (Talmud, Shabbat 3id).

Islam:
"Żaden z was nie będzie wierzącym, dopóki nie będzie pożądał dla
swojego brata tego, czego sam pożąda dla siebie" (Sunnah).

Buddyzm:
"Nie krzywdź innych w sposób taki, który Tobie wydałby się krzywdzący"
(Udana-Varga 5,18).

Konfucjanizm:
"Czy istnieje jakaś jedna maksyma, która powinna być stosowana przez
całe życie? Z pewnością jest to maksyma mówiąca o miłości i dobroci:
nie rób innym tego, czego sam nie chciałbyś, aby Tobie zrobiono" (Analekta
15,23).

Taoizm:
"Traktuj zwycięstwo swojego sąsiada jak własne zwycięstwo, a jego
porażkę jako własną porażkę" (Tai Shang Kań Ying P'ien).

Zoroastryzm:
"Taka natura jest dobra sama w sobie, która powstrzymuje Ciebie od
robienia innym tego, co nie jest dobre dla Ciebie" (Dadisten-i-dinik
94,5).

W kwestiach spornych akceptujemy różnicę stanowisk. Papież ma prawo i
obowiązek wypowiadania się na temat problemów moralnych oraz zasługuje na
szacunek i posłuszeń­stwo nie tylko ze względu na powagę swojego urzędu,
ale również ze względu na zapewnienie dane przez Chrystusa Piotrowi, że będzie
On z nim (oraz jego następcami) "[...] przez wszystkie dni, aż do końca
świata" (Mt 28,20).

Kościół
nie głosi tych moralnych opinii z własnej inicjatywy. Rozjaśnia on zaledwie
zasady dane przez Boga w Dekalogu, na tysiące lat przed ustanowieniem Kościoła.
Dowodem na słuszność takiego stanowiska jest fakt, że gdybyśmy
praktykowali medycynę przed narodzeniem Chrystusa, tak jak czynił to
Hipokrates, wyznawalibyśmy dokładnie takie same zasady, jakie tutaj
zaprezentowaliśmy.

Czy zasady moralne są absolutne czy
względne?

Kiedy pada to
fundamentalne pytanie, społeczeń­stwo na ogół opowiada się za
relatywizmem, ponie­waż dzięki niemu życie staje się łatwiejsze i prak­tycznie
wszystko można dzięki niemu usprawiedliwić. Osoby głęboko religijne nie
wahają się zadeklarować, że jedynym logicznym wyborem jest wybór
absolutu. Idea niezmiennego Boga, który jest ten sam "wczoraj i dziś,
ten sani także na wieki" (Hbr 13,8), i którego nauka nigdy się nie
zmienia, jest wspólną cechą nie tylko religii Wschodu, ale również
Zachodu. Niektóre działania zawsze są złe, tak jak niektóre (miłość i
sprawiedliwość) zawsze dobre. Mamy absolutny obowiązek czynienia dobra i
unikania zła, w poważ­nych sprawach dotyczących sumienia. Nasz obowią­zek
miłości i adoracji Boga jest niezmienny i nieu­chronny. Na drugim biegunie
znajduje się absolutny zakaz bluźnierstwa, które jest zniewagą Boga roz­myślną,
a nie bezmyślną i przypadkową. Innym przykładem jest cudzołóstwo, które
jako zdrada oraz niewierność jest zawsze złe.

System prawny zakłada w sposób
logiczny istnie­nie pewnych praw i obowiązków, korzyści wynika­jących z
ich respektowania oraz kary za ich narusze­nie. Powierzchowne, dość
popularne, stwierdzenie mówi: "Państwo nie może zalegalizować moralności".

Prawo cywilne nie może, oczywiście,
wymusić na swoich obywatelach moralnego życia - nawet Kościół może tylko
przekonywać ich, aby praktykowali cnotę - lecz faktem jest, że właściwe
uporządkowanie społeczeństwa możliwe jest tylko wtedy, kiedy indywidualni
obywatele prowadzą życie cnotliwe. Poszczególne interesy państwa i
obywateli bywają często wspólne. Zatem przytoczone wcześniej stwier­dzenie
często jest używane po to, aby wymusić na państwie neutralność; chodzi o
to, aby nie przeszka­dzało - na przykład - w legalizacji prostytucji.

Można powtórzyć za św.
Augustynem: "Moralność jest posłuszeństwem w stosunku do prawa".
W sposób oczywisty odnosi się to do prawa zarówno moralnego, jak i
cywilnego, z zastrzeżeniem, że niesprawiedliwe prawo cywilne nie obowiązuje.
Podobnie powinniśmy podchodzić do tzw. przestęp­stwa bez ofiary. To pojęcie
zakłada, że złe indywidu­alne działania, takie jak pociąg do pornografii
lub narkotyków, wyrządzają krzywdę tylko osobie dot­kniętej tym nałogiem
i dlatego powinny one zostać wyłączone spod kontroli państwa.
Powinno to być oczywiste dla każdego, że taki punkt widzenia jest niesłuszny.
Od czasu, gdy jesteśmy istotami ludzki­mi, członkami wielkiej ludzkiej
rodziny, gdy ktoś spośród nas jest chory, to wszyscy cierpimy. I zło, które
pozostawało za zamkniętymi drzwiami, wkrótce rozprzestrzeni się i stanie
się udziałem większej społeczności. W ostatecznym rachunku koszty wielu
prywatnych "indywidualnych" grzechów czy wad ponosić będzie musiał
podatnik.

Jest to temat,
na który nikt nie lubi dyskutować, lecz w rozprawie na temat etyki nie można
go omi­nąć. Grzech jest wykroczeniem przeciw kodeksowi moralnemu i jest
określany jako ciężki (śmiertelny) oraz lekki (powszedni). Terminy te są
nieco przesta­rzałe, lecz prawdziwe. Grzech śmiertelny zabija życie łaski
w duszy. Św. Jan używa tego terminu, gdy mówi nam: "[...] Istnieje
taki grzech, który sprowadza śmierć. [...] Każde bezprawie jest grzechem,
są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci" (l J 5,16-17).

Tradycyjna lista "siedmiu
grzechów głównych" została ułożona pod wpływem natchnienia, które
dokładnie rozpoznało ułomną kondycję ludzką. Uporządkowane one są w
kolejności od najcięższego do najlżejszego grzechu, jeśli takie
stopniowanie przekroczeń jest możliwe. Komentarze dokonane są ze względu
na ich znaczenie w medycznej praktyce.

(l) Pycha. Pierwszy grzech co do ciężaru, co do znaczenia, także
w dziejach. Lucyfer dopuścił się grzechu pychy, gdy powiedział: Non
seruiam ("Nie będę służył Bogu"), i Archanioł Michał
wyrzucił go na zawsze z Nieba (Ap 12,7). Odnosząc się do tego wydarzenia,
Chrystus powiedział: "Widziałem szata­na spadającego z nieba jak błyskawica"
(Łk 10,18).*

*Autor książki nie jest ani egzegetą, ani
teologiem: jego sposób powoływania się na Pismo Święte jest bardzo
osobisty i niekoniecznie zgodny z tym co można by nazwać
naukowo-egzegetycznym. (przyp. red.).

Zbawienne jest przypomnienie, że,
jak powiedział św. Piotr, Szatan nawet teraz "...jak lew ryczący krąży
szukając kogo pożreć" (l P 5,8). C.S. Lewis wykazał w The Screw
tape Letters, że ulubionym zajęciem Zła jest przekonywanie ludzi, że
ono nie istnieje i podstęp ten wyjątkowo dobrze mu się udaje. Do
dzisiejszego dnia pozostaje on złowieszczą posta­cią kryjącą się za całym
ludzkim złem: wojnami, torturami, okrucieństwami, niesprawiedliwością i każdym
innym przerażającym grzechem, jaki istoty ludzkie popełnią.

Pierwszym grzechem w dziejach
ludzkich był właśnie grzech pychy, gdy Wąż (Zło) przekonał Ewę do
zjedzenia "owocu z drzewa poznania dobra i zła" (Rdz 2,17). Apelował
on do jej pychy - "otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali
dobro i zło". Co za kolosalny błąd! Znajomość zła, która w biblij­nym
języku oznacza osobowe doświadczenie zła, przynosi jedynie smutek,
cierpienie i śmierć. Pycha łatwo może stać się dominującym grzechem
lekarzy, a także innych osób niosących opiekę tak medyczną jak i duchową,
nie wyłączając również duchowień­stwa.

(2) Chciwość. Dante
Aligheri (zm. w 1321 r.) wskazał na znaczenie tej wady w Pieśni I Boskiej
Komedii. Opisuje on w niej, w jaki sposób wszedł do Piekła poprzez bramę
przyozdobioną słowami: "Wy, którzy tu wchodzicie, porzućcie wszelką
nadzieję" (Lasciate ogni speranza voi ch'entrate). Niemal
natychmiast spotkał lwa, lamparta oraz wilczycę. Reprezentują one grzechy
charakterystyczne dla trzech grup wiekowych: młodzi - nieczystość, starzy
— chciwość, wiek średni - pycha. Bardzo często można zaobserwować, że
wraz z posuwaniem się w latach ludzie stają się bardziej chciwi i bardziej
skąpi. Lekarze oskarżani są często o to, że są żądni pieniędzy i
zakocham w nich. Pieniądze same w sobie nie są złem, złem natomiast jest
nadmierne przywią­zanie do nich: "Albowiem korzeniem wszelkiego zła
jest chciwość pieniędzy" (1 Tm 6,10). Duże zarobki są zjawiskiem
uzasadnionym w przypadku lekarzy i innych pracowników służby zdrowia.
Chodzi o to, by mogli zapewnić utrzymanie swoim rodzinom, by mogli umożliwić
dzieciom zdobycie wykształcenia równego ich wykształceniu, by mogli nadążać
za rozwojem ich specjalności zawodowej oraz by mogli dbać o dobre wyposażenie,
wreszcie - by mogli podróżować na konferencje. Niewielu ma obsesję na
punkcie pieniędzy: większość z nich, prawdę mówiąc, leczy za darmo rosnącą
liczbę ubogich pacjentów.

(3) Nieczystość.
Dla przeciętnej osoby jest to pow­szechny grzech. Niewielu z nas ma okazję
lub powód do morderstwa, sprzeniewierzenia miliona dolarów lub prowadzenia interesu
narkotykowego, inaczej jest z grzechem nieczystości. Trzeba pamiętać, że
seks może wyrażać miłość w małżeństwie lub siać spusto­szenie w życiu
osobistym - jeśli robi się z niego zły użytek.

Pacjenci mają
prawo oczekiwać, aby leczący ich pracownicy służby zdrowia kontrolowali
swoje skłon­ności seksualne, bowiem lekarze utrzymujący stosun­ki pozamałżeńskie
stanowią zagrożenie. Hipokrates wyraźnie dostrzegał ryzyko, jakie niesie
za sobą uprzywilejowane stanowisko lekarza zarówno dla pacjenta, jak i dla
niego samego. W czasach Hipokratesa homo- i heteroseksualne występki były
tak samo powszechne, jak są obecnie, i niewolnicy często byli ofiarami
wykorzystywania seksualnego przez ich panów. Dlatego w swojej przysiędze
stwierdził on:

"Do czyjegokolwiek domu
wnijdę, celem wejścia mojego będzie jedynie dobro chorego, jakoż nigdy mną
kierować nie będzie rozmyślne bezprawie ani występek, ani chuć lubieżna,
bądź względem niewias­ty, bądź względem mężczyzny, ani wolnych, ani
niewolników." Niemożliwe byłoby głoszenie tak godnych zasad bez
bogatego życia duchowego, dlatego możemy wnioskować, że musiał on być człowiekiem
modlitwy w swoim politeistycznym świecie.

(4) Gniew. Jest taka rzecz jak słuszny gniew, którym zapałał Pań
Jezus, kiedy wyrzucił lichwiarzy ze świątyni (Mk 15,17). Cały czas radzi
się nam, abyśmy byli "nieskorzy do gniewu" (Jk, 1,19). Na­szym
celem powinno być, abyśmy nigdy nie złościli się na naszych pacjentów, bez
względu na to, jak bardzo byliby niemądrzy, nieuważni i irytujący. Pozostaje
nam tylko nieskończona cierpliwość. Jakże często bowiem okazuje się, że
naprzykrzający się pacjent cierpi na jakąś poważną chorobę lub jego
zachowanie wynika z powoli rozwijającego się guza mózgu.

(5) Zazdrość.
Nikt z nas łatwo nie przyznaje się do bycia zazdrosnym. Ale co zrobić, jeśli
jeden z naszych "zasłużonych" kolegów dostanie nieoczekiwanie
stypendium? "Jak osoba decydująca o stypendiach mogła nie docenić
naszych zasług?" Strzeż się zzielenienia ze złości! Pogratuluj koledze
lub koleżance jego lub jej sukcesu. Czy nie cieszymy się skrycie, że wysokiej
klasy chirurg ma różnego rodzaju problemy i fatalne przejścia w sali
operacyjnej. Tak łatwo stać się zazdrosnym.

(6) Nieumiarkowanie
w jedzeniu i piciu. Czasami podczas obiadów w środowisku medycznym pijemy
i jemy za dużo. Zbyt często wiąże się to z grzechem "prowadzenia
samochodu w stanie nietrzeźwym". Ten grzech nieumiarkowania w jedzeniu i
piciu (który zazwyczaj zauważamy u innych, a nie u siebie) obejmuje również
takie wady, jak pociąg do narko­tyków i inne formy nadmiernego ulegania słabościom.
Niemożliwe jest prowadzenie cnotliwego życia bez narzucenia sobie pewnej
dyscypliny w życiu. Poszcze­nie w regularnych odstępach czasu (na przykład
raz w tygodniu) jest dobrym sposobem, aby okiełznać nasz nadmierny apetyt.

(7) Lenistwo. Wydaje się że jest to wykroczenie nie przynoszące
krzywdy, ale przecież często prowadzi do poważnych problemów. Może ono
przybrać formę pewnej opieszałości w wykonywaniu obowiązków klinicznych,
może wyrażać się też w zaniedbywaniu ubogich pacjentów czy niechęci do
udzielania pomocy stażystom. Najpoważniejszą z odmian tego grzechu jest
jednak moralne lenistwo - bycie zbyt leniwym lub obojętnym w stosunku do
naszych obowiązków religijnych, modlitwy i uczęszczania do kościoła; lub
zaniedbywanie myślenia na temat ważnych ducho­wych i moralnych problemów
danego dnia.

Poczucie winy

W tradycyjnym nauczaniu moralnym mówi się o trzech elementach niezbędnych
do zaistnienia grzechu:*

*Autor wymienia elementy niezbędne do zaistnienia grzechu ciężkiego (śmiertelnego).
Brak pełnej świadomości czy całkowitej dobrowolności, a także mniej ważna
materia, czyli niewielkie naruszenie porządku moralnego, powoduje że dane winy
moralne orzeka się w kategoriach grzechu lekkiego (powszedniego) (przyp. red.).

(a) Poważna materia. Zazwyczaj nie ma wielu rozbieżności na ten
temat. Do osobnej kategorii należą ludzie, którzy są tak drobiazgowi, że
widzą zło we wszystkim, co czynią. Skrupulatność powyżej pewnej granicy
staje się problemem psychiatrycznym.

(b) Pełna
świadomość. Oczywiście, często nie pojawia się wyraźne zrozumienie
obiektywnego zła. Dla przeciętnej osoby, która nie ma odpowiedniego
przewodnika duchowego, niektóre działania (na przykład antykoncepcja) mogą
nie być spostrzegane jako złe w swojej istocie. W takich przypadkach wina może
być uznana za minimalną.

(c)
Pełne przyzwolenie {full consent of the will}.
Jeśli ono nie
nastąpiło, nie ma i winy. Najprawdo­podobniej często odnosi się to do tych
osób, które walczą z pokusą tak mocno, jak tylko potrafią, ale wciąż nie
udaje im się jej całkowicie pokonać. Seksu­alne przekroczenia wśród młodych
mogą być tutaj przykładem.

Zasada podwójnego
skutku

Każde ludzkie działanie ma wielorakie reperkusje, liczne skutki i to
komplikuje jego moralną ocenę. Zazwyczaj są jednak dwa główne skutki, na których
możemy się skoncentrować. Możemy przyjąć, że główny skutek jest
moralnie dobry i pożądany, ale czy powinniśmy dążyć do jego osiągnięcia,
jeśli skutek mu towarzyszący jest moralnie zły i nie jest pożądany?
Ginekolog unika sterylizacji, lecz wtedy gdy wykonuje histerekotomię (wycięcie
macicy) ze względu na pewne oczywiste wskazania, to pośrednio dokonuje
sterylizacji pacjentki. Czy to jest dozwo­lone? Oczywiście. Jeżeli odkryje się
we wczesnym stadium ciąży raka szyjki macicy, to standardowe leczenie (które
może wymagać użycia głębokich pro­mieni RTG lub zastosowanie radu albo
cezu) może być legalnie prowadzone w obrębie części dotkniętej złośliwą
zmianą. Wszelkie skutki zdrowotne doty­czące płodu uważa się wtedy za pośrednie
i nieu­chronne, przewidziane lecz niepożądane. Płód praw­dopodobnie umrze
w wyniku spontanicznego poronie­nia, lecz odnotowano co najmniej jeden
przypadek, w którym noworodek przeżył i urodził się z łysą plamą na głowie
wywołaną bliskością radu.

Jest godne pożałowania,
że zwykle najpierw dokonuje się aborcji, a po pozbyciu się płodu, prowa­dzi
się agresywne leczenie guza. Bezpośrednia aborcja jest zła w każdych
okolicznościach. W rzeczy­wistości wątpliwe jest, czy to postępowanie
przynosi znacząco lepsze efekty na dłuższą metę. Rokowanie w przypadku
matki jest niepewne i takie postę­powanie może zakończyć się zarówno śmiercią
matki, jak i dziecka.

Niekiedy mamy
do czynienia z dzielną matką, która decyduje się z powodów religijnych i świato­poglądowych
na odsunięcie jakiegokolwiek leczenia do czasu, gdy dziecko będzie
dostatecznie dojrzałe, aby mogło zostać urodzone, zwykle poprzez cesarskie cięcie.
Oznacza to odłożenie jej własnego leczenia o kilka miesięcy (nigdy więcej
niż sześć miesięcy; czasami tylko trzy). Takie odroczenie w przypadku tego
rodzaju guza, prawdopodobnie nie zmienia nic w ostatecznym rokowaniu, lecz
przynajmniej daje pewność, że dziecko będzie żyło. Jakiż czyn byłby
bardziej chrześcijański?

*Papież
Jan Paweł II postanowił beatyfikować Giannę Berettę Mollę (zm. 1962). Jej
życie znalazło się w niebezpie­czeństwie podczas czwartej ciąży. Pod
koniec drugiego miesiąca ciąży wykryto u niej guz w macicy. Nauka katolicka
zezwala na usunięcie macicy, nawet jeśli rezultatem takiego działania będzie
śmierć dziecka, ponieważ śmierć ta nie jest celem operacji. Pani Molla,
pediatra, była tego świadoma, ale nieugięcie dążyła do tego, aby jej
dziecko żyło, nawet jeśli wiązało się to ze śmiertel­nym zagrożeniem
jej własnego życia. Zamiast zezwolić na usunięcie ciąży, donosiła ją do
końca. Na parę dni przed porodem zdrowej dziewczynki z jasnymi oczami, którą
nazwali Giana Emanuela, pani Molla powiedziała: "Jeśli będziecie musieli
wybierać pomiędzy mną i moim dzieckiem, nie przejmujcie się. Żądam, abyście
wybrali moje dziecko." Proces beatyfikacji Gianny Beretty Molli rozpoczął
się w archidiecezji mediolańskiej w 1973 r. i powinien zakończyć się w niedługim
czasie {Matka z powoła­niem, napisana przez Grega Burkę, Columbia,
kwiecień 1993 r.).
"Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyja­ciół
swoich" (J 15,13). (Zamiast "ktoś" czytaj "kobie­ta",
zamiast "przyjaciół" czytaj "dziecko"). Ta heroicz­na
odwaga nie jest nieznana we współczesnych czasach.

Moraliści
podsumowują zasadę podwójnego skutku w następujący sposób:

1. Sam akt musi
być moralnie dobry albo co najmniej obojętny.

2. Dobry skutek
tego aktu musi poprzedzić zły skutek lub co najmniej być z nim równoczesny.

3. Motyw, który
stoi za aktem, musi prowadzić do dobrego skutku, nigdy złego, nawet jeśli
jest on dozwolony.

4. Dobry skutek
musi być wystarczająco pożądany, aby przeważyć efekt zła.

Ta analiza może wydawać się
nieco zawiła, jednak w klinicznej sytuacji do właściwego sądu można dojść
nieomal natychmiast.

Wybór mniejszego zła

Ten powszechnie spotykany dylemat jest czasami mylony z zasadą podwójnego
skutku, prawdopodobnie dlatego, że obie sytuacje odnoszą się do liczby
"dwa" - dwa skutki, dwa zła. Powiedzenie dotyczące wyboru mniejszego
zła jest często cytowane dla usprawiedli­wienia działań, które są z
moralnego punktu widze­nia złe - i które nigdy nie są dozwolone.

Przykład nr 1: Przedstawiciele Planowanego Ro­dzicielstwa w
swojej gorliwej chęci wyposażenia każdego nastolatka w środek
antykoncepcyjny uważają, że jest to sytuacja "albo, albo" i
wybierają antykoncepcję jako zło mniejsze niż aborcja lub AIDS (zgodnie z
aktualnymi faktami, często mają oni w końcu do czynienia z tymi dwiema
formami zła, lecz to już inna sprawa). Oba człony tej alternatywy są złe w
istocie i dlatego nie mogą być usankcjonowane.

Przykład nr 2: Jedziesz autem stromą ulicą w dół, gdy nagle
przerywa się przewód hamulcowy. Twoje hamulce przestają działać. Przed sobą
widzisz sznur uczniów przechodzących przez ulicę, a za nimi kilka starszych
pań. Masz tylko tyle czasu, aby skręcić w stronę tych kobiet, instynktownie
decydując, że wjechanie w nie, a nie w dzieci będzie niniejszym złem.

Błąd kryjący się za powszechną złą interpretacją przykładu nr l
polega na tym, że nie dokonuje się rozróżnienia pomiędzy złymi działaniami,
które podmiot bezpośrednio inicjuje (uruchamia) i tymi — jak w przykładzie
nr 2 - które nie były zainicjowane przez jednostkę. W pierwszym przypadku
osoba jest całkowicie odpowiedzialna. W drugim jest wplątana w złe działanie,
lecz próbuje zminimalizować potencjalne krzywdy. Dlatego możemy niekiedy
pozwolić na mniejsze zło; lecz nie wolno nam nigdy z własnej woli popełnić
jakiegokolwiek zła, mniejszego czy większego.

Wielu lekarzy
cierpi z powodu sytuacji, w których, jak się zdaje, zmuszeni oni są do brania
udziału w działaniach, o których wiedzą, że są złe. Czy możliwe jest
wypracowanie takiego modus vivendi ze złem chociażby dla świętego
spokoju?

Niektóre z
tych dylematów wydają się być niemoż­liwe do rozwiązania, lecz użyteczne
jest zanalizo­wanie różnych stopni współdziałania w tym, co w sposób
obiektywny jest złym czynem. Formy współ­działania w zależności od
stopnia mogą być odpo­wiednio opisane jako bezpośrednie lub pośrednie;

bliskie lub odległe;
formalne (polegające na udzieleniu rady i [lub] dodaniu odwagi) lub materialne
(dos­tarczające środków koniecznych w przedsięwzięciu dotyczącym zła).

Bezpośrednie
współdziałanie jest zawsze złe. W języku prawniczym mówi się o współudziale
w przestępstwie, przed jego popełnieniem lub po jego popełnieniu. Pośrednie
lub odległe formy niosą za sobą niewielką moralną winę.

Jako przykład
zastosowania tych zasad w sytuacji klinicznej przywołajmy problem aborcji,
ponieważ jest to zupełnie jednoznaczna pod względem oceny etycz­nej kwestia.
Podstawowym założeniem jest, że sztucznie wywoływana aborcja (która jest
bezpośred­nim zabójstwem dziecka, niezależnie od jego dojrza­łości, w łonie
matki) jest poważnym złym czynem, często zbrodnią, zawsze grzechem. Jak
zawsze, o ile człowiek popełnia grzech z powodu niewiedzy lub przymusu, o tyle
jego wina może być mniejsza.

(l) Położnik (ginekolog) -jest on ściśle zaangażo­wany. Jego
współdziałanie jest bezpośrednie, bliskie i materialne, dlatego zaciąga
poważną winę moral­ną. Człowiek wierzący
przeżywa je w kategoriach grzechu ciężkiego (śmiertelnego) (przyp. red.).
Zwykle usprawiedliwia się on stwierdzeniem:

"cel uświęca środki";
prawo na to pozwala; gdyby on odmówił, to pacjent mógłby pójść do osoby
dokonują­cej aborcji nielegalnie, która dysponuje techniką dużo gorszej
klasy; osoba prosząca o dokonanie aborcji mogłaby popełnić samobójstwo; lub
dziecko to miało by etykietkę "niechcianego"; albo też jego odmowa
mogłaby źle wpłynąć na jego karierę zawodową.

(2) Pacjentka
- jej współdziałanie jest identyczne jak położnika. Jednak godne jest
zauważenia, że w bardzo dużej ilości przypadków jej prośba spowodo­wana
jest tak wielkim strachem, rozpaczą i niewie­dzą wywołaną pasją ze strony
członków rodziny i innych osób, że jej wina może być minimalna.

(3) Anestezjolog - jego wkład
w całą operację jest tak duży, że jego stopień współdziałania jest
tylko niewiele mniejszy aniżeli położnika. Niektórzy moraliści uważają,
że jeśli jest on zatrudniony w pełnym wymiarze godzin, to musi akceptować każdy
przypadek z listy operacyjnej bez sprzeciwu. Jednak obecnie, gdy specjalizacja
ta nabyła już swoje własne prawa, trudno jest zaakceptować takie usprawiedli­wienie.
Może się również zdarzyć, że nie odmówi on uczestnictwa w operacji
aborcji, z powodu obawy, aby jego kariera nie ucierpiała z powodu takiej
decyzji.

Użyteczną ucieczką dla szczerej, lecz zagubionej
osoby jest teoria prawdopodobieństwa. Dotyczący w tym przypadku uważa, to że
jeśli znajdzie on cie­szącego się uznaniem moralistę, który zaakceptuje
jego postawę w sprawie współdziałania (lub czegoś innego), może on działać
w ten sposób z czystym sumieniem .

Powstaje zawsze otwarty problem czy szuka
usprawiedliwie­nia swego postępowania czy prawdy?
Z odpowiedzialności osobis­tej za
swoje czyny nikt nie może zwolnić człowieka (przyp. red.).

(4) Asystent położnika (jeśli
występuje) - jego współpraca jest również bezpośrednia, bliska i
materialna. On również powinien powstrzymać się od asystowania przy tej
pracy, chyba że jest to przypa­dek nagły i nie może odejść od operacji bez
zwiększe­nia ryzyka zaszkodzenia zdrowiu pacjenta.

(5) Pielęgniarka biorąca
udział w zabiegu przery­wania ciąży — ona również jest ściśle włączona
w te działania i musi ponieść odpowiedzialność za swoją współpracę.

(6) Pielęgniarka nie biorąca
bezpośredniego udzia­łu w zabiegu - nie jest ona bezpośrednio zaangażo­wana
w aborcję, lecz jej pośrednia i materialna współpraca nie jest bez
znaczenia. Jej sytuacja nie jest całkiem przejrzysta i mogłaby ona szukać
schro­nienia w teorii prawdopodobieństwa, wyzbywając się nadmiernych skrupułów.

(7) Lekarz z oddziału
(rezydent) - który po prostu widzi pacjentkę po przyjęciu i bada jej stan
przed zabiegiem. Jego współpraca jest pośrednia i odległa, dlatego jest
dozwolona. Nie powinien on jednak sprawiać wrażenia na pacjencie, że aprobuje
takie postępowanie. Najlepszym rozwiązaniem jest milcze­nie, lecz jeśli
pacjentka pyta go o opinię w tej spra­wie, to daje mu to możliwość jej wyrażenia.

(8) Siostra
oddziałowa — która przygotowuje pacjentkę do zabiegu i daje jej
poprzedzające zabieg leki. Jej sytuacja jest praktycznie identyczna z sytuacją
rezydenta.

(9) Ogólny
obraz. Łatwo wyobrazić sobie, na jaką presję, a czasami po prostu na
jaki przymus narażo­ny jest młodszy personel medyczny i pielęgniarski. Taka
nieuczciwa manipulacja powinna być obca tzw. wolnym zawodom. Fakt, że medyczne
i pielęgniarskie autorytety nie były w stanie obronić swoich młodszych członków,
powinien być naprawiony.

Dylematy omówione powyżej odnoszą się do aborcji, które są ubocznymi
operacjami w szpitalach ogólnych. Jeśli mają one miejsce w oddziale lub wolno
stojącej klinice, która zajmuje się wyłącznie tym procederem, to cały
etyczny obraz zmienia się radykalnie. W tych okolicznościach każdy z zespołu,
z wyjątkiem kucharzy, sprzątaczek i personelu pomocniczego, bierze udział w
tej niegodziwości, będąc sprawcą, i nic nie może usprawiedliwić ich współdziałania.

Osoby
sprzyjające aborcji — ci ludzie nie są leka­rzami ani pielęgniarkami,
lecz, myśląc o pełnym obrazie, ich miejsce w tym dramacie powinno zostać
skomentowane. Są oni politykami, którzy legalizują aborcję; osobami mającymi
wpływ na społeczne opinie (pisarzami, dziennikarzami, wykładowcami, zwierzchnikami
kościelnymi); przedstawicielami organizacji promujących aborcję; doradcami;
wytwórcami sprzętu lub leków używanych w tych zabiegach, ich pracownikami i
akcjonariuszami.

Wszyscy oni są
winni współdziałania, które możemy określić jako pośrednie, odległe,
formalne, a czasami też materialne. Niektórzy z nich będą usprawiedliwiać
się niewiedzą - poglądy niektórych są ekstremalnie naiwne - lecz większość
z tych, którzy żyją z aborcji, musi ponieść całą odpowiedzialność.

Veritatis splendor

W tej znakomitej pod względem intelektualnym encyklice Papież Jan Paweł
II pokazuje w sposób jasny, że istnieje absolutny standard etyczny. Te zasady
są niezmienne od wieków i stosują się do wszystkich ludzi, wszelkich ras i
kultur. Pokazuje, jak współczesne pojęcia (m.in. skuteczności, pragmatyzmu etc.)
są fałszywymi i nieodpowiednimi drogowskazami. Naturalne prawo moralne jest
odciśnięte w każdym ludzkim sercu jako bezpośredni dar od Boga.

3

OFICJALNE KODEKSY
ETYCZNE

Hipokrates

Najbardziej
znanym z medycznych przewodników etycznych jest Przysięga Hipokratesa.
Hipokrates (460-377 przed Chrystusem) żył na wyspie Kos. Siła jego
inteligencji i jego naturalnych cnót była taka, że jego kodeks postępowania
był przewodnikiem lekarzy aż do XX wieku - lecz teraz po raz pierwszy służba
zdrowia zarzuciła wiele z jego zasad. Etyczne problemy, z jakimi
konfrontowani byli lekarze w IV wieku przed Chrystusem, były bardzo podobne w
istocie do tych, z jakimi mamy do czynienia teraz, lecz we współczesnym świecie
dylematy etyczne są powszechniejsze i bardziej złożone.

Niewiele medycznych szkół
wymaga oryginalnej przysięgi od swoich absolwentów. Wiele szkół (z powodu
strachu czy z zakłopotania?) opowiada się za okrojoną wersją. "Brak
strachu jest pierwszym warunkiem duchowości" - by zacytować Mahatmę
Gandhiego. "Tchórze nie mogą być nigdy moralni". Studenci
medycyny powinni wymagać od swoich profesorów, by publicznie składano
Przysięgę Hipokratesa.

Przysięga
Hipokratesa

"Przysięgam
Apollinowi lekarzowi, Eskulapowi, Hygei i Panakei, wszystkim bogom i boginiom,
biorąc ich za świadków, jako przysięgi tej i zobowiązań następujących
dochowam ściśle wedle sił moich. Mojego nauczyciela w sztuce lekarskiej na
równi z rodzicem moim szanować będę, moje mienie z nim podzielać, a w
przypadku czegokolwiek zapotrzebuje, wszystkiego z wdzięcznym sercem
dostarczać mu będę; dzieci jego za rodzonych braci uważać, a na żądanie
uczyć ich będę sztuki lekarskiej bez wynagrodzenia i bez jakiegokolwiek z
ich strony zobowiązania. Prawidła sztuki, wykład jej ustny i całą naukę
właściwą wygłaszać będę moim synom, mojego nauczyciela synom i innym
przysięgą lekarską związanym uczniom; oprócz tych nikomu więcej. Sposób
życia urządzać będę chorym dla ich dobra podług sił moich i zdolności,
dalekim będąc od wszelkiego uszkodzenia i krzywdy wszelkiej.

Nigdy nikomu ani na żądanie,
ani na prośby niczyje nie podam trucizny, ani też nigdy takiego sam nie
powezmę zamiaru, jak również nie udzielę żadnej niewieście środka
poronnego.

W czystości i niewinności świętej
zachowam życie moje i sztukę moją.

Do czyjegokolwiek domu wnijdę,
celem wejścia mojego będzie jedynie dobro chorego, jakoż nigdy mną kierować
nie będzie rozmyślne bezprawie ani występek, ani chuć lubieżna - bądź
względem niewiasty, bądź względem mężczyzny, ani wolnych, ani niewolników.

Cokolwiek
podczas pełnienia obowiązków zawodu mojego, a nawet poza obrębem czynności
lekarskich, w życiu ludzkiem zobaczył lub posłyszał, co rozgłaszanem być
nie potrzebuje, przechowam w milczeniu, nigdy nikomu nie wydając tego. Jeżeli
przysięgi tej dotrzymam w świętości i w niczem jej nie naruszę, aby mi
wolno było w świętości, aby mi wolno było w szczęśliwości i poważaniu
wszystkich ludzi wieść życie po wsze czasy i błogich owoców sztuki mojej
używać w obfitości; jeżeli naruszę przysięgę tę i stanę się wiarołomny,
przeciwnej niech doznam doli".

Deklaracja
zawodowego przyrzeczenia

Przykładem
etycznego zubożenia jest Deklaracja zawodowego przyrzeczenia, jaką składają
absolwenci pewnej szkoły medycznej:

"Uroczyście przyrzekam
sumiennie i obowiązkowo praktykować sztukę medyczną jako lekarz. Wykonując
swój zawód, będę mieć zawsze na uwadze troskę o chorego oraz
samopoczucie zdrowego. W wypełnianiu tych celów użyję całej mojej wiedzy
i dołożę wszelkich starań, aby ulepszyć swój osąd. Ponadto dochowam
tajemnicy we wszelkich sprawach, których byłem świadkiem lub o których słyszałem
w trakcie wykonywania mojej pracy zawodowej, a których ujawnienie mogłoby być
niewłaściwe.

Obiecuję jako absolwent
medycyny, że będę upowszechniał zdrowotność i dbał o reputację zawodu
lekarza. Będę również wierny odpowiedzialności przekazywania wiedzy, którą
otrzymałem oraz uznam dług wdzięczności w stosunku do moich
nauczycieli."

Proszę zauważyć,
że nie ma tu mowy o takich problemach, jak eutanazja i aborcja. Nic też nie
mówi się o czystości ani o świętości. Jak może ktokolwiek woleć tego
typu "papkę" od Przysięgi Hipokratesa?

Kodeks Majmonidesa

Majmonides,
wielki żydowski uczony, filozof oraz lekarz (1135-1204), urodził się w
Hiszpanii, a zmarł w Egipcie. Jego słynny kodeks jest jedynym porównywalnym
z Przysięgą Hipokratesa. W przypadku Majmonidesa mamy do czynienia z
filozofią monoteistyczną, natomiast filozofia w czasach Hipokratesa była
politeistyczna.

"Boże, stworzyłeś ciało
człowieka w nieskończonej dobroci. Złączyłeś w nim niezliczone siły,
stale działające, jak w wielu urządzeniach, tak aby zachować w całości
ten piękny dom zawierający jego nieśmiertelną duszę i siły te działają
w największym porządku, zgodzie i harmonii, jakie można sobie wyobrazić.
Lecz jeśli słabość lub gwałtowna pasja zakłócą tę harmonię, siły te
zadziałają jedna przeciwko drugiej i ciało powraca do prochu, z którego
przybyło.

Zesłałeś następnie człowiekowi
Posłańców, choroby, które zapowiadają zbliżanie się niebezpieczeństwa
i nakazałeś mu, by przygotował się na ich zwalczanie. Wieczna Opatrzność
wyznaczyła mnie, bym czuwał nad życiem i zdrowiem Twoich stworzeń.

Oby miłość
do sztuki, którą wykonuję, była dla mnie cały czas motorem mojego działania.
Oby nigdy chciwość ani skąpstwo, ani żądza sławy lub wielkiego rozgłosu
nie zaprzątały mojego umysłu, gdyż są one wrogami prawdy i dobroczynności
i łatwo mogłyby mnie zwieść i sprawić, że zapomniałbym o moim wzniosłym
celu czynienia dobra Twoim dzieciom.

Obdarz mnie
siłą serca i umysłu, tak aby gotowe one były służyć bogatym i biednym,
dobrym i złym, przyjaciołom i wrogom i obym w pacjencie moim widział tylko
cierpiącego bliźniego.

Gdyby lekarze
bardziej uczeni ode mnie chcieli udzielić mi rady, obdarz mnie ufnością w
posłuszeństwie uznania ich, ponieważ zgłębianie nauki jest bezmierne. Nie
jest dane jednej osobie, aby widziała to wszystko, co widzi wielu.

Obym był
umiarkowany we wszystkim, z wyjątkiem zgłębiania wiedzy; obym w tym, co
tego tyczy, był nienasycony; obdaruj mnie siłą i możliwością korygowania
tego, czego się nauczyłem, poszerzania zakresu wiedzy, gdyż nie zna ona
granic, i umysł ma również nieograniczone możliwości, aby każdego dnia
wzbogacać się nowymi zdobyczami. Dzisiaj może odkrywać on swoje wczorajsze
błędy, a jutro może zobaczyć w nowym świetle to, co wydawało mu się
pewne dzisiaj.

O Boże,
wyznaczyłeś mnie, abym czuwał nad życiem i śmiercią Twoich stworzeń.
Oto jestem, gotowy do wypełnienia mojego powołania. Amen."

Jest to zarówno
modlitwa, jak i deklaracja etyczna. Kodeks głosi chwałę Boga za cuda Jego
Stworzenia, ale też mówi się w nim o naszym obowiązku w stosunku do
chorego, o umiłowaniu medycyny, wiedzy naukowej, unikaniu chciwości oraz
dumy, szacunku dla starszych lekarzy. Wymienia się w nim cnotę czystości
oraz świętości. Nie ma w nim jednak specjalnej wzmianki o zawodowych
tajemnicach, aborcji, eutanazji ani też o uwodzeniu pacjentów.

Deklaracja genewska

Ten dokument został
opracowany przez Światowe Stowarzyszenie Medyczne w 1948 roku jako "współczesna
wersja Przysięgi Hipokratesa". Tekst z moimi komentarzami w nawiasach
wygląda następująco:

"W chwili
przyjęcia mnie do grona członków zawodu lekarskiego, ślubuję uroczyście,
że poświęcę moje życie służbie ludzkości;

Będę otaczał
moich nauczycieli należną im wdzięcznością i czcią;

Będę
wykonywał swój zawód sumiennie i z godnością [Zbyt ogólne];

Będę szanował
powierzone mi tajemnice nawet po śmierci pacjenta;

Wedle
wszelkich moich możliwości będę dbał o honor i szlachetne tradycje zawodu
lekarskiego;

Moi koledzy będą
moimi braćmi;

Nie dopuszczę
do tego, by argumenty religijne, narodowościowe, rasowe, partyjne lub klasowe
mogły wpływać na mnie w wykonywaniu mojego obowiązku wobec chorego [Wydaje
się, że zakłada to, iż religijny lekarz nie wszystkich pacjentów będzie
traktował dobrze, a że ateista tak zrobi. Ma jednak chyba miejsce odwrotna
sytuacja];

Zachowam
najwyższy respekt dla życia ludzkiego od chwili jego poczęcia [To może
wykluczać aborcję], nawet pod wpływem groźby nie użyję mojej wiedzy
lekarskiej przeciwko prawom ludzkości [To odnosi się do naturalnego prawa
moralnego; oraz odrazy do nieludzkich działań];

Przyrzekam to
uroczyście, bez przymusu i na mój honor."

Proszę zwrócić uwagę na różnice między tą deklaracją a Przysięgą
Hipokratesa: nie odrzuca się w niej sposób wyraźny eutanazji, nie ma
wzmianki o uwodzeniu pacjentów, nie mówi się w niej też o świętości i
czystości w odniesieniu do osobistego życia.

Międzynarodowy
Kodeks Etyki Medycznej

Ten dokument
sformułowany przez Światowe Stowarzyszenie Medyczne w 1949 roku mówi w skrócie:

Obowiązki
lekarzy - utrzymywać na najwyższym poziomie swoje zawodowe postępowanie w
stosunku do osób indywidualnych, jak i w stosunku do całego społeczeństwa
[zbyt ogólne]; nie pozwolić, by kierowały nami pieniądze; wystrzegać się
autoreklamy; chronić zawodową niezależność; unikać sytuacji, w których
opłata za jedną usługę medyczną wiąże się z koniecznością opłacenia
innej usługi w tej samej placówce medycznej, nie wpływać na wolę człowieka,
z wyjątkiem spraw wiążących się z leczeniem [chodzi o to, by nie służyć
państwu poprzez uczestnictwo w torturach lub psychicznych manipulacjach]; być
ostrożnym w publikowaniu informacji na temat nowych lub nieortodoksyjnych
metod leczenia; ostrożnie wypisywać zaświadczenia; "chronić życie
ludzkie od poczęcia aż do śmierci" [to wyklucza aborcję i eutanazję,
lecz szybko stało się martwą literą]; lojalność wobec pacjentów; obowiązek
zapewnienia konsultacji; dyskrecja, udzielenie pomocy w nagłych wypadkach.

Deklaracja helsińska

Po raz pierwszy opublikowana w 1964 roku, następnie w 1975 roku
poprawiona w Tokio. Prezentuje ona godne podziwu stanowisko dotyczące
medycznych badań naukowych. Wszelkie badania niosą pewne elementy ryzyka,
jak również korzyści dla pacjenta. Najgorszy rozdział historii medycyny
został napisany w Niemczech nazistowskich, gdzie lekarze wykorzystywali więźniów
obozów koncentracyjnych oraz pacjentów szpitali psychiatrycznych do
eksperymentów. Wiele tych projektów było wręcz szatańskich. Interesujące
jest, że prawdopodobnie żadna z tych pseudonaukowych manipulacji istotami
ludzkimi nie doprowadziła do rzeczywistego postępu medycznego.

Prawda jest jednym z aspektów sprawiedliwości. Każdy, kto jest
niesprawiedliwy, porzuca swoje przywiązanie dla prawdy. Nauka ma jednakże
nieuchronną moralną wartość.

Główne punkty Deklaracji helsińskiej są następujące:

- tylko
odpowiednio wykwalifikowani lekarze mogą podejmować badania;

- niezależne
etyczne komitety powinny sprawdzać protokoły i wydawać pozwolenia na
eksperymenty;

- możliwe
korzyści powinny być większe niż ryzyko;

-
"troska o człowieka musi górować nad troską o społeczeństwo oraz
naukę";

- szacunek w
stosunku do prywatności i godności człowieka;

- szczerze i
dobrowolnie wyrażona świadoma zgoda.

Deklaracja z Sydney

Pojawienie się w medycynie przeszczepów spowodowało opublikowanie tej
deklaracji w 1968 roku -jako koniecznego przewodnika określającego czas śmierci
dawcy będącego w stanie śpiączki. "Śmierć mózgowa" zastąpiła
"śmierć związaną z ustaniem akcji serca"; diagnoza musi zostać
dokonana, zanim nastąpi śmierć organu. Oczywiste jest, że ocena kliniczna
jest zawsze niedokładna i dlatego arbitralna; lecz z drugiej strony nie można
wymagać zbytniej drobiazgowości. W praktyce, stawia się głównie diagnozę,
że proces śmierci jest nieodwracalny i dlatego urządzenia podtrzymujące
procesy życiowe mogą zostać odłączone.

W najważniejszym
zdaniu Deklaracji z Sydney czytamy: "Gdy mamy do czynienia z
transplantacją, decyzja co do wystąpienia śmierci musi być dokonana przez
jednego lub większą ilość lekarzy, a lekarze określający moment śmierci
nie mogą być w żaden sposób bezpośrednio związani z dokonywaniem
transplantacji". Robi się tak ze względu na obiektywizm. Lecz nie jest
właściwym stwierdzenie, że "śmierć istnieje" lub odwoływanie
się do "momentu śmierci". Pacjent żyje do momentu, w którym odłączy
się aparaty utrzymujące go przy życiu.

Deklaracja z Oslo

To stanowisko na temat aborcji leczniczej, opublikowane w 1970 roku, stało
się konieczne w wyniku przypływu światowej fali prawodawstwa legalizującego
aborcję oraz entuzjazmu, z jakim lekarze przywitali ją, dokonując dużej
liczby sztucznych poronień. Ogólną liczbę szacuje się na około 50 milionów
przypadków rocznie. Takie publiczne wypieranie się Przysięgi Hipokratesa
postawiło medyczne autorytety w kłopotliwej sytuacji. Słabość tej
deklaracji sugeruje, że lepiej byłoby nic nie mówić i przyjąć, że
lekarze - tak samo jak ich pacjentki - zostali ogłupieni przez rewolucję
seksualną, której istotną stroną jest aborcja.

Zaczyna się
ona przypomnieniem Deklaracji genewskiej: "Będę wykazywał najwyższy
szacunek dla ludzkiego życia od chwili poczęcia". Jest to oczywiście
sprzeczne, a nawet absurdalne, skoro aborcja jest równocześnie dozwolona.
Najważniejsze zdanie tej deklaracji stwierdza: "Aborcja powinna być
wykonywana tylko jako środek terapeutyczny." Jest to myślenie życzeniowe,
skoro 97% obecnych aborcji jest wykonywanych ze społecznych i ekonomicznych
powodów. "Terapeutyczny" brzmi ironicznie i jest to mylący
przymiotnik, ponieważ nie ma choroby, której leczenie opierałoby się na
aborcji. Nie ma obecnie wskazań medycznych, które usprawiedliwiłyby aborcję.

Deklaracja z Tokio

To szlachetne
stanowisko (opublikowane w 1975 roku) było odpowiedzią na wzrastającą
liczbę okrutnych dyktatur, usiłujących wmieszać zawód lekarza do swoich
okrutnych praktyk.

"Lekarzowi nie wolno
popierać, tolerować lub uczestniczyć w torturach lub innego rodzaju
okrutnych, nieludzkich czy znieważających procedurach, niezależnie od
przestępstwa, o jakie ofiara ta jest podejrzana, oskarżona, czy też uznana
za winną, niezależnie również od jej przekonań, motywów, w każdej
sytuacji, tak w czasie zbrojnego konfliktu, jak i walki cywilnej".
Ponadto lekarz nie może być obecny przy torturach lub współdziałać w
strajku głodowym.

Deklaracja
lizbońska

Wiele niezbywalnych praw pacjenta zostało potwierdzonych w tym stanowisku
z 1981 roku: mieć możliwość wyboru własnego lekarza, zaakceptować bądź
odmówić leczenia, mieć prawo do dyskrecji, mieć dostęp do duchownego
wyznawanej religii, mieć prawo umrzeć z godnością.

Inne deklaracje

Zachęcającym następstwem tych deklaracji było utworzenie, w Wielkiej
Brytanii, Helsińskiej Grupy Medycznej, która uznała, że "Badania nad
człowiekiem, zainteresowanie nauką oraz społeczeństwem nie powinny nigdy
brać góry nad zabiegami związanymi z dobrym samopoczuciem podmiotu."

W liście to "Timesa" (13 lutego 1985) sir John Peel i
dwudziestu innych członków Royal College of Obstetricians and Gynaecologists
(Królewskie Kolegium Ginekologów i Położników), którzy tworzyli Grupę,
wyrazili ubolewanie z powodu rekomendacji udzielonej przez Komitet Pani Mary
Warnock (dotyczącej zapłodnienia in vitro). Stwierdzili oni, że
opinia Komitetu na temat badań nad płodem, "redukuje status ludzkiego płodu
do zwierzęcia doświadczalnego, przekracza kodeks etyki medycznej i musi
zostać odrzucona". Jest to stanowisko godne najwyższego podziwu!

Inna deklaracja na temat eutanazji została opracowana w Madrycie w 1987
roku; jak również późniejsza deklaracja na temat transplantacji. W 1988
roku w Wiedniu powstała niecodzienna deklaracja na temat problemów środowiska
naturalnego i problemów demograficznych. Wyraża ona zaniepokojenie degradacją
środowiska naturalnego, utratą ziem najwyższej jakości, wyczerpywaniem się
rezerw ropy oraz przyrostem ludności. Ktoś mógłby się zdziwić, w jaki
sposób ci lekarze mogą się znać na problemach gleby lub ropy? I czy są
oni nieświadomi faktu, że rzeczywistym problemem na Zachodzie jest brak
przyrostu, a nie nadmierny przyrost? Zasadnicza kwestia dotyczy zaleceń: ogólnego
planowania rodziny. Było ono w sposób oczywisty promowane przez Planned
Parenthood (Planowane Rodzicielstwo).

Deklaracja helsińska została uaktualniona w Hongkongu w 1989 roku. W
1990 roku w Rancho Mirage w Kalifornii, została uzgodniona deklaracja określająca
rodzaje broni chemicznej i biologicznej jako bezprawne.

Podobne rezolucje mające medyczne reperkusje (szczególnie w dziedzinie
eutanazji) pochodziły z Organizacji Narodów Zjednoczonych. Najważniejszymi
z nich są: Deklaracja na temat Praw Dziecka (1959), na temat Praw Osób Upośledzonych
Umysłowo (1971) oraz na temat Praw Osób Niepełnosprawnych (1975).

Kodeks muzułmański

W 1985 roku Międzynarodowa Organizacja Medycyny Muzułmańskiej
opublikowała następujący Kodeks Etyki Medycznej, opracowany przez
egipskiego ginekologa Profesora Hassan Hathout z Uniwersytetu Kuwejckiego:

"Przysięgam na Boga
Wszechmogącego: mieć zawsze wzgląd na Boga wykonując mój zawód; chronić
życie ludzkie we wszelkich jego stadiach i we wszelkich okolicznościach,
robiąc wszystko, co w mojej mocy, by ratować je od śmierci, choroby, bólu,
niepokoju; zachowywać ludzką godność, szanować prywatność ludzi i
dochowywać ich tajemnic; być przez cały czas narzędziem boskiego miłosierdzia,
rozciągając moją medyczną opiekę na bliższych i dalszych, pełnych cnót
i grzesznych, przyjaciół i wrogów; nie ustawać w zdobywaniu wiedzy, użytkując
ją dla dobra, a nie przeciw ludzkości; szanować moich nauczycieli, uczyć młodszych,
być bratem dla członków medycznej profesji, złączonych w pobożności i
miłosierdziu; wyznawać moją wiarę prywatnie i publicznie, unikając
wszystkiego, co mogłoby splamić mnie w oczach Boga, Jego Apostola i mojego
pełnego wiary bliźniego; niech Bóg będzie świadkiem tej Przysięgi".

Jest to wzruszające objawienie osobistej świętości oraz szlachetności
charakteru. Nie ma tu, co prawda, specyficznego odniesienia do spraw
wymienionych wcześniej, a szczególnie aborcji, eutanazji, uwodzenia pacjentów
lub udziału w nieludzkich i okrutnych karach, są one jednak wykluczone w
sposób pośredni.

"Times New Roman";mso-ansi-language:PL;mso-fareast-language:PL;mso-bidi-language:
AR-SA">

Chrześcijański
kodeks etyki medycznej

Wymienione powyżej osobowe kodeksy pochodzą z pogańskich (Hipokrates),
żydowskich i muzułmańskich źródeł. Pojawia się pytanie: dlaczego nie ma
podobnego chrześcijańskiego przyrzeczenia? Kościół niezliczoną ilość
razy wyraża! swoje oficjalne stanowisko na temat skomplikowanych problemów
etycznych, na jakie napotykają lekarze we współczesnym świecie, dlatego
wydaje się, że nie ma potrzeby jakiegoś dodatkowego przewodnika. Aby
dostarczyć roty przysięgi porównywalnej z wcześniej wymienionymi, należy
zwrócić się o jej napisanie raczej do lekarskich aniżeli kościelnych
autorytetów. Poniższa propozycja wypełnia tę lukę:

"Boże, w
imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, ślubuję, że praktykując medycynę, będę
z Twoją pomocą stosował zasady miłości i sprawiedliwości. Pierwszym moim
obowiązkiem będzie posługa z myślą o dobru pacjenta, która zajmie nadrzędne
miejsce w stosunku do interesu społeczeństwa i państwa.

Wszystko, co
pacjent powie mi w zaufaniu, zostanie utrzymane w tajemnicy za życia i po śmierci.

Nie będę
uczestniczył lub ułatwiał sztucznej antykoncepcji, sterylizacji lub aborcji.
Nie będę w sposób bezpośredni przyczyniał się do śmierci jakiegokolwiek
pacjenta, normalnego czy nienormalnego, zdrowego czy też chorego.

Z wdzięcznością
przyjmę każdy dochód, który przydzielisz mi, lecz nie pozwolę, aby rządziła
mną żądza zysku i aby wpływała na decyzje kliniczne w praktyce.

Będę odnosił się do moich
nauczycieli z wdzięcznością oraz szacunkiem i będę przyczyniał się do
podtrzymywania atmosfery przyjaźni i współpracy wśród moich kolegów. Będę
odrzucał wszelkie przejawy zawodowej nieuczciwości, wiedząc, że mamy obowiązek
mówienia prawdy w naszej pracy, polegającej na wyjaśnianiu tajemnic Twojego
stworzenia w ciele ludzkim.

Przeżyję moje życie oraz będę
wykonywał mój zawód w czystości i świętości. Moja dusza będzie umocniona
codzienną modlitwą, cotygodniową mszą i częstym przyjmowaniem Twoich
sakramentów.

Proszę Matkę Świętą i św. Józefa,
aby pobłogosławili moje życie rodzinne, i modlę się, abyś sprawił Boże,
by w podejmowaniu tego medycznego apostolatu towarzyszyły mi mądrość oraz
odwaga Naszego Pana Jezusa Chrystusa. Amen".

4

RELACJA MIĘDZY
LEKARZEM A PACJENTEM

Role lekarza i pacjenta

W interesie
sprawiedliwości, skuteczności oraz harmonijnej relacji ważne jest, zarówno
dla lekarza, jak i pacjenta, aby respektowali oni swoje indywidualne role.
Lekarz jest sługą pacjenta - ale nie jego niewolnikiem. Wydaje się, że
szczególnie w położnictwie rozpowszechniona jest opinia, że pacjentka może
"nakazać" lekarzowi, aby zrobił wszystko, co ona sobie zażyczy.
Prawdą jest, że celem jego jest służyć jej jak najlepiej, nawet jeśli
jego decyzje nie są przez nią widziane w takim świetle.

"Chcę (nie chcę), aby mój
poród był prowokowany". "Chcę cesarskiego cięcia".
"Nie chcę porodu kleszczowego". "Chcę przerwać ciążę".
"Nie chcę, żeby mnie nacinali". Te prośby wynikają z popularnego
poglądu, według którego amator jest równie dobry jak profesjonalista w
podejmowaniu tych decyzji, co jest całkowicie nieprawdziwe. Pacjentka nie może
przecież zrozumieć konsekwencji wszystkich tych próśb. Gdy zatrudnia ona
lekarza, staje się on jej "medycznym doradcą" i nie może być
żadnych nieporozumień na temat tego, kto kogo zatrudnia. Jeśli pacjentka
jest niezadowolona, lekarz może wycofać się, a ona może zwrócić się do
innego lekarza.

Lekarz nie ma władzy nad
pacjentem - nie istnieje nic takiego jak "lekarskie rozkazy", są
tylko rady. Jeśli pacjent jest z tego powodu niezadowolony, jedna lub druga
strona powinna poszukać opinii innego specjalisty. Jest to rodzaj cennej
ochrony, rzadko spotykanej w innych zawodach.

Czy
lekarze i pielęgniarki mogą strajkować?

Pojawiają się doniesienia o strajku lekarzy
i pielęgniarek w wielu krajach, o czym nie słyszało się w przeszłości.
Problem dotyczy przeważnie płac oraz warunków pracy. Od momentu, gdy młody
mężczyzna i młoda kobieta podpisali kontrakt dotyczący udziału w opiece
nad pacjentami jako członkowie służby zdrowia, nie wolno im nigdy
strajkować, niezależnie od tego, jak niezadowalające mogą być ich
warunki pracy. Ich bezwzględnym obowiązkiem jest, aby nie opuścić tych,
którzy powierzyli się ich opiece, a sprawiedliwość wymaga, by nigdy od
tego nie odstąpili. Prawa pacjentów są nadrzędne wobec praw personelu
lekarskiego i pielęgniarskiego.

Wydaje się, iż należałoby rozróżnić między
strajkiem jako takim, a formami wyrażania słusznego protestu przez pracowników
służby zdrowia. Postulaty protestujących mogą dotyczyć nie tylko środowiska
lekarskiego, czy średniego personelu medycznego, ale mogą brać w obronę
także interesy samych pacjentów (przyp. red.).

Ci ostatni mogą zrezygnować i poszukać zatrudnienia gdzie indziej, ale
nie powinni oni kończyć pracy w szpitalu, narażając życie i dobre
samopoczucie swoich pacjentów.

Te uciążliwe obowiązki
powinny być spostrzegane jako uzasadnione. Społeczeństwo od dawna uznaje
taki obowiązek w przypadku wielu innych kategorii podstawowych pracowników -
matek (!), duchownych, strażaków, policji, żołnierzy, żeglarzy,
nauczycieli, dostawców żywności, wody i schronienia oraz wielu innych.

Obowiązek w stosunku do pacjentów

Obowiązkiem naszym jest jednakowe opiekowanie się wszystkimi pacjentami,
bez względu na to, jak bardzo byliby oni męczący, odrażający i nie przynoszący
dochodów. Musimy normalnie opiekować się nie narodzonymi dziećmi, których
nie widzimy, starcami, nieuleczalnie chorymi, dziećmi z wrodzonym brakiem mózgu,
które nie mają szans na przeżycie. Wszyscy oni są istotami ludzkimi,
naszymi braćmi i siostrami, dziećmi Boga.

Świadoma zgoda

Pacjenci mają prawo poznać rodzaj swojej choroby, a także tego, jakie
sposoby postępowania są dostępne; tylko wtedy mogą wyrazić odpowiednią
zgodę. Jeśli leczenie nie było dotąd stosowane lub ma charakter
eksperymentalny, powinni oni wiedzieć wszystko o związanych z nim korzyściach
i ryzyku. W większości przypadków pacjenci pozostawiają te decyzje swoim
lekarzom.

W ostatnich jednak latach
sytuacja zmieniła się w taki sposób na korzyść "dostępu pacjenta do
informacji", że doszła ona niemal do absurdu. Potrzeba więcej
zdrowego rozsądku. Często niemożliwe jest przekazanie laikowi złożoności
niektórych procesów podejmowania decyzji. W położnictwie stało się to
prawdziwą zmorą. Poród jest jak bitwa, sytuacja zmienia się z godziny na
godzinę, a w końcowej fazie, z minuty na minutę. Gdy zachodzi jakaś
nieprawidłowość przed porodem, położnik dysponuje kilkoma zróżnicowanymi
diagnozami, lecz wie on, kiedy ma nic nie mówić. Tak jest w sytuacji, gdy
pojawia się największe ryzyko dla dziecka (lecz większość ludzi nie jest
tego świadoma), bowiem niemożliwe staje się przedyskutowanie z pacjentem każdej
możliwej komplikacji lub skutku ubocznego leku.

Stopnie współdziałania

Wielu lekarzy poddało się w
tej nierównej walce, opowiedziało się po stronie "medycyny
defensywnej" (lekarz broniący się przed pacjentem) i przekazuje decyzję
w ręce kobiety i jej męża. "Powie mi Pani, co chce, żebym zrobił,
cesarskie cięcie czy też poród kleszczowy". Jest to odejście od obowiązku
i od odpowiedzialności.

Świadoma zgoda - jest pewnym
ideałem, lecz często jest niemożliwym ideałem. Wśród profesjonalistów
powszechne jest rozczarowanie związane z tym pojęciem, co widać w poniższym
cytacie.

W artykule redakcyjnym, dr R.R.
Faden stwierdził: "[...] propozycja świadomej zgody może pogłębić
już obecnie panujący pogląd, że prawo do świadomej zgody jest
biurokratycznym legalnym nonsensem". Podobna opinia wyrażona
została w innym artykule redakcyjnym napisanym przez drą W.D. Woodsa:

"Tak więc mówienie o świadomej
zgodzie w kontekście skomplikowanych medycznych procedur, które nie są łatwe
do zrozumienia przez laika, jest sprzecznością samą w sobie. [...]
Rzeczywiście to zdanie jest tak często nadużywane, że straciło całe
legalnie istotne znaczenie."

Ponadto dr
W.A. Silverman wybrał zastanawiający tytuł dla swojego artykułu i napisał:
"Niemożliwe jest opracowanie zasad pozwalających w praktyce na świadomy
consensus w pełni satysfakcjonujący rywalizujące ze sobą moralne
imperatywy—szacunku dla autonomii, troski o dobro (pacjenta) z podkreśleniem
wartości zdrowia i troską o zachowanie sprawiedliwości."

Problematyczny przypadek nr l

Moja pacjentka była
ładną, młodą kobietą, mającą pierwsze dziecko. Gdy była w szóstym
miesiącu ciąży, jej
mąż musiał udać się w zamorską podróż w sprawach służbowych. Będąc
poza domem, wypił za dużo i skorzystał z usług prostytutki. Po powrocie,
nie wiedząc, że zaraził się chorobą weneryczną (obecnie nazywaną chorobą
przenoszoną drogą płciową, lecz oznacza to to samo), odbył stosunek płciowy
ze swoją żoną.

Przyszedł do mnie zawstydzony i
zmartwiony tym, że mógł zarazić swoją żonę. Czy miałem jej to powiedzieć?
Pod jakimś pozornym powodem, nie dopuszczając się jednak kłamstwa, pobrałem
wymaz z pochwy i upewniłem się co do wystąpienia u niej rzeżączki. Na
szczęście miało to miejsce, zanim nastąpił okres agresywnych pytań na
temat wszystkiego, co robimy. Wytłumaczyłem się "niewielką infekcją"

i podałem jej pojedynczą megadawkę penicyliny. Następny wymaz wykazał ustąpienie
rzeżączki.

Dziecko urodziło się
bezpiecznie, a moja pacjentka nie miała najmniejszych kłopotów. Mieli
jeszcze więcej dzieci i po dwudziestu latach byli wciąż szczęśliwym małżeństwem.
Do dzisiejszego dnia nie wie ona, że miała rzeżączkę i że jej mąż był
niewierny.

Była to antyteza prawa pacjenta
do wyrażenia świadomej zgody. Czy było to słuszne biorąc pod uwagę
interes jej spokojnego sumienia oraz trwałość jej związku?

Problematyczny
przypadek nr 2

Gdy rozpoczynałem praktykę, przypadki pacjentek z nieprzerwaną błoną
dziewiczą nie były niczym niezwykłym. Obecnie jest to jedna z najrzadszych
rzeczy ze względu na używanie tamponów oraz stosunki pozamałżeńskie.
Czasami niezamężna dziewczyna zachodzi w ciążę z nienaruszoną błoną
dziewiczą, co wskazuje, że penetracja nie miała miejsca, ale że nasienie
dostało się do dróg rodnych dzięki obecności obfitego owulacyjnego śluzu
szyjki macicy. Po paru latach mogłem stwierdzić około trzydziestu przypadków
nieskonsumowanego małżeństwa. W tych przypadkach trzeba było zalecić
raczej korektę chirurgiczną aniżeli odwoływać się do jakiejś innej
mniej skutecznej próby.

Pewna
50-letnia pacjentka przyszła z jakimś niegroźnym problemem ginekologicznym.
Nie miała dzieci i nie zwróciła się do lekarza z tym problemem. Badanie
wykazało, że błona dziewicza była nienaruszona. Powiedziałem jej, że
oczywistym powodem tego, że nie zachodziła ona w ciążę, był brak penetracji.
Wielu pacjentów ma bolesne próby odbycia stosunku, lecz nie zdaje sobie
sprawy z istoty problemu i z tego, że w łatwy sposób można to uleczyć.
Miesiąc później jej mąż popełnił samobójstwo. Czy był on być może
impotentem, a teraz moment prawdy został na nich wymuszony? Czy oboje mieli
wyrzuty sumienia?

Czy był to mój
błąd? Jeśli "mowa jest srebrem, lecz milczenie złotem", czy nie
byłoby lepiej nic nie mówić, skoro miała ona już za sobą okres rozrodczości?

Zachowanie tajemnicy lekarskiej

Od czasów
Hipokratesa istnieje kategoryczna zasada, że dyskrecja ma istotne znaczenie
dla relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem. Jest to zasadniczy wymóg uczciwości.
Bez tego nie może być wzajemnego zaufania; ponadto pacjenci mają prawo
oczekiwać, że ich tajemnice nie zostaną ujawnione.

Ostrzega się lekarzy przed tym,
aby nie dyskutowali w jakiejkolwiek, nawet błahej, sprawie o pacjentach
ze swoimi żonami lub personelem. W tej sprawie lepiej być nadmiernie ostrożnym,
aniżeli ograniczyć dyskrecję do poważniejszych spraw.

"Czy mąż nie powiedział
Pani, że jestem znowu w ciąży?"

"Nie, on
nigdy nic mi nie mówi."

"Dobrze - myśli pacjentka
- mogę mu ufać w innych sprawach."

Badania naukowe uzależnione są
od faktów i informacji, lecz czasami interesy pacjenta biorą górę nad
medyczną dokumentacją. Notowanie każdej informacji na temat pacjenta może
stać się obsesją i czasami może obrócić się przeciwko pacjentowi. Na
przykład, po tym jak pacjentka przeszła prawidłową ciążę i poród, nie
ma potrzeby dokumentowania każdego kolejnego przyjęcia do szpitala, tego, że
miała na początku zabieg przerywania ciąży, nielegalny lub legalny (jaka
w tym różnica?). To jest już przeszłość; nie miało to najwyraźniej
konsekwencji w postaci bezpłodności, wcześniactwa lub uszkodzenia macicy, będącego
wynikiem perforacji w trakcie zabiegu przerywania ciąży. Tego rodzaju
informacja może zostać usunięta z historii choroby, a pacjentce można
poradzić, aby więcej o tym nie wspominała.

Czy obowiązek zachowania
dyskrecji jest absolutny?

Nie. Nie jest
to to samo, co przysięga spowiedzi, której nigdy nie wolno złamać w żadnych
okolicznościach. W przypadku zachowania tajemnicy lekarskiej interesy
innych członków społeczeństwa biorą czasami górę nad interesami
pacjenta. W celu ochrony innych, na przykład, niektóre zakaźne choroby
muszą być ujawnione publicznej służbie zdrowia. Na przykład dostawcy żywności
chorzy na dur brzuszny mogą wywołać epidemię i spowodować wiele przypadków
śmiertelnych. Ci, którzy cierpią na różnorodne choroby przenoszone drogą
płciową, mogą zarażać chorobami innych, nawet dzieci, stąd legalne żądanie
w wielu miejscach, aby ujawnić nazwiska swoich partnerów, aby można było
to we właściwy sposób odnotować i podjąć środki, aby czuwać nad ich
zdrowiem. Trąd i gruźlica wymagają kwarantanny; te bardzo zaraźliwe
choroby, chociaż dzisiaj zdarzają się rzadko, wymagają długotrwałego
leczenia i kontroli; należy ostrzec osoby, które mają częsty kontakt z
takimi chorymi i muszą być one należycie poinstruowane co do koniecznych
środków ostrożności, by ustrzec się przed zarażeniem.

AIDS (Zespół nabytego braku
odporności) jest bardzo specyficznym przypadkiem. Każdy, kto jest nim zarażony,
umrze w jego wyniku. Na osobach zarażonych wirusem HIV (nosicielach ludzkiego
wirusa niedoboru immunologicznego) — mających w pełni rozwinięty AIDS lub
ARC (zespół objawów związanych z AIDS) - ciąży poważny moralny obowiązek
wycofania się z wszelkiej aktywności, która mogłaby się przyczynić do
rozprzestrzenienia się tej choroby, takich jak: używanie wspólnych igieł wśród
narkomanów, aktywność homo- i heteroseksualna etc. Powinni oni również
powiadomić swoich partnerów o tym, że mogli oni zostać zarażeni, aby
mogli natychmiast zrobić odpowiedni test i uzyskać konieczną pomoc
medyczną w razie potrzeby.

Lekarz boryka się często z
innym dylematem, gdy jakiś jego pacjent, który pracuje w przemyśle
transportowym jako kierowca autobusu lub ciężarówki, maszynista, pilot
lotniczy, kapitan statku etc., jest chory na epilepsję, cukrzycę,
poważną chorobę serca, chorobę mózgu i inne, które mogą przyczynić się
do narażenia życia innych ludzi. Pierwszym krokiem jest przekonanie
pacjenta, aby wyjawił prawdę swojemu przełożonemu. Jeśli on tego odmówi,
lekarz może zwrócić się do lokalnych władz służby zdrowia, które ze
swej strony mogą podjąć legalne środki, mające na celu wpłynięcie na
danego pacjenta.

Czy państwo ma prawo do sporządzenia
rejestru przypadków raka i w interesie badań zmuszać każdego pacjenta do
tego, aby był wpisany w ich komputer? Byłoby całkiem zrozumiałe, gdyby
pacjent odmówił takiej współpracy, skoro jego choroba nikomu nie zagraża,
a on ma prawo w takiej sprawie do prywatności. Jego kariera może od tego
zależeć.

Salus
populi suprema lex. Zdrowie ludzi jest najwyższym prawem; lub, inaczej mówiąc,
zdrowie publiczne jest na pierwszym miejscu. Ta stara maksyma ma dużą wartość,
ale nie jest absolutna.

Do kogo należy dokumentacja medyczna?

"Panie doktorze, przenoszę się do innego miasta. Czy mogę dostać
moją historię choroby?" Tylko wtedy, gdy zawarte w nich informacje są
nieszkodliwe i nie są informacjami szczególnego rodzaju. Byłoby nieostrożnością,
gdyby pacjent miał przeczytać, że lekarz podejrzewał go o schizofrenię,
narkomanię albo alkoholizm; lub, że stwierdził on, że pacjentka miała
dwie blizny po nacięciu krocza, podczas gdy jej mąż wierzył, że było to
jej pierwsze dziecko.

Lekarze
zwykle chętnie przekazują wszystkie potrzebne informacje. Jednakże nie może
być żadnej wątpliwości, że dokumentacja należy do lekarza; stanowi ona
jego aide memoire; ona dotyczy pacjentki, ale pacjentka nie ma do
niej żadnego prawa. Jego notatki są często jedynym dowodem, jaki lekarz może
przedstawić, jeśli jest on oskarżony o niewłaściwe leczenie, o to, że
zrobił lub zaniechał zrobienia czegoś ważnego w trakcie leczenia pacjenta.
Sąd może oczywiście wezwać do przedstawienia tej dokumentacji w sprawach
cywilnych pod pewnymi warunkami, a lekarz będzie zobowiązany ją przekazać.

Niekonieczne operacje

Nieetyczne i niemoralne jest operowanie bez ważnych klinicznych wskazań;
lecz medycyna nie jest nauką ścisłą i dlatego w każdym indywidualnym
przypadku trudno jest stwierdzić, czy operacja nie była usprawiedliwiona.
Jednakże nie ma wątpliwości, że ogólny obraz chirurgicznego światka wywołuje
wrażenie, że wiele operacji wykonywanych jest z nieadekwatnych i naciąganych
przyczyn, bez wyraźnych korzyści dla zdrowia. W dziedzinie położnictwa i
ginekologii zabieg wycięcia macicy jest przykładem tego furor operandi
(szaleństwa operacyjnego). Badania z Dartmouth Medical School w New Hampshire,
na przykład, wykazały, że w Maine tylko 20% kobiet powyżej 70 lat miało
taką operację, podczas gdy w innych częściach Stanów Zjednoczonych wskaźnik
ten przewyższał 70%.

Operacje okaleczające

Każda operacja powinna mieć odpowiedni medyczny powód usprawiedliwiający
jej wykonanie, lecz gdy wchodzą w grę psychologiczne czynniki, decyzja staje
się trudniejsza. Opisano przypadek, w którym pewnej pani usunięto prawą
pierś z tego względu, że przeszkadzała jej w uderzeniach podczas gry w
golfa (ślad Amazonek ze Scytii, około 700 roku przed narodzeniem
Chrystusa, o których sądzono, że usuwały one jedną pierś, ponieważ
ograniczała ona zasięg prawej ręki!).

W krajach muzułmańskich, w których
okaleczenie jest karą za niektóre przestępstwa, lekarz może zostać
poproszony o amputację ręki złodzieja, ale na szczęście obecnie Deklaracja
tokijska uczyniła wiele, by chronić go przed taką presją.

Operacyjna zmiana płci jest współcześnie
zjawiskiem, które stawia chirurga przed różnymi problemami etycznymi.
Zwykle mężczyzna dochodzi do wniosku, że "jest on kobietą zamkniętą
w ciele mężczyzny" i chce stać się dziewczyną. Tak więc przekonuje
on chirurga, aby amputował jego prącie, usunął jego jądra, ukształtował
coś w rodzaju pochwy na bazie pustej moszny oraz powiększył jego piersi,
przepisując olbrzymie dawki estrogenów.

Po tych wszystkich zabiegach może
on wyglądać jak kobieta, lecz jest on ciągle osobą, którą zawsze był:
musi się golić każdego dnia, jego głos jest ciągle niski, a
psychologiczne zaburzenia, które leżały u podstaw jego decyzji, pozostają,
nawet jeśli czasowo są modyfikowane. Jałowe jest usiłowanie dostosowania
ciała do umysłu.

Jeśli to kobieta chce mieć
operację i występować jako mężczyzna, musi ona zdecydować się na usunięcie
macicy, jajowodów oraz piersi i potem musi mieć operację plastyczną ukształtowania
z tkanki miękkiej pseudopenisa. Poza tym musi ona brać stałą dawkę męskich
hormonów.

Wartym
odnotowania jest, że Johns Hopkins Hospital w Baltimore, gdzie operacje te były
po raz pierwszy przeprowadzane, później zrezygnował z tego projektu.

Nie ma wątpliwości,
że te poważne formy okaleczenia są nieetyczne. Przykazanie: "Nie
zabijaj", zabrania nie tylko zabijania innych ludzi, ale również
okaleczania i nierozważnego narażania zdrowia. Z drugiej strony, inne
powszechne operacje plastyczne, które zmieniają kształty tkanek miękkich
lub kości, są oczywiście usprawiedliwione w większości przypadków, ze
względu na wskazania somatyczne, jak również psychologiczne.

Zalecenie masowego stosowania leków

Czy państwo ma prawo stosowania leków i szczepień dla całej ludności?
Miałoby z pewnością takie prawo w obliczu katastrofalnej epidemii
("czarna śmierć" w XIV wieku), lecz błędem byłoby przyznać
sobie takie prawo i wprowadzić takie drakońskie rozporządzenia w przypadku
mniej poważnych medycznych problemów. Ciągle mówi się o wymogu
zaszczepienia każdego dziecka przeciw różyczce lub gruźlicy, chorobie
Heinego-Medina, żółtaczce etc. Motywy leżące u podstaw takich
uregulowań odnoszą się nie tylko do zdrowia indywidualnego dziecka, ale również
innych dzieci, z którymi zarażone dziecko może wchodzić w kontakt, i to
oczywiście jest godne pochwały. Urzędowe uregulowanie takich zamierzeń nie
budzi jednak zaufania. Nie jest czymś niezwykłym, na przykład, że niektóre
zaszczepione dzieci (dotyczy to niewielkiej ich liczby) mają wysoką gorączkę,
a potem związane z nią drgawki, które same w sobie mogą być groźne.

Fluoryzacja
wody jest inną sprawą o kwestionowalnej wartości. Czy państwo powinno
zmuszać obywateli do przyjmowania pewnych leków? Fluorowe tabletki i pasty
do zębów dostępne są przecież dla wszystkich, którzy chcą je stosować.
Niedługo, być może, jakiś totalitarny rząd gdzieś na tym świecie doda
progesteronu do zbiorników wody, aby zadziałał jako powszechny środek
antykoncepcyjny, co byłoby nie tylko poważnym pogwałceniem indywidualnych
praw, lecz również bardzo poważnym wykroczeniem przeciw podstawowej
zasadzie lekarskiej.

Przeszczepy organów

Rozwój przeszczepów różnych organów w ostatnich 30 latach jest
naprawdę zadziwiający. Najpierw było to stosunkowo proste usunięcie przeźroczystej
rogówki po to, by zastąpić zbliznowaciałą rogówkę u niewidomego
pacjenta; lecz teraz całe organy, takie jak wątroba, lub grupa organów
(serce i płuca) mogą być przeszczepione do ciała biorcy. Zdrowe organy
pochodzą albo od nieboszczyka, albo od żyjącego dawcy.

Za nieżyjącego dawcę
zazwyczaj uznaje się takiego, u którego wystąpiła "śmierć mózgu",
lecz są tu dwie trudności, jedna z nich dotyczy definicji śmierci, a druga
jej dokładnej diagnozy. Lekarz dokonujący przeszczepu organu nie chce
martwego organu; chce on tylko żyjące, bijące serce. Deklaracja z Sydney
miała za zadanie dostarczyć wytycznych co do koniecznego postępowania
chirurga, lecz główny problem wydaje się niemożliwy do rozwiązania.

Jeśli pacjent jest w śpiączce,
to najbliższa rodzina może dać zgodę na usunięcie organu; żyjący dawca
daje jego lub jej własną zgodę. W tym drugim przypadku chodzi zazwyczaj o
to, czy użyć jednego z pary organów, takich jak nerki. "Fizjologiczna
rezerwa" tych organów wystarcza do tego, by utrzymać dawcę w dobrym
zdrowiu tylko z jedną nerką.

Będąc pod wrażeniem błyskotliwych
technik oraz powrotu do zdrowia młodych pacjentów z niewydolnością
nerek, rzadko zadajemy sobie takie fundamentalne pytania. Czy właściwe
jest oddawanie swojego organu lub przyjmowanie organu innej osoby? Czy jest to
rozważne? Czy jedno z rodzeństwa ma obowiązek oddania organu poważnie
choremu bratu lub siostrze, jeśli w ich przypadku organ ten może doskonale
pasować?

Nie ma wątpliwości, że jest
to dozwolone, nawet jest to godny podziwu czyn, oddanie własnego organu, jeśli
nie życia, dla przyjaciela. Celem takiego działania jest oszukanie śmierci,
przedłużenie życia a jakiś nieokreślony czas, może o kilka lat w przypadku
młodszych pacjentów, czasami tylko dni u starszych.

Wywieranie nacisku na rodzeństwo
nie jest fair, jeśli chodzi o szpik kostny lub nerkę, ze względu na
ryzyko związane z narkozą i samą operacją oraz fakt, że strata organu może
mieć konsekwencje w przyszłości. Ostatnio w moim mieście zdrowy dawca
zmarł na skutek komplikacji po operacji, po oddaniu nerki choremu bratu.
Jednym ze sposobów zminimalizowania - jeśli nie całkowitego pozbycia się
- tej rozdzierającej serce decyzji jest wymóg anonimowości, gdy kilku członków
rodziny poddawanych jest testom na zgodność tkankową w celu wyeliminowania
możliwości odrzucenia. Lecz z decyzją wydania zgody trzeba się będzie w
końcu skonfrontować.

Biorąc pod uwagę postępy w
mikrochirurgii naczyń krwionośnych, jest tylko kwestią czasu, kiedy
przeszczepy jajników i jąder staną się możliwe. Operacja będzie słuszna,
jeśli jej celem będzie jedynie wyrównanie niedoboru żeńskich lub męskich
hormonów. Lecz jeśli będzie to dotyczyć przyjęcia jajeczka lub nasienia
dawcy, będzie to całkiem inna sprawa. Będzie to niesłuszne, ponieważ dany
materiał genetyczny jest na zawsze związany tylko z pierwotnymi partnerami
małżeńskimi. Taka transplantacja byłaby podobna do sztucznego zapłodnienia
przez dawcę, które jest naruszeniem wyłącznego charakteru małżeństwa i
ciąży.

Przeszczepy
dokonywane na płodzie

Czy orędownicy
legalnej aborcji są zaskoczeni dużym wzrostem stosowania tkanek płodu lub
jego organów do transplantacji lub w innych komercjalnych celach? Oto dziecko
w doskonałym stanie zdrowia, ofiara późnej aborcji. Matka go po prostu nie
chce. Dlaczego wyrzucać go do śmieci, skoro można go użyć, by pomógł
choremu, albo można coś na tym zarobić? Mamy już ustalony rynek na tkankę tłuszczową
płodu, z którego robi się wysokiej klasy kremy kosmetyczne. California
Beauty, na przykład, był kremem produkowanym przez Renę Ibry, Inc. i
reklamowanym jako "wyłącznie pochodzący z płodów". Więcej
przykładów takiego samego barbarzyństwa odnotowałem w mojej wcześniejszej
książce".

Płody bezmózgowe są skarbem dla
entuzjastów transplantacji. Nie mają one mózgu lub większości jego struktur
oraz kości mózgoczaszki. Dziecko żyje tylko przez kilka godzin po porodzie,
lecz reszta jego organów jest w doskonałym stanie i czeka na "zebranie
plonów" (tak są nazywane - nerki, serce, płuca, trzustka, rogówka).
Czekanie, aby mieć pewność, że śmierć nastąpiła, jest tylko akademickim
gestem.

Ona (zazwyczaj jest to płód
rodzaju żeńskiego) jest jednak naszą siostrą z ludzkiej rodziny, pomimo jej
poważnego defektu. Może ona wyglądać odpychająco, ale nią prawo do życia,
nawet bardzo krótkiego, i do szacunku. I ma ona doskonałą duszę, która wkrótce
znajdzie się w Raju, wraz z Dobrym Łotrem.

Najpowszechniejszym
użyciem tkanki płodu jest prawdopodobnie transplantacja materiału mózgowego
pochodzącego ze świeżych aborcji pacjentom z chorobą Parkinsona (uogólnione
zaburzenia motoryczne i drżenie). Tkanka mózgowa jest rozdrabniana i
wstrzykiwana do mózgu dorosłego pacjenta w nadziei, że będzie ona
produkowała dopaminę, która z kolei zmniejszy drżenie i inne neurologiczne
objawy. W niektórych przypadkach miały miejsce korzystne zmiany, lecz w większości
przypadków rezultaty były raczej rozczarowujące, a nawet niebezpieczne. Inną
niewiarygodną sugestią było to, aby kobieta z niewydolnością nerek zaszła
w ciążę, by następnie wykonać późną aborcję. Nerki jej dziecka mogłyby
być następnie przeszczepione do jej własnego ciała, sens tego działania miałby
polegać na tym, że jej własne dziecko jako dawca niesie najmniejsze ryzyko
odrzucenia. Jest to najwyższy stopień okrucieństwa i niegodziwości. Można
to określić jako chirurgiczny odpowiednik kanibalizmu.

ŚMIERĆ,
UMIERANIE I EUTANAZJA

Akceptacja śmierci

Śmierć jest zwieńczeniem życia, ostatnią wielką przygodą. Jeśli
umieramy dobrze, to znaczy, że nasze życie było udane; jeśli źle, było
porażką. Umierać dobrze to być w pokoju z Bogiem, z samym sobą i bliskim
nam człowiekiem.

Akceptacja jest kluczem do
choroby i do śmierci. "Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się
stanie!" (J 22,42). To był przykład Chrystusa przy końcu Jego życia.
Jego ostatnia modlitwa pochodziła z Psalmu:

"W ręce Twoje powierzam ducha mojego"
(Ps 31,6). Dobrze byłoby, gdyby mogło to stać się naszym udziałem, chyba
że będziemy w śpiączce, wtedy miejmy nadzieję, że nasza rodzina wypowie
te słowa za nas.

Wszyscy instynktownie boimy się
nie śmierci, ale samego procesu umierania. Dzielne dusze witają śmierć
pogodnie, ponieważ wiedzą, że idą do domu Ojca. "Dusza moja pragnie i
tęskni do przedsieni Pańskich" (Ps 83,3). Dr Elisabeth Kubler-Ross jest
światowej sławy autorytetem w dziedzinie stadiów rozpaczy, towarzyszącej
nieuleczalnie chorym, lecz wielu pacjentów nie reaguje "złością i
nieufnością".

Wiedzą oni, że Bóg daje życie i tylko On
decyduje o czasie śmierci. Wielu lekarzom ciężko jest to zaakceptować.
Sami chcą określić czas śmierci, opierając się głównie na swej własnej
filozofii życiowej, na ekonomicznych aspektach choroby i na wygodzie
krewnych.

Jeśli pacjent umiera po przedłużającej
się śpiączce, jest to często spostrzegane jako błędne prowadzenie
przypadku, lecz powinno się w tym widzieć raczej zwycięstwo opieki pielęgniarskiej
i medycyny. Pacjent otrzymał normalną opiekę, lecz jego odejście nie było
przyśpieszone, ani jego ludzka godność nie została naruszona. Jego stan
nie został opisany jako "wegetacja", co jest obraźliwym i
niefortunnym określeniem nienormalnego funkcjonowania jego autonomicznego
systemu nerwowego. Ponadto, szacunek i cierpliwość okazane mu, zwiększają
nasze zaufanie do lekarzy i pielęgniarek, gdy dochodzimy, być może zbyt
szybko, do naszej własnej ostatniej choroby.

Pacjenci
w stanie śpiączki lub pacjenci niepełnosprawni

Ci cierpiący na chroniczne choroby (głównie wczesne stadia choroby
nowotworowej, choroby zwyrodnieniowe, zwyrodnienie mózgowe, starość,
choroba Alzheimera, różne formy opóźnienia) przedstawiają poważny
problem dla personelu pielęgniarskiego i medycznego, a wraz z postępującym
starzeniem się społeczeństwa, będzie się on jeszcze pogłębiał. Nie
chodzi o to, że jest za dużo starych ludzi, lecz raczej o to, że za mało
jest młodych, którzy mogliby się nimi opiekować, w związku z dramatycznym
spadkiem ilości urodzeń, co stanowi bezpośredni skutek antynatalnej
polityki społecznej. Preferowanie seksu nie prowadzącego do zapłodnienia
obniżyło średnią ilość dzieci w rodzinie do mniej niż dwojga (1,8
statystycznie). Nie ma się więc co dziwić, że tak wielu ludzi, gdy
dochodzi do kresu swego życia, cierpi na samotność i opuszczenie.

Poza tym jednak można odczuwać
tylko podziw dla oddania, z jakim młode siostry, niektóre niewiele starsze
od nastolatek, troszczą się o starszych i ubogich pacjentów. Prędzej czy później
pojawiają się pytania: ile opieki należy im zapewnić? Czy należy
rozpatrywać możliwość eutanazji? Problemy te pojawiają się w swojej
najostrzejszej formie, gdy pacjent znajduje się w stanie przedłużającej się
śpiączki. Niezwykłe postępy w dziedzinie intensywnej terapii spowodowały
pojawienie się pacjentów, których można utrzymywać przy życiu, lecz w
stanie śpiączki, przez tygodnie, miesiące, a nawet lata. W końcu decyzja
musi być powzięta co do tego, czy należy "wyłączyć wtyczkę" i
odłączyć respirator.

Rodzaje śpiączki

Wydawać się to może dziwne, ale najlepsza analiza tego klinicznego
problemu, jakiej może oczekiwać przeciętna osoba, nie pochodzi od lekarzy,
ale zawarta jest w oświadczeniu katolickich biskupów z Pensylwanii, na których
czele stoi Kardynał Anthony J. Bevilacqua. Biskupi tego stanu zaniepokoili się
ostatnią decyzją sądu stanowego, dotyczącą "postępowych instrukcji
medycznych", a głównie tak zwanej woli życia lub tak zwanej trwałej władzy
prawnika:

wykazali oni, że to, na co prawo cywilne zezwala,
nie zawsze jest do zaakceptowania z moralnego punktu widzenia.

Wymienili oni cztery stany nieświadomości,
które zazwyczaj niesłusznie wymieniane są łącznie pod nazwą "śpiączka".

(1) Prawdziwa śpiączka -
nie ma tu reakcji na bodźce. Pacjent śpi, jest żywy. Nigdy stan ten nie
jest stały. Pacjent może obudzić się po wielu tygodniach lub jego stan może
się jeszcze pogorszyć.

(2) Utrwalony stan autonomiczny - cechuje
go głęboka nieświadomość, lecz niektóre odruchy są zachowane. Kora mózgowa
jest uszkodzona, lecz pień mózgowy funkcjonuje. Często określa się ten
stan jako "śmierć mózgu", lecz określenie to nie jest właściwe.

(3) Psychiatryczna pseudośpiączka - nieświadomość
spowodowana doznanym szokiem lub urazowym przeżyciem. Jej przyczyny są
psychologiczne.

(4) Zespół zamknięcia - drogi motoryczne
są przerwane, pacjent jest świadomy, lecz niezdolny do ruchu i sprawia wrażenie,
że jest w stanie śpiączki.

We wszystkich tych stanach śpiączki
pacjent jest żywy; jest prawdopodobne, że wyjdzie z niej, z wyjątkiem
utrwalonych stanów autonomicznych, w przypadku których decyzje dotyczące
leczenia są najtrudniejsze.

Ocena etyczna

Naszym obowiązkiem jest opieka
nad każdym pacjentem, niezależnie od tego, jakie może to być przykre,
jakie są rokowania (długo- lub krótkoterminowe), czy pacjent sam jest
odpowiedzialny za swój stan. Mamy obowiązek niesienia opieki podstawowej (ordinary);
obowiązek ten nie dotyczy opieki szczególnej (extraordinary).

Opieka podstawowa jest obowiązkowa; szczególna
jest fakultatywna. Podstawowa opieka ograniczona jest do elementarnej opieki
pielęgniarskiej przy łóżku chorego, dostarczenia jedzenia i picia,
utrzymywania czystości, nadzorowania funkcji wydalniczych, zapewnienia
pogodnego otoczenia i atmosfery bezinteresownej miłości oraz zadbania o
duchowe potrzeby, w takim stopniu, w jakim jest to możliwe.

Szczególna opieka obejmuje takie działania, jak: przedłużone dożylne
podawanie płynów, drogie leki, chirurgiczne interwencje, stałe użycie
aparatury podtrzymującej procesy życiowe i tak dalej.

Nie jest możliwe precyzyjne określenie
stosowania tych zasad, ponieważ stan pacjenta zmienia się z dnia na dzień.
Jeśli coś, co uważamy za opiekę na wyższym poziomie niż podstawowy,
staje się zbyt bolesne, uciążliwe lub kosztowne, można to przerwać.
Medycyna nie jest nauką ścisłą. Główny problem dotyczy pacjentów w
utrwalonym stanie autonomicznym.

W przypadku takich pacjentów
nie możemy nigdy zlekceważyć naszego obowiązku odżywiania ich i podawania
płynów, nawet jeśli odbywa się to poprzez cewnik (rurkę przechodzącą
przez nos do żołądka i pozostawioną tam, gdy pacjent nie może przełykać);
lub przez gastrostomię (rurka wprowadzona przez skórę bezpośrednio do żołądka).
Jest to podstawowe, zwyczajne leczenie, które nie jest uciążliwe ani dla
pacjenta, ani dla pielęgniarek. Z drugiej jednak strony, wykonanie
gastrostomii nie byłoby obowiązkiem w przypadku nowego pacjenta w utrwalonym
stanie autonomicznym.

Decyzja "odłączenia wtyczki" w przypadku pacjentów znajdujących
się w utrwalonym stanie autonomicznym lub podłączonych do aparatury
utrzymującej ich przy życiu jest z roku na rok, coraz częstszym tematem
wiadomości. Najbardziej znanym przypadkiem w Stanach Zjednoczonych był
przypadek Karen Ann Quinlan, która znalazła się w stanie śpiączki po zażyciu
alkoholu i narkotyków w 1975 roku. Została ona odłączona od aparatury
utrzymującej ją przy życiu w 1976 roku i jakby pokazując jak nieprawidłowe
może być stanowisko medyczne, przeżyła, będąc cały czas w stanie śpiączki
do 1980 roku. Rodzice prosili, by odłączono ją od respiratora, ponieważ
jego stałe używanie wydawało się bezsensowne i drogie, lecz personel
medyczny odmówił na to zgody. W takich przypadkach istnieje obawa, że
lekarze będą oskarżeni o zabójstwo. Zostawiono to sądowi do rozstrzygnięcia
i sędzia uznał, że rodzice mają prawo domagać się tego rodzaju szczególnego
leczenia. Lekarze nie mają władzy nad pacjentami; ich rolą jest jedynie
bycie medycznymi doradcami. Pacjent (lub jeśli jest on niekompetentny, jego
rodzice, współmałżonek lub opiekun) ma (mają) prawo odmówić poddania się
leczeniu.

Podobny przypadek, z wyjątkiem jednej istotnej różnicy,
miał miejsce w Wielkiej Brytanii i dotyczył Tony Blanda. Został on
przygnieciony w trakcie jakiegoś piłkarskiego zamieszania, doznał urazu mózgu
i przez trzy i pół roku pozostawał w Airedale Hospital w stanie stałej śpiączki
w utrwalonym stanie autonomicznym. Utrzymywany był przy życiu poprzez
podawanie przez sondę jedzenia i picia. Personel medyczny uważał, że wyjęcie
tej rurki byłoby bowiem pewną formą zabójstwa. Rodzice jednak wysyłali mnóstwo
petycji do sądu o zgodę na jej usunięcie. Ich skarga dotarła do Izby Lordów
i w 1993 roku pięciu sędziów-lordów stworzyło precedens, o charakterze
punktu zwrotnego, gdy zezwolili na odłączenie sondy. Młody człowiek umarł
z głodu po kilku tygodniach.

Z punktu widzenia etyki Ich Lordowskie Moście były
w błędzie. Na podstawie ich decyzji przerwano zwyczajną opiekę. Niestety,
zdarza się to dość często na przykład w przypadku nowo narodzonych dzieci
z pewnymi poważnymi anomaliami.

Aby uzmysłowić sobie, że dawniej ten problem też
ludzi zajmował, proszę sobie przypomnieć często cytowane zdanie A.H.
Clougha (zm. w 1861):

"Nie będziesz zabijał; równocześnie, nie
będziesz za wszelką cenę dążyć do utrzymania się przy życiu".

Może to być dobra rada, lecz wyrażenie "za
wszelką cenę" jest hiperetyczne. Lepiej byłoby powiedzieć "w
sposób niepohamowany" (unreasonably).

Przypadek kliniczny

Miałem kiedyś
pacjentkę z niedowładem spastycznym, który obejmował cztery kończyny, tułów
i twarz. Kobieta ta nie potrafiła nic wokół siebie zrobić, poza bezładnym
przyjmowaniem pokarmów. Mówiła w sposób powolny i często niezrozumiały.
Jej stale poruszające się kończyny, grymasy twarzy i ciągłe ślinienie się
nie stanowiło miłego widoku dla oka. Ale siostry miłosierdzia opiekowały
się nią cierpliwie około 20 lat. Kiedy pacjentka ta miała prawie 40 lat,
ktoś pomyślał, aby kupić jej prostą maszynę do pisania. Wykorzystała ją,
mozolnie wystukując zdania, przy użyciu kołka zatkniętego w kołyszącej
się ręce. To, co pisała, było zdumiewające. W jej sfrustrowanym umyśle
uwięzione były piękne myśli, modlitwy i opowieści.

Kiedy miała 45 lat, przypadkowo
wykryliśmy u niej dużego włókniaka macicy i w związku z tym należało
macicę usunąć. Kiedy pacjentka była poddawana narkozie przed operacją,
nagle cała spastyczność ustąpiła i kobieta ta wyglądała spokojnie. Zmarła
mając około 50 lat, po tym jak przeżyła najwyraźniej nienaganne życie, a
teraz pewnie cieszy się nagrodą, jaka ją spotkała w niebie. Mamy tutaj
przykład idealnej pielęgniarskiej opieki - zwykłej troski, niekończącej
się cierpliwości dającej innym chorym ludziom pewność, że ta szlachetna
miłość stanie się i ich udziałem, jeśli w przyszłości staną się
niedołężni.

Zaniechanie
podtrzymywania krążenia i oddychania

Coraz bardziej nasila się wstrętny zwyczaj opatrywania kart chorobowych
niektórych pacjentów adnotacją: "zaniechać dalszego podtrzymywania krążenia
i oddychania". W Stanach Zjednoczonych zaniechanie podtrzymywania krążenia
i oddychania jest nazywane D.N.R. (nie podtrzymywać krążenia i oddychania).
Celem takiej adnotacji jest nakłonienie lekarzy do zaniechania leczenia tych
nieuleczalnie chorych pacjentów, u których w końcu dojdzie do zatrzymania
oddychania i krążenia. Wypisywanie z zimną krwią takich komentarzy jest
działaniem ubliżającym pacjentom. Co więcej, podważa to fundamentalne
zasady medyczne, według których każdy lekarz, młodszy lub starszy stażem,
opiekujący się w danym czasie pacjentem, musi przyjąć pełną
odpowiedzialność za podejmowane przez siebie decyzje. Jest to niebezpieczne,
ponieważ wstępna diagnoza może być mylna, dlatego można przeoczyć możliwość
uleczenia choroby. Jest to analogiczne do zapisu, w którym pacjent
powstrzymuje od działania swojego przyszłego lekarza. Osoba, która sporządziła
testament, nie zdaje sobie sprawy, co podpisuje. Byłoby lepiej doradzić jej,
aby pozostawiła codzienne decyzje o leczeniu nieuleczalnej choroby zdrowemu
rozsądkowi jej lekarza.

Eutanazja

Żyjemy w świecie eufemizmów.
Etymologicznie eutanazja oznacza "łatwą śmierć" i któż mógłby
nie zgodzić się z takim określeniem. Eufemizmy mają jednak na celu
ukrywanie nieprzyjemnych faktów i fałszowanie prawdy. Niezależnie od tego,
jak promowane jest w społeczeństwie słowo "eutanazja", nic nie może
zafałszować faktu, że jest to dla pacjenta samobójstwo, a dla lekarza zabójstwo.
Eutanazja określana jest jako "śmierć z godnością", lecz nie ma
żadnej godności w samobójstwie ani w zabójstwie.

Czy służba zdrowia będzie miała na tyle odwagi
i godności, aby przeciwstawić się obalaniu fundamentów etycznych?
Hipokrates odmówił zaakceptowania eutanazji. Tradycja chrześcijańska
zawsze odrzucała samobójstwo, doświadczyła tego na sobie szekspirowska
bohaterka Imogena, która rozważała samobójstwo, kiedy jej mąż Leonatus,
przez pomyłkę kazał ją zamordować.

"Przeciw
samobójstwu istnieje zakaz tak święty, że cofa mą słabą rękę",

W ostatnich latach liczba społeczeństw akceptujących
eutanazję jest nieprawdopodobna - ale zaskakujący jest fakt, że państwa,
które zezwalają na aborcję nieprawidłowo rozwijających się płodów,
szybko dochodzą do eliminacji upośledzonych dorosłych? Pierwsze spotkanie
Światowej Federacji Towarzystw "Prawo do śmierci" odbyło się w
Tokio w 1976 r. Późniejsze spotkania odbyły się w San Francisco (1978 r.),
Oxford (1980 r.), Melbourn (1982 r.), Nicei (1984 r.), a obecnie są coraz częstsze
i coraz silniej popierane. Na spotkaniu w Nicei, Christiaan Barnard, pionier
kardiochirurgu w Republice Południowej Afryki, otwarcie przyznał, że
nielogiczne jest, aby zezwalać na aborcje, a jednocześnie zabraniać
zabijania nieuleczalnie chorych pacjentów. W swojej książce ujawnił, że
poddał swoją matkę biernej eutanazji, a także, że ma umowę
eutanazyjno-samobójczą ze swoim bratem.

Jeden z bardziej osobliwych fenomenów
zaobserwowano w Holandii, która jeszcze 40 lat temu była bardzo katolickim
krajem, ale od czasów Soboru Watykańskiego II była w wielu sprawach dotyczących
doktryny i moralności w konflikcie z oficjalną nauką Kościoła. Dokładnie
w tym samym czasie rozwinął się tam ruch na rzecz eutanazji, tak jak
nigdzie indziej. Jednym z najpopularniejszych zwolenników tego ruchu jest dr
Pięter Admiraal, który twierdzi, że corocznie prawie 20000 pacjentów jest
"załatwianych" przez "miłosiernie" zabijających ich
lekarzy i pielęgniarek i powszechnie sądzi się, że wiele ofiar nigdy nie
zgodziło się na taki rodzaj "leczenia".

Trudno ufać tym danym, biorąc pod uwagę,
powszechnie występujące przyczyny śmierci - śmierć okołoporodową,
wypadki drogowe, zawały serca, raka, choroby zwyrodnieniowe, infekcje etc.
Trudno uwierzyć, że na 120 tyś. zgonów bez wyraźnej przyczyny jedna szósta
pacjentów, powinna być poddana eutanazji. Zastanawiające jest, czy problem
dotyczy bardziej lekarzy i pielęgniarek, czy też pacjentów.

Powszechne jest, że pielęgniarki, które zajmują
się "usuwaniem" starszych ludzi, szybko ulegają na tym punkcie
obsesjom i zapracowują na tytuł "Aniołów Śmierci". W 1988 r.,
holenderska pielęgniarka odpowiadała przed sądem za zabójstwo swoich 23
geriatrycznych pacjentów. Niemiecka pielęgniarka, Michaele Roeder, w 1989 r.
była oskarżona o podobne działanie wobec swoich 17 pacjentów. Także w
1989 r. trzy pielęgniarki ze szpitala Lainz w Wiedniu zostały aresztowane za
zabójstwo około 35 pacjentów, przy użyciu śmiertelnych zastrzyków. Żądza
krwi jest prawdziwym psychologicznym problemem. Kiedy jedno zabójstwo
zostanie dokonane, to wydaje się, że następne są nieuchronne.

Potrzeba ostrożności jest oczywista, ale
ostatnia opinia sondaży społecznych wskazuje na to, że 80% Holendrów
zgadza się na eutanazję wykonywaną zgodnie z wolą pacjenta. W 1993 r.
holenderski parlament większością głosów (91 do 45) przegłosował
zatwierdzenie prawa, które dosłownie gwarantowało lekarzom immunitet
nietykalności w przypadkach eutanazji. Minister Sprawiedliwości, Pan
Hirsch-Ballin, miał nadzieję, że "nowe prawo" ukaże "miłosierne"

zabijanie w świetle dziennym i zostanie ono "prawidłowo
uregulowane". Jak często słyszeliśmy takie pobożne życzenia, a jak
często okazały się one nieprawdziwe. Liczne państwa wprowadzały próby
"regulacji" prostytucji, aborcji, homoseksualizmu, alkoholu, uzależnienia
od leków - i nigdy im się to nie udawało.

Na całym świecie możemy zaobserwować gwałtowną
tendencję do legalizacji eutanazji. Fakt ten możemy powiązać po części z
tryumfującą "kulturą śmierci", utratą wiary i zanikiem praktyk
religijnych, a także z nierealnymi obawami co do tego jak bardzo może być
stresujący proces umierania. Pacjenci, którzy w momencie śmierci doznają
jakichś szczególnych cierpień należą raczej do mniejszości; międzynarodowy
ruch hospicjów pokazał, jak bezbolesne może być umieranie, jeśli
sprawowana jest prawidłowa opieka nad pacjentem.

W czasie, kiedy pisana była ta książka, dr Jack
Kevorkian, emerytowany patolog ze stanu Michigan w Stanach Zjednoczonych,
szukał rozgłosu w skandalizujących publikacjach na temat wielu przypadków
śmierci, które zadał, przekraczając prawo stanowe, używając do tego
"maszyny do samobójstw", którą wynalazł. Teraz ma on kredyt na
tzw. samobójstwa w asyście zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Kanadzie
- i nie zamierza zaniechać swoich praktyk.

Podstawowym założeniem etycznym jest to, że
samobójstwo i zabójstwo, które występują równocześnie w eutanazji, są
poważnymi moralnymi wykroczeniami i żadne okoliczności nie są w stanie ich
usprawiedliwić. Są one zakazane zgodnie z przykazaniem: "Nie
zabijaj". To przykazanie, co trzeba mocno podkreślić, nie jest tylko
prawem Kościoła rzymskokatolickiego, ani nie jest prostym żydowskim
zakazem. To przykazanie zostało dane przez Boga całej ludzkości i zawsze było
interpretowane jako "Nie zabijaj niewinnego" .

Teologia
moralna dopuszcza zadanie śmierci w sytuacji obrony koniecznej i tzw. pomocy
koniecznej. W tym ostatnim przypadku tylko prawowita władza publiczna mogłaby
orzekać i wymierzać karę śmierci gdy w bezpośrednim zagrożeniu bytu społeczeństwa
nie można ochronić go przed przestępcami, egzekwując tylko bezkrwawe środki
represji karnej (por. EV 56). (przyp. red.).

Eutanazja funkcjonuje w dwóch
formach: aktywnej i biernej.

Aktywna eutanazja to bezpośrednie
zabójstwo, najczęściej poprzez przedawkowanie leków lub przez zastrzyki
powodujące śmierć (podawane dożylnie). W przypadku pacjenta możemy mówić
o samobójstwie, a w przypadku lekarza o zabójstwie.

Bierna eutanazja to po prostu
działanie polegające na zaniechaniu podania pokarmów i płynów lub
zaniechanie podawania niezbędnych leków. W wyniku pierwszego działania
pacjent jest dosłownie głodzony na śmierć — jest to powolna śmierć, ale
nie jest to bezpośrednie zabójstwo. W niektórych szpitalach jest to działanie
powszechnie stosowane wobec pacjentów z utrwalonym stanem autonomicznym.
Lekarze i pielęgniarki są zmęczeni nie przynoszącą rezultatów opieką nad
pacjentem; dyrektorzy szpitala narzekają na wyrzucanie pieniędzy
przeznaczanych na opiekę; rodzina pacjenta jest fizycznie i psychicznie zmęczona;
niektórzy zaś nie mogą pogodzić się z wciąż oddalającym się od nich, w
efekcie podawania kroplówek, spadkiem.

W autorytatywnym, ale krótkim raporcie dotyczącym kryzysu eutanazyjnego,
Msgr. William B. Smith, potwierdził słuszność opieki "zwykłej" i
"niezwykłej". Tak jak on to przedstawił, "zwykła" opieka
to taka, która jest obowiązkowa, a "niezwykła" to ta, która
stanowi możliwość. Trudno sobie wyobrazić, by można było za opiekę
"niezwykłą" uznać podawanie pacjentom pokarmów i płynów. Zatem
żadne okoliczności nie usprawiedliwiają takiego zaniedbania tego pielęgniarskiego
i lekarskiego obowiązku.

Fakt, że pacjent sam zażądał
własnej śmierci, nie powoduje, że jego życzenie jest legalne. 24 wieki temu
Hipokrates skomentował ten sam problem:

"Nigdy nie podam śmiertelnego leku, będąc o
to poproszony, ani nie zasugeruję takiej porady". Nie tylko będzie to złe
z moralnego punktu widzenia, ale także zniszczy to zaufanie, jakim pacjenci
darzą lekarzy, jeśli wiedzieliby, że w ich przypadku eutanazja jest możliwa.

Stanowisko władz

"[...] kładę przed wami życie
i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście
żyli wy i wasze potomstwo" - czytamy w Księdze Powtórzonego Prawa
(30,19). W sprawie aborcji i eutanazji, społeczeństwo i służba zdrowia,
coraz częściej opowiadają się za śmiercią, co nie przyniesie światu błogosławieństwa,
ale przekleństwo.

Z przemówienia Papieża Jana Pawła II do Roboczej
Grupy Papieskiej Akademii Nauk z 21 X 1985 r., na temat eutanazji, czytamy:

"Naukowcy i lekarze są powołani do posługiwania
się swoimi umiejętnościami i energią, aby służyć życiu. Nie wolno im, z
żadnego powodu i w żadnym przypadku, unicestwiać życia. [...] Eutanazja jest
zbrodnią, w której nikomu nie wolno uczestniczyć, ani nawet na nią zezwalać.
Naukowcy i lekarze nie powinni uważać się za bogów życia, ale za jego
wykwalifikowane i szlachetne sługi."

Główne nauczanie
oficjalne, które on cytuje to: Papież Pius XII w Przedłużaniu życia
1957 r., watykańska Deklaracja o eutanazji, wydana przez Kongregację
Nauki Wiary (1980 r.) i Dyrektywy religijne i etyczne dla katolickich placówek
medycznych, napisane przez Narodową Konferencję (Amerykańskich) Biskupów
Katolickich (1975 r.). Biskupi zajmują w nich następujące stanowisko:

"Eutanazja ("miłosierne" zabijanie)
w każdej postaci jest zabroniona. Niemożność zapewnienia podstawowych środków
do zachowania życia jest równoznaczna z eutanazją. Jakkolwiek ani lekarz, ani
pacjent nie są zobowiązani do posługiwania się środkami
nadzwyczajnymi".

We współczesnej medycynie
powstał nowy problem w wyniku kilku podobnych decyzji sądowych, a przede
wszystkim w sprawie Bouvia w Kalifornii. W tej sprawie sąd nakazał lekarzom i
pielęgniarkom zaniechać nawet najbardziej podstawowych działań zmierzających
do zachowania życia, takich jak: podawanie pokarmów, płynów, opieki przy łóżku
chorego. W ten sposób autorytet sądu okazał się ważniejszy niż autorytet
lekarzy.

6

UPOŚLEDZENI, NIECHCIANI

Rola upośledzonych

Istnieje parę
rzeczy bardziej wdzięcznych niż opieka medyczna i pielęgniarska nad upośledzonymi
umysłowo dorosłymi i dziećmi w tysiącach domów i szpitalach na całym świecie.
Jest to bezinteresowna działalność miłosierdzia chrześcijańskiego.
Pacjenci często nie mogą wyrazić swojej wdzięczności wobec osób, które
się nimi opiekują. Potrzebują oni nie kończącej się cierpliwości;
rokowanie co do ich stanu jest zwykle beznadziejne, ale są oni traktowani z
należną ich okaleczonej ludzkiej godności miłością i respektem. Kiedy możemy
oddać sprawiedliwość tym najbardziej bezbronnym z biednych, nasze życie
jest bezpieczne. Ale kiedy zaczynamy obwiniać, wykorzystywać i pozostawiać
ich własnemu losowi, tak jak robili to naziści, kiedy rozpoczęli likwidację
tych "zbędnych zjadaczy chleba" (tak jak nazywał ich Hitler), to
życie każdej żyjącej, ludzkiej istoty jest natychmiast zagrożone.

Jest oczywiste, że rola upośledzonych
w społeczeństwie nie jest doceniona. Pośrednio, służą oni do podkreślenia
piękna bycia normalnym. Chrystus uczył nas takiego patrzenia, opowiadając
historię o mężczyźnie, który urodził się ślepy. Ludzie pytali go, czy
ślepota tego mężczyzny była karą za grzechy jego lub jego rodziców, ale
on odpowiedział: "Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało
się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże" (J 9,3). Pozostawiając
na boku sam fakt tego cudownego uzdrowienia, możemy zauważyć jak bardzo coś
takiego jak ślepota uświadamia nam wspaniałości
daru jakim jest wzrok.

Dziecko upośledzone

Większość problemów etycznych dotyczy tych biednych istot, na które
często społeczeństwo patrzy jak na "wzruszające wyrzutki".
Niemowlęta z zespołem Downa (mongolizm lub trisomia-21) są częstym
wyzwaniem dla medycyny. Często dzieci te rodzą się z towarzyszącymi innymi
wadami, takimi jak wada serca lub zwężenie pierwszego odcinka dwunastnicy.
Czy powinny być operowane? Z jednej strony ludzie uważają, że pacjentowi
nie wolno odmówić operacji tylko dlatego, że istnieje inna patologia. Z
drugiej strony, chirurdzy często mają niechętny stosunek do przeprowadzenia
długotrwałej i trudnej operacji, kiedy u pacjenta mogą wystąpić inne wady
lub jego czas życia jest ograniczony. Oczywiście bez operacji dziecko nie
jest w stanie normalnie przyjmować pokarmów i jest skazane na śmierć. Nie
jest możliwe, aby wypracować prostą zasadę, która rozwiązałaby ten
problem pod każdym względem i dla każdego przypadku. Łatwo jest powiedzieć,
że operować należy zawsze. Nie zawsze jest to najbardziej korzystna
decyzja dla pacjenta. Każdy przypadek powinien być rozpatrywany
indywidualnie.

Noworodek - Baby Doe

W USA w 1983 r. prezydent powołał Komisję ds. Badań Problemów
Etycznych w Medycynie, Biomedycynie i Badaniach Behawioralnych. Jeden z
raportów tej komisji dotyczył "Decyzji w sprawie odłączenia systemu
podtrzymującego funkcje życiowe".

Było to częściowo
oparte na przypadku noworodka Baby Doe, który w tamtym czasie był
sprawą precedensową. Dziecko to urodziło się z zespołem Downa i
dodatkowo przetoką tchawiczo-przełykową, czyli otwartym połączeniem między
drogami oddechowymi, a przewodem pokarmowym. Kiedy noworodek pił mleko,
pokarm przedostawał się do głównych oskrzeli. Leczenie tej przetoki jest
bardzo poważną operacją dla jednodniowego dziecka, ponieważ konieczne jest
otwarcie klatki piersiowej i należy wziąć pod uwagę ryzyko zejścia śmiertelnego.

Rodzice byli
przeciwni operacji, ale lekarze ze szpitala, mając odmienne zdanie, pozwali
rodziców do sądu. Sędzia zgodził się, że decyzja rodziców była
prawomocna i że zespół lekarski nie miał prawa, aby przeforsować swoje
stanowisko, chociaż może to wydawać się smutne i irytujące.

Gdyby wada ta
była prostym zwężeniem dwunastnicy, problem ten mógłby być rozwiązany
za pomocą 10-minutowej operacji brzusznej (gastroenterostomii);

czy rodzice także by się na nią
nie zgodzili? Nikt nie może dać jednoznacznej odpowiedzi. Jedyne co można
powiedzieć to, że nie wolno nie podawać podstawowych pokarmów i płynów
dziecku, co w tym przypadku prowadziłoby i tak do wymiotów.

Inny przypadek kliniczny

Względnie nowym zjawiskiem w medycynie i opiece pielęgniarskiej jest
pozwolenie noworodkowi z przepukliną rdzeniową na śmierć głodową z równoczesnym
podawaniem silnych środków uspokajających. Dzieci te rodzą się z wadą
niższej części kręgosłupa, polegającą na uszkodzeniu rdzenia i
powstaniu opuchniętej torbieli na skórze. Nogi są sparaliżowane i niemożliwe
staje się utrzymanie moczu. Dzieci te do końca życia muszą poruszać się
na wózku inwalidzkim, ale ich poziom inteligencji jest prawidłowy i często
wiodą szczęśliwe życie, radząc sobie w środowisku.

W 1986 r. w
Melbourne w Australii zdarzył się następujący przypadek: rodzice zgodzili
się na reżim głodowy; po dwóch dniach dziadkowie odwołali się do Sądu
Najwyższego, aby uzyskać prawo do opieki nad dzieckiem. Punktem zwrotnym była
tu decyzja sędziego Vincentego Justice, który zażądał, aby szpital
rozpoczął natychmiastowe karmienie noworodka.

"Żaden
rodzic — powiedział — żaden lekarz, żaden sąd, nie ma prawa do
decydowania, aby życie jakiegokolwiek dziecka, nawet ciężko upośledzonego,
było celowo odebrane. Chciałbym, aby było to bardzo wyraźnie zrozumiane
przez wszystkie zainteresowane osoby." Ostrzegł, że każda z metod
leczenia, wybrana świadomie, która odbiera życie dziecku, jest bezprawna
i może być uznana za przestępstwo godne najwyższego wymiaru kary".

W 1984 r. Amerykańskie
Towarzystwo Pediatryczne wydało także popierający werdykt w tej sprawie:

"Dyskryminacja
jakiegokolwiek typu, jakiegokolwiek upośledzonego osobnika, bez względu na
charakter upośledzenia i stopień jego ciężkości, jest moralnie i prawnie
nie do obronienia."

Chciane czy niechciane?

Dzieci w obecnych czasach, a szczególnie dzieci upośledzone, cierpią z
tego powodu, że są zakwalifikowane jako "niechciane", w związku
z czym niewarte terapii i możliwe do usunięcia jeszcze przed porodem przez
aborcję lub po porodzie przez dzieciobójstwo. Pary małżeńskie przyjmują
często nierozważny punkt widzenia, myśląc, że są zobowiązane do
posiadania doskonałego potomstwa i że każda nieprawidłowość nie
wchodzi w grę i nie może zaspokoić ich oczekiwań. Jeśli nie narodzone
dziecko ma przyjść na świat jako "niechciane", to jest to
automatycznym usprawiedliwieniem dla lekarza. I wykona on aborcję. Ten sposób
myślenia jest aprobowany przez Towarzystwo Planowania Rodziny, wbrew głoszonej
przez nie zasadzie: "Każde dziecko jest chcianym dzieckiem".

Każde
dziecko dostaje od Boga pewne podstawowe, ludzkie prawo do życia i prawo do
bycia chcianym i kochanym przez swoich rodziców. Odrzucenie swojego dziecka i
nazwanie go "niechcianym dzieckiem" jest zaniedbaniem obowiązków
rodzicielskich. Poważne traktowanie takiego oświadczenia jest żałosne i krótkowzroczne,
a dla służby medycznej jest wręcz naiwne. Bardzo często zdarza się, że
pacjentka we wczesnej ciąży, z objawami zatrucia, będąc zmęczona i przeżywając
depresję, mówi, że nie chce swojego dziecka. W 99% przypadków, kiedy rodzi
się dziecko, matka uśmiecha się, trzyma i przytula dziecko, ciepło witając
je na świecie. Za nic w świecie nie pozwoliłaby je zabrać.

Selekcja płci

Większość rodziców, chcąc zaplanować dziewczynkę lub chłopca,
opiera się na metodzie odbycia stosunku przed lub w czasie owulacji. Jest to
metoda, którą możemy uznać za rozrywkowy hazard, ale faktem jest, że w
niektórych okolicznościach wybór płci może mieć groźne konsekwencje.

W
komunistycznych Chinach, gdzie prawnie narzucane jest posiadanie przez rodzinę
tylko jednego dziecka, rodzice preferują chłopców, nie tylko z powodów
kulturowych, ale także dlatego, że chłopcy są dobrą inwestycją, od której
zależy bezpieczna przyszłość rodziców. Dlatego diagnostyka prenatalna płci
płodu ma dla tych rodzin tak ważne znaczenie. Taka diagnostyka jest
wykonywana albo za pomocą amniopunkcji, albo poprzez chorioncentezę. Do
pierwszej z tych prób są wykorzystywane wody płodowe, w których porusza się
dziecko. Ta próba jest wykonywana w 18 tygodniu życia płodu, a komórki
zanurzone w tym płynie służą do diagnozy. Chorioncentezę wykonuje się
przy użyciu długiej igły i nakłucia pęcherza płodowego w około 10
tygodniu ciąży, a więc pozwala to na wcześniejszą diagnozę.

Obydwie techniki diagnostyczne mogą powodować poważne powikłania i mogą
prowadzić do przypadkowego poronienia. Jeśli płeć dziecka jest inna, niż
spodziewali się tego rodzice, to istnieje duże prawdopodobieństwo
sprowokowanego poronienia.

W Anglii były przypadki takich aborcji w rodzinach z tytułami
rodowymi. Lord Jones naturalnie chciałby mieć syna, aby kontynuował tytuł
rodowy, a nie małą dziewczynkę, która byłaby tylko honorową Miss Jones.
Z tego tylko powodu zostaje ona wyeliminowana przez aborcję. Ta technika
jest również wykorzystywana przy diagnozie chorób dziedzicznych związanych
z płcią, takich jak hemofilia, która jest przenoszona przez kobiety, ale
chorują na nią tylko mężczyźni. Która z płci powinna być
wyeliminowana? Zwykłe eliminowani są skazani na chorobę mężczyźni.

Ostatnim osiągnięciem jest selekcja płci przed zajściem w ciążę,
bazująca na eksperymentach prof. Tizuka z Uniwersytetu Keio w Japonii. Wymyślił
on technikę rozdzielania spermy z chromosomem X (żeńskim) od spermy z
chromosomem Y (męskim), poprzez odwirowanie. Obecnie ci, którzy stosują tę

metodę, mówią o jej 75-procentowej skuteczności
w doborze pożądanej płci. Mąż produkuje nasienie poprzez masturbację, po
odwirowaniu go żona jest sztucznie zapładniana odpowiednim nasieniem. Obydwie
procedury są moralnie nie do zaakceptowania. Wytrysk i wzajemny transfer komórek
zarodkowych może mieć miejsce tylko podczas normalnego, pełnego miłości, małżeńskiego
zbliżenia.

Ocena etyczna

Dr Donald De Marco podkreśla, że
małżonkowie mają prawo do małżeńskiego współżycia, ale nie mogą żądać
prawa do płodności i do selekcji płci. "Próba określenia płci dziecka
jest niezgodna z czcią, jaką powinno się oddawać tym dwóm, wielkim
darom" (darowi życia i darowi płci).

Z przykrością trzeba powiedzieć, że jest to
jeszcze jeden przykład traktowania dzieci jako dobytku, czegoś, co ma zaspokoić
pragnienia jednego lub obydwojga rodziców, czegoś, co ma ich uszczęśliwić,
uporządkować strukturę rodziny lub też co ma być dla lekarzy powodem do
dumy z ich osiągnięć.

W każdym kraju, w którym dokonuje się selekcji płci, rodzice w przeważającej
większości przypadków wybierają noworodki płci męskiej. Jest to obraza dla
kobiet. Równocześnie może to spowodować poważne zaburzenie równowagi w
stosunku ilościowym danej płci w społeczeństwie. Wojujące feministki w związku
z tym wpadły we własną pułapkę: orędowały za wolnością seksualną i możliwością
aborcji na żądanie, a doprowadziły do dyskryminacji kobiet. Jakiekolwiek próby
odchodzenia od Bożego prawa powodują, że są zagrożone wszystkie żyjące
istoty, a najbardziej kobiety.

7

SYSTEM ROZRODCZY

Problemy etyczne
w seksualności

Większość problemów etycznych
we współczesnej medycynie koncentruje się wokół systemu rozrodczego ze względu
na jego unikatową naturę. Ma on związek z życiem i źródłem życia,
dlatego też jest tak ważny dla jednostek, małżeństw, społeczeństwa i dla
przyszłości ludzkości. Jeśli poświęcamy temu tak dużo miejsca, to nie
powinniśmy być posądzani o jakieś nienormalne i nadmierne zainteresowanie
tematyką seksu.

Wiąże się to z tym, że aktywność seksualna
jest tak podstawową sprawą, a błędy w tej dziedzinie bardzo powszechne,
medycyna jest ponadto silnie zaangażowana w różne aspekty seksualności,
jednakże znacznie częściej ze szkodliwymi skutkami niż z pozytywnymi.

Nasza dyskusja będzie głównie dotyczyła problemów
etycznych seksualności, ale nie jest to możliwe, abyśmy mogli ominąć choćby
powierzchowną analizę klinicznych, socjologicznych i demograficznych aspektów
tego tematu.

Filozofia seksualności musi tworzyć spójną i
zgodną całość. Nie możemy wybierać sobie w sposób dowolny elementów
rozumowania, które nam odpowiadają, a resztę odrzucać. Jeśli nie będziemy
przyjmować całej prawdy, to okaże się, że bardzo szybko skończymy na całkowitym
błędzie. Wydaje się, że istnieje zespół nieprawidłowości seksualnych i
jeśli zdiagnozujemy dwa lub trzy charakterystyczne dla tego zespołu objawy, to
możemy być pewni, że w końcu ujawni się całe zło społeczne, kryjące się
za nim.

Fatalny postęp

Łatwo zauważyć, że od środków
antykoncepcyjnych droga nieuchronnie prowadzi do sterylizacji i aborcji, a w końcu
do eutanazji. Pamiętamy, jak jeszcze nie tak dawno budziła w nas wielkie opory
akceptacja antykoncepcji, a potem jej gwałtowny rozwój i powszechne stosowanie
od czasów wprowadzenia doustnych środków antykoncepcyjnych w 1960 r. W ślad
za tym nastąpił powolny ruch w kierunku sterylizacji i - ostatecznie - gwałtowne
upowszechnienie aborcji, która stała się ślepą siłą i której nikt nie
jest w stanie powstrzymać. Każdego roku pod swoimi "kołami" aborcja
uśmierca około 50 milionów nie narodzonych dzieci. W atmosferze, w której życie
przestało być wartością, ilość ludzi, która kiedyś zostanie poddana
eutanazji, jest przerażająca.

Fakty zaprzeczają tradycyjnej mądrości, która głosi,
że zwiększone użycie środków antykoncepcyjnych będzie prowadziło do
zmniejszonej ilości aborcji. Rzeczywistość jest taka, że szczególnie wśród
młodych, nie będących w związku małżeńskim, używanie antykoncepcji,
doprowadziło do zwiększenia częstotliwości odbywanych stosunków płciowych
i w związku z tym do większej ilości niepożądanych ciąż i ostatecznie do
zwiększenia ilości aborcji.

Obserwacje te kładą nacisk na
poważną odpowiedzialność, jaka spoczywa na tych, którzy promują
antykoncepcję. Podając rodzimy przykład rzeczywistego przymierza
antykoncepcji z aborcją, mogę powiedzieć, że pierwsza klinika, w której
wykonywano aborcje w moim mieście, została nazwana imieniem nie kogo innego
tylko założyciela Towarzystwa Planowania Rodziny. Były szef tego Towarzystwa
został ostatnio mianowany na szefa - zgadnijcie czego? - Towarzystwa Praw i
Reform Aborcyjnych.

Mary Pride jest ewangeliczką, która kiedyś była wojującą feministką.
Mówi: "Feminizm jest bardzo logicznym systemem, którego celem jest
odrzucenie znaczenia Boga dla sytuacji kobiet." Z niezwykłą wnikliwością
potwierdza ona założenia wyżej podane:

"Planowanie rodziny tak jak
go rozumie Towarzystwo Planowania Rodziny jest matką aborcji. Całe pokolenie
musiało zostać przesiąknięte koncepcją idealnego planowania rodziny, biorącego
pod uwagę osobiste udogodnienia, zanim aborcja stała się popularna".

Podczas gdy przeciętna osoba może
mieć trudności w przewidzeniu niepożądanych skutków antykoncepcji, obecny
Papież, który wypowiadał się na ten temat, nie miał żadnych wątpliwości.
Z niesamowitą wnikliwością przewidział on zło, które będzie się z tym wiązało;
chodzi tu szczególnie o spostrzeżenia Piusa XI w jego encyklice, Casti
connubii (1930) i Pawła VI w Humanae vitae (1965).

Wyjaśnienie tego nieuchronnego
postępu możemy znaleźć w społecznej filozofii seksualności. Wcześniej społeczność
wykazywała prenatalne nastawienie. We współczesnym świecie istnieje całkowicie
odmienny punkt widzenia - czyli antynatalny, i odniósł on taki sukces, że
obecnie jest on odpowiedzialny za poważne zagrożenie, jakie pojawiło się
przed wieloma państwami zachodnimi. W prawie wszystkich tych państwach ilość
narodzin wciąż maleje. Wyścig samobójczy już się rozpoczął, a jego tempo
będzie z każdym rokiem stawało się coraz szybsze. Medycyna jest w tym
wszystkim jednym z głównych czynników promujących tę "kulturę śmierci".

Dalszy upadek wartości

Obecnie pojawiło się bardziej ponure zagrożenie. Przejście od
antykoncepcji do sterylizacji i aborcji może się dokonywać, dzięki nieugiętej
logice takiej filozofii, która ukrywa całą prawdę o ludzkiej płciowości.
Kiedyś celem aktu seksualnego była prokreacja, ale teraz została ona poddana
w wątpliwość przez antykoncepcję, nie ma więc żadnego logicznego wytłumaczenia,
dlaczego nie można by zaakceptować masturbacji i homoseksualizmu (równie bezpłodnych
form aktywności seksualnej). "Koło ideologii przeciw życiu zamyka się".
Biskup Charies Gore przewidział to powiązanie już w 1930 r., kiedy to Anglikańska
Konferencja Lambeth po raz pierwszy poparła antykoncepcję. A w 1990 r. jeden z
homoseksualistów, Richard Kirker, główny sekretarz Ruchu Chrześcijańskich
Homoseksualistów w Anglii, stwierdził, że jeśli antykoncepcja jest
akceptowalna, to logiczne jest, aby zaaprobować homoseksualizm. "Jeśli
'bezpłodny' seks jest dozwolony jako przyjemność dla ludzi heteroseksualnych,
to homoseksualiści mają także prawo do cieszenia się swoją formą
seksu." Rozważania na ten temat szczegółowo zanalizowałem w mojej książce
Lekarz i małżeństwo chrześcijańskie.

Potwierdzenie tej koncepcji seksualności, która
stawia przyjemność osobistą ponad odpowiedzialną miłość, można znaleźć
w ważnej książce autorstwa George Gildera. Jego główne założenia poparte
imponującymi socjologicznymi danymi ukazują, że współczesne podejście do
seksu faworyzuje mężczyzn. Częste rozwody i powszechna antykoncepcja sprzyjają
romansowaniu w przypadku obu płci, ale kobiety cierpią bardziej niż mężczyźni.

Wiele kobiet kończy w samotności i w tarapatach
finansowych dlatego, że straciły jedyne prawdziwe oparcie, jakie ma kobieta,
czyli monogamiczne, stałe, heteroseksualne małżeństwo. Gilder podkreśla, że
w społeczeństwie, w którym jest akceptowany bezpłodny seks lub poligamia,
maleje szansa zawarcia małżeństwa przez mężczyzn, co zawsze prowadzi to do
wzrostu liczby homoseksualistów.

Masturbacja

To niewłaściwe wykorzystanie aktu seksualnego stało się ostatnio
szeroko rozpowszechnione, a nawet zostało poparte przez medycynę. Seksuolodzy
stworzyli z tego wielki biznes, rekomendując ją swoim klientom z próżną
nadzieją, że polepszy to ich funkcjonowanie heteroseksualne. Większość współczesnych
książek na temat małżeństwa i pożycia seksualnego (do której ta nie należy)
stara się zapewnić czytelników, bez końca to powtarzając, że masturbacja
jest "normalna" i szkodą jaka może z niej wynikać jest poczucie
winy spowodowane dezaprobatą tego czynu ze strony judaizmu i chrześcijaństwa.

To powszechne poczucie wstydu jest interesującym zjawiskiem. Zrzucenie
wszystkiego na religijną dezaprobatę jest zbyt łatwe, chociaż bardzo trwałe.
Istnieje coś takiego w ludzkiej naturze, nie do odparcia, co powoduje u
uprawiających masturbację obniżenie poczucia własnej wartości; bardzo
trudno jest nie postrzegać jej jako poddania się swoim instynktom niższego rzędu.

Głównym obszarem, w którym medycyna popiera masturbację, są badania
nad płodnością mężczyzn. Rutyną w tych badaniach jest pobranie nasienia za
pomocą masturbacji. Technika ta zostanie wytłumaczona w kolejnym rozdziale na
temat płodności. Ta procedura nie jest konieczna dla diagnozy, a co więcej,
nie przyczynia się ona do rozwiązania problemów małżeńskiej pary.

Ocena etyczna

Masturbacja obiektywnie jest zawsze zła. Czy osoba jest subiektywnie
winna, to zależy od wielu czynników, tak jak przedstawiliśmy to w rozdziale
2. System rozrodczy różni się tym od wszystkich innych systemów w naszym
organizmie, że jest on skonstruowany fizjologicznie do funkcjonowania przy
udziale osoby przeciwnej płci - męski, aby mógł penetrować i dokonywać
wytrysku, a żeński do przyjmowania i tworzenia środowiska dla ciąży. Fakt,
że jest możliwe wzbudzanie podniet i doznań seksualnych samotnie, nie
usprawiedliwia tego czynu.

Według seksuologa drą Kinseya i
doktorów Mastersa i Johnsona masturbacja jest powszechna i dlatego można ją
uważać za normalną, w związku z czym moralnie dopuszczalną. W ich badaniach
pojawiają się błędy, można zastanawiać się, czy występuje ona rzeczywiście
tak często, jak oni podają. Ale nawet jeśli częstotliwość byłaby równa
100%, to nadal byłoby to niewłaściwe działanie, gdyż znajduje się ono w
sprzeczności z naturalnymi prawami moralnymi. Przykazanie: "Nie pożądaj
żony bliźniego swego", służy zawsze do potępienia grzechów
seksualnych.

Te zasady były potwierdzone przez watykańską
Deklarację o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej (1975), która została
opublikowana, aby poszerzyć wiedzę na temat tych spraw, co do których ludzie
mają wątpliwości z powodu popularności takich społecznych praktyk, jak
masturbacja, przedmałżeńskie stosunki płciowe i aktywność homoseksualna.
Każda z tych trzech tendencji jest niewłaściwa pod każdym względem. Zakładając
wstępne warunki wolności decyzji i działania, nigdy nie można usprawiedliwić
masturbacji. Nie możemy zatem polecać jej naszym pacjentom jako domniemanego
lekarstwa na ich problemy seksualne, jako pomocy w diagnozie niepłodności, ani
też jako dozwolonej formy seksualnej aktywności przedmałżeńskiej (dotykanie
się).

Podobne zasady zabraniają seksu oralnego. Jeśli masturbacja byłaby
akceptowalna, to ta aktywność także musiałaby być zaakceptowana z równym
entuzjazmem. Są to po prostu perwersje, których akceptacja nastąpiła w
wyniku tak zwanej rewolucji seksualnej, która spowodowała więcej nieszczęścia,
niż można to sobie wyobrazić.

8

ANTYKONCEPCJA

Rozwój antykoncepcji

Bardziej precyzyjnym terminem dla tej problema­tyki jest oczywiście
termin sztuczna antykoncepcja, to znaczy wszystko to, co prowadzi do małżeńskiej
bezpłodności. Zwykle jest ona osiągana, albo przez zmianę naturalnej metody
współżycia, albo przez tymczasowe lub permanentne rozstrojenie mecha­nizmu
rozrodczego.

Antykoncepcja
uznawana jest powszechnie przez miliony, przynosi bilionowe zyski, większość
kobiet korzysta z niej przed ślubem, nastolatki zażywają tabletki z nabożną
sumiennością, któż więc śmiałby powiedzieć, że to wszystko jest złe?
Kościół rzymsko­katolicki tak uważa. Tak też uważają niektóre odważne,
mniejsze Kościoły. Ale wszystkie główne Kościoły utrzymywały ten sam,
jeden pogląd, aż do 1930 r., kiedy Konferencja Lambeth po raz pierwszy niechętnie
i w sposób ograniczony zatwierdziła antykoncepcję. Kontrola urodzin
("planowanie ro­dziny", "odpowiedzialność rodzicielska" i
inne eufe­mizmy) znacznie się rozwinęły od tego czasu. Ale z biegiem lat
coraz więcej ludzi jest rozczarowanych tym dotknięciem seksualnego Midasa i
iluzorycznymi przyjemnościami, jakie ono obiecywało. Tak jak każda kobieta ze
złamanym sercem czy też nastolat­ka, każda porzucona żona wie, że obecne
powody nieszczęść związanych z przedmałżeńskimi i poza-małżeńskimi
aferami nie byłyby możliwe, gdyby nie "pomoc" środków
antykoncepcyjnych i medycyny, która zapewnia swoje usługi.

Ponieważ nasza
dyskusja dotyczy głównie etyki, nie jest to miejsce na szczegółowe,
medyczne, społecz­ne, prawne i demograficzne ukazywanie negatywnych efektów
antykoncepcji. Zająłem się nimi w mojej książce, o której wspominałem już
wyżej. To samo odnosi się do rozdziałów na temat sterylizacji i aborcji.

Ocena etyczna

Podstawowym błędem antykoncepcji jest to, że rozdziela
ona dwa zasadnicze elementy małżeńskiego współżycia, dawanie życia i
dawanie miłości. Lub innymi słowami, rozdziela aspekt miłości i płodności.
Te dwa elementy powinny być stale obecne w życiu każdej pary małżeńskiej.
Nie wolno nam przyjmować jednego z tych aspektów (miłość), a odrzucać
drugi (płodność), ponieważ wypaczałoby to święty plan małżeńskiej miłości
i wypierałoby podstawowe, niepisane zobowiązania, jakie wchodzą w skład
kontraktu małżeńskiego. Zauważmy, że nie ma przymusu doprowadzenia do zapłodnienia
tak często, jak jest to możliwe, chodzi tylko o to, że akt małżeń­ski
musi być normalny, nawet jeśli zajście w ciążę jest niemożliwe. Świadomy
seks minus płodność może być wyrazem miłości, ale świadomie wybrana bez­płodność
nie jest miłością i musi być na dalszą metę wyeliminowana. Seks bez miłości
to zwykłe pożąda­nie. W planach naszego Stwórcy seks znaczy miłość i płodność.
Antykoncepcja wypiera jedno (płodność), ale chciałaby zachować drugie (miłość).

Powaga tematu
ochrony dawania życia przy jednoczesnym dawaniu miłości jest uwypuklona przez
rozważania nad zapładnianiem pozaustrojowym (IVF - in vitro fertilization).
W tej technice nasienie jest produkowane w czasie masturbacji w jednym miej­scu,
a zapłodnienie żony następuje w drugim. Cała ta procedura jest całkowicie
sztuczna i nienormalna, nawet jeśli jej końcowym efektem jest śliczne
dziecko. Powiedzenie "cel nie uświęca środków" jeszcze raz odnosi
się do tej sytuacji.

Obok
podstawowego - etycznego - błędu antykon­cepcji, musimy rozważyć
indywidualnie każdą z technik i oszacować jej moralną wartość w odnie­sieniu
do podstawy małżeńskiego prawa miłości, sprawiedliwości i czystości.

(l) Metody z
wykorzystaniem bariery ochronnej — głównie mamy na myśli prezerwatywę
i diafragmę. Te stare metody były potępione i odrzucone przez Towarzystwo
Planowania Rodziny, kiedy zostały wprowadzone doustne środki w 1960 r., ale
ostatnio powracają one jako środki profilaktyczne przed AIDS.

Nigdy nie działały skutecznie w
zapobieganiu ciąży. Biorąc pod uwagę, że główka plemnika jest 50 razy większa
niż jeden mikron wirusa AIDS (HIV), żaden świadomy tego ich użytkownik nie
może traktować poważnie zapewnień, że będą one bardziej skuteczne, niż
tylko w pewnych okolicznościach.

Co więcej: ponieważ komórka
jajowa jest dostępna jedynie przez jeden dzień w cyklu, a wirus AIDS jest
aktywny każdego dnia miesiąca, łatwo jest zauważyć, że prezerwatywa, która
nigdy nie była tak efektywna w zabezpieczaniu przed ciążą, będzie na pewno
dużo mniej skuteczna w zapobieganiu przenikania wirusa HIV.

Moralny aspekt prezerwatywy nie
dotyczy jej skuteczności, ale tego, co jej użycie zakłada, a dokład­nie
chodzi o celowe oddzielanie się przez użytko­wników od aktu małżeńskiego
i odrzucenie możli­wości zapoczątkowania życia. Prezerwatywa przek­ształca
męski organ w obojętnego fallusa tak jak diafragma zmienia kanał rodny w obojętną
jamę. Jest to jeszcze bardziej ewidentne w przypadku nowej, kobiecej
prezerwatywy (Femidom). Użycie jej przeczy prawom małżeńskiej czystości.
Tak jak powiedział kiedyś George Bernard Shaw, ich użycie naprawdę powinno
być uważane za obopólną masturbację.

(2) Stosunek przerywany.
Polega on na świadomym przerwaniu stosunku przed wytryskiem, wtedy sperma nie
dostaje się do pochwy. Jest to najstarsza i najprostsza technika, a w wielu
miejscach na świecie prawdopodobnie najczęściej stosowana metoda anykoncepcji.
Zapoczątkował ją grzech Onana, który "rozlał swoje nasienie na ziemię",
gdyż nie chciał mieć dzieci z wdową po swoim zmarłym bracie, co powinno się
stać według prawa Mojże­szowego i dlatego "Bóg zabił go, dlatego że
zrobił ohydną rzecz" (Rdz 38,8-10). Ze względu na intencję jaką
kierował się Onan w wielu wypadkach teolodzy używali terminu
"onanizm" dla oznaczenia także innych form antykoncepcji.

Stosunek przerywany jest również
obrazą małżeń­skiej czystości. Jeśli stosunek jest rozpoczęty, zwykle
akt ten musi trwać aż do jego naturalnego końca, chyba że ktoś jest
zmuszony go przerwać przez niezamierzoną i nie do przewidzenia przeszkodę lub
też niezdolność zakończenia stosunku związaną z fizjologiczną lub
psychiczną przyczyną. W tych przypadkach przerwanie nie jest czynnością
zaplano­waną.

(3) Metody hormonalne.
Podstawowe metody antykoncepcji hormonalnej to doustne środki anty­koncepcyjne,
zwykle w postaci codziennych, małych dawek estrogenów i progesteronu, które są
przyjmo­wane cyklicznie. Cały czas istnieje niepewność co do sposobu działania
tych środków, ale możemy być prawie pewni, że oddziałują one na przednią
część gruczołu przysadkowego, zlokalizowanego w mózgu, powodując supresję
owulacji. Dodatkowo zmieniają charakter śluzu szyjkowego, aby utrudniał
przeni­kanie plemników. Posługiwanie się w ten sposób metodami hormonalnymi
z myślą o antykoncepcji jest pewną formą sterylizacji medycznej, zwykle krótko­trwałej.
Sterylizacja jest dla nas poważnym, moralnym wykroczeniem, jeśli jest ona
wykonywana ze względów innych niż medyczne.

Przez lata
powstało przekonanie, że hormony te mogą wywoływać poronienie i jeśli byłaby
to prawda, to używanie ich miałoby jeszcze poważniejsze konsek­wencje.
Podejrzenia o takie działania są oparte na obserwacji, że owulacja nie jest
całkowicie hamowana i często do niej dochodzi, chociaż procent kobiet zachodzących
w ciążę jest bardzo niewielki. Ciąża może więc wystąpić, ale
endometrialna atrofia, spowodowana przez hormony, nie pozwoli na implantację.

(4) Chemiczne
środki plemnikobójcze, pessaria. Stosowane dopochwowo są metodami
sterylizacji czasowej.

(5) Domaciczne
wkładki (IUD - intrauterine deuice). Raz jeszcze wspomnę, że
mechanizm działa­nia tej metody nie jest całkowicie jasny, ale istnieje duże
prawdopodobieństwo, że działają one poprzez wywołanie poronienia,
zapobiegając implantacji zarodka. Są to środki bardzo skuteczne, ale działanie
domacicznej wkładki, substancji obcej dla endometrium, może przyczynić się
do zakażeń, a działanie plastikowych materiałów lub miedzianych połączeń
może prowadzić do zaburzeń we wczesnej ciąży. Jeszcze innym powodem
skuteczności domacicznych wkładek jest działanie niezwiązane i
niezamierzone, w czasie którego obce ciało, jakim jest wkładka, powoduje
drobną, wewnątrzmaciczną infekcję. Infekcja ta sama w sobie wystarcza do
zablokowania kanału rodnego i w związku z tym kobieta nieświa­domie nie może
być zapłodniona, nawet jeśli nie używa żadnej z metod antykoncepcji.
Jeszcze inna teoria mówi, że wkładka interferuje z funkcją kanału rodnego i
nie pozwala na pasaż komórek jajowych lub plemników; co w efekcie zwiększa
prawdopodobień­stwo wystąpienia ciąży pozamacicznej.

Poronienia, nawet jeśli mówimy o
wczesnym stadium ciąży, są poważnymi wykroczeniami przeciw zarządzeniom
prawnym. Należy jednak dodać, że większość kobiet używających
domacicznych wkładek jest nieświadoma tego faktu i dlatego też nie powin­na
być obwiniana.

(6) Planowanie rodziny po zajściu
w ciążę. Taka eufemistyczna nazwa wprowadza w błąd, ponieważ nie jest
to metoda antykoncepcji, lecz wczesna aborcja i w związku z tym powinna być
surowo potępiana. Podstawową techniką jest "pigułka dzień po
stosunku" (morning-after pili), która jest niczym innym jak dużą
dawką estrogenów, zażytą w zimnym świetle poranka, po odbytym zeszłej nocy
stosunku płciowym. Zapobiega ona implantacji, ale istnieje znaczne
prawdopodobieństwo niepowodzenia metody i część z ciąż rozwija się
ektopowo. Jeśli ciąża utrzy­ma się, to płód zostanie narażony na
przebywanie w środowisku, gdzie jest wysoka dawka estrogenów w kluczowym dla
siebie okresie rozwoju. Nawet jeśli nie zadziała żaden czynnik teratogenny
(np. powodujący deformację płodu), to płód może być narażony na inne
działanie teratogenne, które ujawni się w odległym czasie. Kiedy w przeszłości
estrogeny były podawane w czasie trwania ciąży (nieprawidłowe prowadzenie ciężarnych
z cukrzycą), to u części z noworodków żeńskich powstał, wcześniej nie
rejestrowany stan, czyli rak pochwy, który wystąpił 20 lat później.

Jeszcze inną techniką o podobnym
charakterze jest "miesiączkowa ekstrakcja", jeszcze jedna seman­tyczna
dwuznaczność. Jeśli kobieta faktycznie jest w ciąży, to jest to wczesna
aborcja.

(7) Naturalne planowanie
rodziny. Polega ono na obserwowaniu występowania owulacji i ograniczeniu
stosunków płciowych tylko do dni niepłodnych. Metoda ta pozwala na odbywanie
normalnych stosun­ków płciowych; nie ma żadnej interferencji z układem
rozrodczym i nie zachodzą żadne podejrzenia o aborcję. Jest to metoda, która
pozwala parom mał­żeńskim na odbywanie stosunków płciowych, kiedy będą
chciały, wiedząc, że kobieta jest płodna lub niepłodna w określonym
czasie.

System naturalnego planowania
rodziny jest jedynym, który jest etycznie w pełni akceptowany. Dla par małżeńskich,
które chcą żyć według praw moralnych, praktyczną wskazówką jest fakt, że
ich wybór jest ograniczony do tej metody. Każda inna metoda w jakiś sposób
jest moralnie wadliwa.

Napisałem swój
pierwszy artykuł na temat na­turalnego planowania rodziny prawie 40 lat temu8,
ale już wtedy zawodność mojej metody wynosiła tylko 3% (na 100 badanych
kobiet tylko 3 zachodziły w ciążę). Od tego czasu nastąpił znaczny postęp
i obecnie metoda naturalnego planowania rodziny jest tak efektywna, jak doustne
środki antykoncepcyjne, jeśli nie bardziej. Czas wystąpienia owulacji można
oznaczyć za pomocą wielu dokładnych pomiarów — badanie temperatury ciała,
bóle owulacyjne (mittel-schmerz); zmiany w śluzie szyjkowym, zmiany w
samej szyjce (staje się miękka, rozpulchniona i podnosi się jej wysokość w
miednicy); chemiczne zmiany składu śluzu oraz zmiany w elektropotencjale
pochwowym itd.

Kliniczny geniusz Hipokratesa był
zdumiewający. Praktykując w IV wieku p.n.e., zdawał sobie sprawę ze zmian
zachodzących w szyjce macicy i składzie jej wydzielin. W aforyzmie 62 mówił:
"U kobiet, u których szyjka macicy jest zimna i gruba, zapłodnie­nie nie
nastąpi zbyt łatwo. Bardzo wilgotna szyjka zatapia i niszczy nasienie, ale i
nadmiernie sucha i gorąca — niszczy nasienie, nie dostarczając mu pokar­mu.
Kobiety wolne od tych stanów są najczęściej zapładniane". Być może
część z jego wywodów nie jest do końca prawdziwa, ale nieprawdopodobnym osiągnięciem
jest sam fakt obserwacji tych fizjo­logicznych zjawisk, z których część
lekarzy, posiada­jących drogi sprzęt medyczny, nie zdaje sobie sprawy.

Tak jak Król Salomon (który zm.
około 930 lat P.n.e) zaobserwował:

"To, co było, jest tym, co będzie,
a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie" (Koh 1,9).

Można
zdecydowanie powiedzieć, że ci, którzy żyją, opierając się na metodzie
naturalnego planowania rodziny, nie przyczyniają się do sterylizacji ani do
aborcji. Cieszą się także ze stałych związków małżeń­skich,
prawdopodobnie będących owocem praktyko­wania czystości małżeńskiej i
samodyscypliny seksu­alnej, której ta metoda wymaga.

Stanowisko papieskie

Papież nie ustanawia praw moralnych, trudno jest nawet powiedzieć, że
interpretuje prawa ustanowione przez Boga, zawarte w słowie Bożym, prawa
natury, tradycje i inspiracje Ducha Świętego. Zasady, których uczy, być może
nie zawsze są popularne, szczególnie jeśli chodzi o sferę seksualną, ale
sprawdziły się jako całkowicie poprawne. Obecny Papież jest odpowie­dzialny,
jako Głowa Kościoła, za około 920 milionów dusz, czyli 29% ludzkiej
populacji. On i jego poprzed­nicy przewidzieli konsekwencje, jakie wynikną ze
stosowania antykoncepcji, głównie współczesne nieszczęścia związane z tak
zwaną rewolucją seksual­ną. Znam inne osoby, które identyfikują się z
takim stanowiskiem.

Papież Pius XI w Casti connubii (1930 r.) powie­dział: "Kościół
katolicki, któremu sam Bóg powierzył zachowanie jedności i obyczajowości
moralnej, stojąc na krawędzi ruiny moralnej i wznosząc swój głos, na znak
swojej świętej misji, aby utrzymywać czystość więzi ślubnych, wolnych od
grzesznych błędów, głosi jeszcze raz:

Każde nadużycie w małżeństwie,
gdzie akt seksu­alny, przez działanie człowieka, jest pozbawiony swojej
naturalnej siły prokreacji, niszczy prawa Boże i prawa natury, i ci, którzy
dopuszczają się tego, są splamieni ciężkim grzechem śmiertelnym".

W swoim przemówieniu do włoskich
położnych (1951 r.) papież Pius XII potwierdził tę nienaruszal­ną zasadę
i odpowiedział na zarzuty, które zresztą nadal są stawiane - to znaczy, że
zakaz antykon­cepcji był przede wszystkim zjawiskiem kulturowym, które było
charakterystyczne dla minionych wieków, ale w obecnych czasach Kościół
winien zmienić swoje zdanie, pragnąc być akceptowanym, szczególnie przez młodych
ludzi. Tak odpowiedział na te zarzuty:

"Ten zakaz jest dzisiaj tak
silny jak był wczoraj, jutro i będzie zawsze, dlatego że nie jest to proste
zalecenie dotyczące ludzkich praw, ale wyrażanie praw natury i praw świętych."

Papież Jan XXIII nie przedstawił
żadnych zasad­niczych postanowień na ten temat, ale przeglądając jego przemówienia,
można się przekonać, że jego nauczanie było identyczne z nauczaniem jego po­przedników.

Najbardziej dramatyczne były rządy
Papieża Pawła VI i poglądy prezentowane w jego encyklice Humanae vitae
(1965 r.). Papież być może opóźniał swoje wystąpienie w tej sprawie
(ujawniony "raport większości" jego komisji doradczej wskazał, że
zakaz antykoncepcji miał być właśnie zniesiony, by wyjść naprzeciw
milionom ludzi, którzy zaczęli używać doustnych środków antykoncepcyjnych
i wiele osób oczekiwało, że Watykan zajmie pozycję zgodną z Towarzystwem
Planowania Rodziny), ale w końcu Namiestnik Chrystusa zachował nieugiętą
postawę. Główne założenia jego nauk znajdują się w numerze 11:

"Niemniej
Kościół woła ludzi do powrotu do przestrzegania norm naturalnych praw, tak
jak zostały one zinterpretowane przez odwieczną doktry­nę, ucząc, że każdy
akt małżeński musi być otwarty na dobro życia."

To proste
postanowienie jest najistotniejsze. Jego praktyczna interpretacja jest następująca:
tylko normalny stosunek płciowy jest dozwolony; nic nie wolno robić, co mogłoby
zaburzyć albo zniszczyć system rozrodczy; nie jest też konieczne, aby "życie"
zostało poczęte, ale normalne funkcje muszą być zachowane. Zakładając, że
akt małżeński jest oparty na miłości, dawaniu miłości i dawaniu życia,
powinny one być osiągane wspólnie.

Papież Jan
Paweł II, zwracając się do Papieskiej Rady dla Rodziny (1985), powiedział,
że nauczanie Kościoła na temat odpowiedzialności rodzicielskiej zostało
jasno przedstawione w Humanae vitae, w jego własnej Adhortacji
apostolskiej na temat rodziny (familiaris consortio), podczas licznych
cotygodnio­wych audiencji i w listach pasterskich do biskupów na całym świecie.
Mimo tego "dezorientacja i zwąt­pienie" w sprawie tego nauczania
stale się pogłębia. "Magisterium kościelne [urząd nauczycielski] nie
prezentuje zasad, których nie bylibyśmy w stanie wypełniać."

To ostatnie
zdanie przeczy szeroko przyjętemu poglądowi, iż mimo że ludzie mogli bardzo
dobrze żyć bez sztucznej antykoncepcji od początków rozwoju ludzkości, to
od XX wieku jest to całkowicie niemożli­we. Autor opiekował się tysiącem
dobrych par mał­żeńskich, które prowadzą szczęśliwe życie według
pryncypiów podkreślanych przez papieży.

Implikacje etyczne

Pomimo obecnej
popularności środków antykon­cepcyjnych twierdzenie, że stosowanie ich jest
normą, zarówno dla par małżeńskich, jak i niemałżeńskich jest niesłuszne.
Sztuczna antykoncepcja pozostaje poważnym, etycznym przewinieniem, chociażby
dla tych, którzy jasno rozumieją to zagadnienie. Poczucie winy innych może być
mniejsze w związku z ułom­nością ich percepcji.

Takie wytłumaczenie jest prawie
nie do zaakcepto­wania dla lekarzy, pielęgniarek i pracowników Towarzystwa
Planowania Rodziny. Ich główne problemy wywodzą się ze współpracy (zob.
rozdz. 2), która zwykle jest pośrednia, przybliżona i albo formalna, albo
materialna.

Szczególny problem etyczny
przedstawiają takie organizacje, jak Brook Clinics w Anglii (która była założona,
aby udostępnić antykoncepcję nieletnim) i kliniki Towarzystwa Planowania
Rodziny, które oferują usługi ułatwiające seksualne przygody wśród
nieletnich.

Wiele państw
pozwoliło tym antyrodzinnym organizacjom na przepisywanie środków antykoncep­cyjnych
dzieciom poniżej 16 roku życia (i na stoso­wanie znieczuleń i
przeprowadzanie aborcji) bez wiedzy i zgody ich rodziców. Nie może istnieć
bar­dziej ewidentny przykład podważania praw rodziciel­skich i ich
autorytetu, a profesja medyczna jest odpowiedzialna za akceptację takiej
niesprawiedli­wości.

Teolodzy
protestanccy

Powszechnie uważa się, że
tylko Kościół katolicki odrzuca kontrolę urodzin i różne seksualne naduży­cia,
ale w swojej interesującej książce Charles Provan cytuje sprzeciwy wobec tych
grzechów pospo­litych 98 luterańskich duchownych - od XVI do XX wieku. Są
tam zawarte postulaty Marcina Lutra (zm. 1546 r.) i Jana Kalwina (zm. 1564 r.).
Większość dyskusji dotyczyła grzechu Onana (Rdz 38,3-10) i tłumaczeń
Biblii na ten temat.

9

STERYLIZACJA

Definicja

Pojęcie sterylizacji obejmuje te techniki, których stosowanie prowadzi
do bezpłodności, nawet jeśli stosunek płciowy przebiega normalnie. Może być
ona tymczasowa lub permanentna, farmakologiczna lub chirurgiczna, bezpośrednia
lub pośrednia. Oczywiście istnieje analogia z antykoncepcją, szczególnie w
przypadku środków doustnych, które powodują tymczasową, farmakologiczną
sterylizację, ale przede wszystkim myślimy tutaj o zabiegach chirurgicznych,
których celem jest doprowadzenie do stałej niezdolności do zapładniania.

Techniki

Użyteczne jest, aby na wstępie oddzielić sterylizację pośrednią,
dlatego że nie stwarza ona żadnych problemów etycznych. Jeśli np.
histerektomia (usunięcie macicy) jest wykonana z powodu uzasadnionej przyczyny
takiej, jak ciężkie, patologiczne miesiączkowanie czy mięśniaki macicy, to
oczywiście kobieta zostaje wysterylizowana, ale nie jest to działanie
zamierzone i bezpośrednie. Głównym celem operacji jest leczenie pierwotnej
patologu. Taka bezpłodność jest dozwolona i przewidziana, ale nie bezpośrednio
zamierzona, nawet jeśli pacjent spostrzega ją jako istotny dodatek!

Z drugiej strony, nie jest rzadkością wśród pacjentek, że poddają się
one operacji wycięcia macicy tylko w celu sterylizacji, racjonalizując, że
operacja ta w obecnych czasach jest w miarę bezpieczna, unika się zrakowacenia
w przyszłości i chroni pacjentkę przed znoszeniem cykli menstruacyjnych z
"bezużytecznego" (bezpłodnego) narządu. Ta procedura jest oczywiście
przykładem bezpośredniej sterylizacji.

Usunięcie gonad (jajników lub jąder) w związku z ich zezłośliwieniem
powoduje, że pacjent jest wysterylizowany, ale jest to efekt pośredni i w związku
z tym dozwolony. Czasami prawidłowe gonady są usuwane dlatego, że przyczyniają
się do rozrostu guza w innym narządzie poprzez stymulację hormonalną jądra
w przypadku raka prostaty lub jajnika w raku piersi. Obydwie te operacje są uważane
za usprawiedliwione, pomimo że pośrednio powodują sterylizację.

Ale usunięcie prawidłowo funkcjonujących gonad u tych, którzy pragną
tylko operacyjnej "zmiany płci", która jest głównie problemem
psychologicznym, nie może być usprawiedliwione. Właściwie to określenie
"zmiana płci" jest błędne; płeć nie ulega zmianie, tylko staje się
niewidoczna.

Bezpośrednia sterylizacja oznacza w większości przypadków
chirurgiczne zniszczenie jajowodów u kobiet i nasieniowodów u mężczyzn.
Jajowody są niezbędne do pasażu komórki jajowej w dół, a nasienia z
plemnikami do góry. Jeśli podwiąże się je lub zamknie za pomocą zacisków
albo usunie (sal-pingektomia), albo też zniszczy przez diatermię lub laser,
wtedy komórki rozrodcze nie mogą się spotkać i dlatego zapłodnienie jest
niemożliwe. U mężczyzn nasieniowód umożliwia przejście nasienia z jąder
do pęcherzyków nasiennych, w których się one gromadzą. Jeśli nasieniowody
są podwiązane (wasektomia), to nasienie nie zawiera komórek rozrodczych.
Wasektomia nie jest terminem etymologicznie poprawnym, ale jest używana.
Bardziej właściwy opis brzmiałby inaczej: jest to "oddzielenie
nasieniowodów i ich podwiązanie". Jest to jednak termin zbyt nieporęczny.

Implikacje kliniczne

Te z zasady proste operacje czasami mają znaczny, niezamierzony wpływ na
pacjenta, społeczeństwo i na życie społeczne. Przy dużej ilości operacji
przeprowadzanych każdego roku ocenia się (niekoniecznie te informacje są
pewne), że w Stanach Zjednoczonych od 25 do 50% młodych małżeństw jest
permanentnie wysterylizowanych. Kiedy nieuchronny demograficzny spadek uderzy w
społeczeństwo, nie będzie możliwe, aby odwrócić przyrost naturalny. Tylko
emigracja będzie utrzymywała państwo i przemysł przy życiu.

Wiele osób nie
zdaje sobie sprawy, że sterylizacja może nie udać się przynajmniej w 1%
przypadków, w najgorszych grupach nawet do 7%, jak to zostało podane w mojej
książce Lekarz i małżeństwo chrześcijańskie. Wiąże się to z
tendencją organów do ponownego udrożnienia, czy jest to jajowód, czy
nasieniowód, czy zoperowana przepuklina. Niektóre z operacji kończących się
niepowodzeniem wywołują ciążę przemieszczoną i mogą okazać się dla
kobiety fatalną komplikacją.

Inną zastanawiającą komplikacją wynikającą z podwiązywania jajników
jest późniejsze występowanie obfitych miesiączek. W związku ze skomplikowaną
naturą tego oskarżenia ciężko je udowodnić, ale wielu lekarzy i pacjentów
jest przekonanych o jego prawdziwości. Ci, którzy wierzą we współczesną
medycynę, nie potrafią sobie wyobrazić, że taka prosta operacja mogłaby
doprowadzić do jakichkolwiek komplikacji, ale udany zabieg medyczny nie ma wpływu
na prawidłowe funkcjonowanie organizmu. Istnieje istotne podejrzenie, którego
udowodnienie może zająć lata, że podwiązanie nasieniowodów może być związane
z późniejszą kamicą nerkową lub rakiem prostaty. Ostatnie doniesienia na
ten temat pojawiły się w dwóch artykułach i towarzyszącej im opinii
redakcyjnej "Journal of the American Medical Association".

Wielokrotne
cięcia cesarskie

Ten podrozdział wymaga specjalnej uwagi, ponieważ obecnie sterylizacja
pacjentki uchodzi za działanie niemal rutynowe podczas drugiego cesarskiego cięcia,
co bardziej ma podłoże emocjonalne niż ściśle położnicze. Można obawiać
się, że w kolejnej ciąży okaleczona macica może się okazać zbyt słaba i
ulec rozejściu się podczas porodu lub pod koniec dziewiątego miesiąca ciąży.
Część problemu wiąże się z amerykańską sentencją: "Jedno cesarskie
cięcie? Zawsze cesarskie cięcie". Wiele szpitali osiąga imponujące
wyniki w bezpieczeństwie wykonywania powtarzanych (drugich) cesarskich cięć,
ale zasada ta prowadzi do ograniczenia rozmiarów rodziny do dwójki dzieci. A
co więcej: mimo że cesarskie cięcie jest bezpieczne, poród w sposób
naturalny jest zwykle bezpieczniejszy. Polityka zdrowotna w Wielkiej Brytanii
sprzyja porodom naturalnym, jeśli — oczywiście - nie ma rzeczywiście
uzasadnionych powodów wykonania pierwszego cesarskiego cięcia (niedotlenienie
płodu, problem w krwawieniu itd.).

Większość młodych amerykańskich położników nie sądzi, aby zasada
ta była słuszna, ale też nie zajmowali się oni przypadkami wielokrotnych
cesarskich cięć. Konieczne jest sięgnięcie do starszych autorów w celu
udowodnienia bezpieczeństwa dawnych zasad postępowania. Podobnie jak w książce
Lekarz i małżeństwo chrześcijańskie, pismo Amerykańskiego
Stowarzyszenia Lekarzy (JAMA) z 1956 r. zaprezentowało unikalny artykuł mówiący
o pacjentkach, które miały za sobą od 4 do 10 cesarskich cięć. Ja sam
wykonałem dwukrotnie serie sześciu cięć, ale w każdym z tych przypadków
blizny na macicy były zbyt słabe, aby je naprawić i dlatego dokonano wycięcia
macicy w czasie porodu. Niektórym wydaje się to trudne do zniesienia i pytają
się: "Dlaczego po prostu nie podwiązać jajników?" Oprócz problemów
etycznych to proste rozwiązanie może nieść ze sobą ujemne strony - takie
jak powtarzające się niepowodzenia (ciąża) albo ciąża przemieszczona; albo
obfite miesiączki prowadzące do wycięcia macicy; albo wystąpienie raka
endometrium (śluzówki macicy) w późniejszym okresie. Tak więc decyzja jest
bardziej skomplikowana niż się początkowo wydaje.

Błędy w
sposobie podejmowania decyzji

Jednym z aspektów sterylizacyjnej eksplozji, nigdy nie omawianym w
publikacjach na ten temat, jest to, co nazywam "błędami w sposobie
podejmowania decyzji". Odnosi się to do częstego przeoczenia faktu, że płodność
i możność zachodzenia w ciążę dotyczą nie jednego z małżonków, ale
obojga równocześnie; dlatego też małżonkowie powinni wspólnie podejmować
decyzję o nieuchronnej operacji sterylizującej. Nie są rzadkością
przypadki, kiedy to jeden z partnerów przeszedł operację bez wiedzy drugiego
lub bez konsultacji z nim. Zupełnie tragiczne są przypadki, w których mąż
poddał się zabiegowi podwiązania nasieniowodów, a wkrótce potem jego żona
zmuszona była do wykonania zabiegu wycięcia macicy.

Przypadek
kliniczny nr l

Pewnego razu przyszła do mnie pacjentka z nieokreślonymi dolegliwościami,
a ja odkryłem u niej ogromnych rozmiarów mięśniaki macicy. Nie ma wątpliwości,
że przez wiele lat rosły nie wywołując żadnych dolegliwości. Pacjentka
musiała zostać poddana zabiegowi wycięcia macicy - a potem okazało się, że
jej mąż — nie dalej niż trzy miesiące wcześniej! - przeszedł zabieg
podwiązania nasieniowodów. Jego operacja była nie tylko czynem niemoralnym,
ale także stratą czasu i pieniędzy. Prawdopodobnie w zaciszu domowym para ta
obwiniała się wzajemnie.

W innym
przypadku leczyłem pacjentkę, która zażądała, aby jej podwiązanym
jajnikom przywrócić ich pierwotną funkcję. Operacja podwiązania jajników
odbyła się ledwie dwa tygodnie wcześniej!

Ocena etyczna

Burząc prawidłową anatomię i funkcję jajowodów lub nasieniowodów,
dopuszczamy się okaleczenia i dlatego jest to złe pod każdym względem.
Przykazanie: "Nie zabijaj" zabrania takiego działania. To przykazanie
zawsze było rozumiane szerzej niż tylko jako zakaz zabijania, ale także jako
zakaz przemocy wobec ciała - samobójstwo, tortury, okaleczanie, zadawanie ran,
ryzykowanie własnym zdrowiem (przez użycie alkoholu, narkotyków itd.) lub
narażanie innych na ryzyko (prowadzenie samochodów w stanie nietrzeźwym).

Wielu z
obecnych lekarzy i pacjentów może nie zdawać sobie sprawy, że podwiązanie
jajowodów lub nasieniowodów można traktować jako okaleczenie. U niektórych
pojawia się jednak uczucie cierpienia i smutku. Po takiej operacji droga do zapłodnienia
jest na zawsze zamknięta.

Przypadek kliniczny nr 2

Pamiętam pewną kobietę, która miała za sobą dwa cięcia cesarskie w
związku z cukrzycą w czasie ciąży. Cukrzyca w ciąży jest zawsze
niebezpiecznym problemem, ponieważ poziom insuliny zmienia się gwałtownie i
mimo bardzo zaawansowanych współczesnych technik, dziecko jest zawsze narażone
na duże ryzyko podczas ciąży i natychmiast po porodzie.

Znajdowałem się w przylegającym do sali operacyjnej pokoju, kiedy
profesor wykonywał u tej kobiety cięcie cesarskie i w sposób rutynowy zakończył
operację sterylizacją. Dziecko nie podjęło funkcji oddechowych i, zanim
operacja się skończyła, zmarło. Także dar płodności na zawsze został jej
odebrany. Jedyne, co mogłem zrobić, to ochrzcić dziecko.

Prawdziwe oblicze sterylizacji ukazuje się wyraźniej, kiedy usuniemy je
z obszarów kultury zachodniej i rozpatrzymy w bardziej prostej scenerii. W 1977
r. pani Indira Gandhi doprowadziła do przymusowej sterylizacji osób ubogich w
Indiach. Zamiast przyjąć to jako pewnego rodzaju ulgę w ich trudnej sytuacji,
zaatakowali wojsko kijami i kamieniami, jedyną bronią, jaką mieli.
Irracjonalny sposób działania był jednym z czynników, który doprowadził do
jej politycznego upadku, niedługo po tym zdarzeniu.

W 1930 r.
Hitler wprowadził politykę sterylizacji upośledzonych umysłowo, Cyganów, Żydów
- w związku z niezwykłą pogardą dla tych prześladowanych mniejszości. Była
to olbrzymia zbrodnia wobec ludzkości, która nadal woła o pomstę do nieba.
Niektóre stany w USA pozwalają na karną sterylizację za niektóre popełnione
przestępstwa, a takie działania prowadzą do poważnych pytań etycznych na
temat moralności, mądrości a nawet przydatności takiego postępowania.

Współdziałanie

Wina jaką popełniają w przypadku sterylizacji lekarze, pielęgniarki, a
także pacjenci może być oceniona według kryteriów wymienionych w rozdziale
2. Trzeba przyznać, że najczęściej nie są oni świadomi konsekwencji
etycznych i że ich wina jest prawdopodobnie minimalna lub nawet żadna*. Dla
tych jednak, którzy są świadomi problemów etycznych, zakaz sterylizacji jest
absolutny i nie może być usprawiedliwiony żadnymi okolicznościami. Istnieją
miliony par, które nie są poddały się sterylizacji i nie uważają, że ich
życie jest nie do zniesienia.

Stanowisko papieskie

W Casti connubii (1930 r.) Papież Pius XI potępił sterylizację.
W 1940 r., po tym jak naziści rozpoczęli masową kampanię sterylizacyjną,
zapytany: "Czy bezpośrednia sterylizacja kobiety lub mężczyzny,
permanentna lub tymczasowa, jest zgodna z prawem?" - dał jednoznaczną
odpowiedz: "Nie - jest zakazana przez prawa natury."

Papież Pius XII
w swojej wypowiedzi do włoskich położnych (1951 r.) ogłosił: "Bezpośrednia
sterylizacja, która jest wykonywana w celu zakończenia lub uniemożliwienia
prokreacji, jest poważnym pogwałceniem praw moralnych."

W historycznej i
wielokrotnie dyskutowanej encyklice, Humanae vitae (1968 r.), Papież
Paweł VI zadeklarował: "[...] jak to już Nauczycielski Urząd Kościoła
wielokrotnie oświadczył - odrzucić należy bezpośrednie obezpłodnienie czy
to stałe, czy czasowe, zarówno mężczyzny, jak i kobiety" [14].

[Termin "czasowa" odnosi się przede wszystkim do
antykoncepcji hormonalnej, która jest formą odwracalnej sterylizacji.]

10

ABORCJA - WIELKA
NIEGODZIWOŚĆ

Współczesny holokaust

Nakłanianie do aborcji jest jednym z najbardziej nieprawdopodobnych
zjawisk ostatnich 30 lat, ale ponieważ nasza wrażliwość została stępiona
przez przenikający współczesne społeczeństwo występek, jesteśmy skłonni
przyjąć wobec niego postawę bezwolnej akceptacji. Każdego roku na świecie
wykonuje się prawie 50 milionów aborcji. Potraktowanie ich wyłącznie jako
wypadków śmiertelnych sprawia, że legalna aborcja stawia Hiroszimę i
Nagasaki, koszty konwencjonalnych wojen i ofiary wypadków drogowych na jednym
poziomie. Wszystkie one stają się mało ważnymi przypadłościami.

Moralna strona aborcji

Nie będziemy tutaj szczegółowo omawiać technik operacyjnych, obecnych
i przyszłych reperkusji demograficznych ani związanego z aborcją ryzyka.
Nasze rozważania ograniczymy wyłącznie do aspektów moralnych.

Jedną z trudności,
jaką napotykamy, to moment zdefiniowania początku życia ludzkiego. Do 1960 r.
powszechnie się przyjmowało, i każdy student embriologii mógł nam powiedzieć,
że życie rozpoczyna się od momentu zapłodnienia. Potem następuje połączenie
chromosomów każdego z rodziców i wtedy można już mówić o życiu nowej
niepowtarzalnej jednostki. Od tego momentu rozpoczyna się jej dalszy rozwój i
wzrost. W każdym mijającym dniu jest on już w pełni doskonałą istotą
ludzką, z anatomią i fizjologią odpowiednią dla danej fazy rozwoju. Zapłodniona
komórka jajowa, morula, blastocyst, embrion, płód, dziecko — są to
odpowiednie nazwy, które możemy nadać ludzkiej istocie w czasie jej rozwoju.
Na początku życia otrzymuje pokarm razem z płynami ustrojowymi, potem przez
łożysko, po narodzinach przez przewód pokarmowy, a dodatkowo wymiana tlenu
następuje przez układ oddechowy, a nie przez krew pępowinową.

Po
potwierdzenie możemy zwrócić się nie do lekarza, dla którego sprawy te
wydają się niepodważalne, ale również do Papieża Jana Pawła II, który
odniósł się do tej sprawy w postanowieniu dotyczącym aborcji:

"Prawo do życia nie zależy od specyficznego przekonania
religijnego. Jest to pierwotne, naturalne, niezbywalne prawo, które wynika z
godności każdej ludzkiej istoty. Obrona życia, od momentu zapłodnienia aż
do naturalnej śmierci, jest obroną ludzkiego gatunku, wynikającą z godności,
będącej podstawą

egzystencji, niezależnie od tego,
czy egzystencja ta została zaplanowana czy przyjęta przez osobę, która dała
jej początek. Każda refleksja na ten poważny temat powinna być rozpoczęta
od jasnej przesłanki:

aborcja jest pozbawianiem życia zdolnej
już do życia istoty ludzkiej."

Jak wiele mylnych wypowiedzi słyszymy od studentów obecnie kończących
studia! Na przykład, że życie rozpoczyna się nie od zapłodnienia, ale od
implantacji! To, oczywiście, ma usprawiedliwić stosowanie wkładek
domacicznych i innych wczesno-poronnych środków antykoncepcyjnych. "Uczłowieczanie"
(personhood) jest stopniowo przypisywane dziecku podczas życia wewnątrzmacicznego
i wczesnego dzieciństwa. Uczłowieczanie - ten w chory sposób faworyzowany
neologizm, nigdy nie był zdefiniowany. Daje wrażenie, że na prawo do życia,
które do tej pory było uznawane za naturalne dziedzictwo każdej ludzkiej
istoty, narodzonej lub nie, należy zapracować przez udowodnienie swojej
normalności i jego zbywalność nie wynika z faktu przynależności do gatunku
ludzkiego. Nie, to fundamentalne prawo jest teraz dawane dziecku przez lekarza
lub przez rodziców, kiedy sami zadecydują, który z potomków nadaje się do
życia.

Niniejszy
fragment pochodzi z raportu z dorocznego spotkania Amerykańskiego Towarzystwa
Medycznego w Louisville w Kentucky:

"[...] ten organ, będący reprezentacją lekarzy tego kraju,
publicznie wyraża swoją odrazę wobec nienaturalnego i gwałtownie narastającego
obecnie przestępstwa, jakim jest aborcja; rozumie jego prawdziwą naturę nie
jako proste przekroczenie publicznej moralności i przyzwoitości ani zagrożenie
życia matki, ale niczym nie usprawiedliwione i mordercze unicestwienie jej
dziecka."

Spotkanie to odbyło się w maju 1859 r. Tempora mutantur (Jak
zmieniają się czasy)! Obecnie więcej niż 1.5 miliona aborcji rocznie jest
wykonywanych w USA, nie przez przestępców, ale przez członków Amerykańskiego
Towarzystwa Medycznego. Historia ta powtarza się w każdym kraju, który wcześniej
uchodził za "cywilizowany".

Techniki aborcyjne

Nie jest konieczne, aby opisywać tutaj zwykłe, okrutne i barbarzyńskie
metody wykonywania aborcji, ale metodę najnowszą należy opisać, ponieważ
jest to metoda inteligentna i dokonywana z zimną krwią. Metoda ta to
"selektywne usuwanie płodów", co oznacza zabijanie jednych i
pozostawianie innych przy życiu. Ten problem pojawia się w związku z zapłodnieniem
pozaustrojowym (IVF), kiedy lekarz często powoduje powstanie wielokrotnych ciąż
z dwoma, trzema lub aż siedmioma płodami. Jeśli ciąże te zostałyby
nienaruszone, to istnieje duże ryzyko, że pacjentka urodziłaby je przedwcześnie
i w rezultacie byłyby to płody martwe lub noworodki z bardzo niską masą
urodzeniową. Mogłyby mieć uszkodzone mózgi, co dawałoby im możliwość
przeżycia tylko przez trzy miesiące i tylko dzięki kosztownej opieki
pediatry. Powstał więc pomysł niszczenia części płodów, aby zwiększyć
szansę przeżycia pozostałych braci lub sióstr. Tak jak opisywali to dr
Berkowitz i jego współpracownicy, ich technika jest "próbą zwiększenia
ich szans". W swojej praktyce mieli 12 przypadków takich ciąż, gdzie
dwie pacjentki miały po 6 płodów, jedna 5, pięć miało 4, a cztery 3. Razem
było 49 młodych ludzkich istot. Liczba ta została "zredukowana" do
25 (11 pacjentek miało 2 dzieci, a jedna 3), co oznacza, że 24 płody zostały
poświęcone dla dobra pozostałych.

W jaki sposób
to się dzieje? Pod kontrolą aparatu, "igła o wymiarze 20, zostaje
wprowadzona dokładnie do serca płodu [!]. [Po zastrzyku z chlorku potasu]
serce jest monitorowane wizualnie [przy użyciu specjalnej aparatury], aby
zaobserwować niepełny skurcz serca." Innymi słowy, serce było
obserwowane aż do ustania jego akcji - czyli do śmierci.

Usprawiedliwieniem
takiego rodzaju śmierci było zdanie: "Obciążenie finansowe [!] i
emocjonalne wynikające z wychowywania trojga lub więcej rodzeństwa jednocześnie,
może być wyniszczające..."

Należy zapamiętać,
że wszystkie te pacjentki same, dobrowolnie przeszły sztuczne zapłodnienie,
wiedząc wszystko na temat wykonywanej metody i konsekwencji z niej wypływających.
Jedna z pacjentek przeszła przez procedurę "usuwania" aż
dwukrotnie.

Gwałt i kazirodztwo

Stosunek wymuszony siłą i niepożądana ciąża są najcięższymi
problemami, szczególnie jeśli chodzi o wielokrotne kazirodztwo (z wieloma córkami)
lub gwałt zbiorowy. Ta krzycząca niegodziwość, zdawałoby się,
usprawiedliwia fakt dopuszczalności przerwania ciąży. Większość państw,
które próbują kontrolować legalną aborcję, nadal dopuszcza prawne jej
przeprowadzenie, gdy dojdzie do niej w przypadku gwałtu, czynu kazirodczego lub
uszkodzenia płodu, obok standardowego wyjątku, jakim jest "zagrożenie
fizycznego lub psychicznego zdrowia matki".

Zaoferowane "wynagrodzenie za krzywdę" jest niczym innym jak
zabijaniem poczętego dziecka przez aborcję. Dziecko nie powinno być
pozbawione praw do życia, tylko dlatego, że zostało poczęte w niewłaściwych
okolicznościach. Niesprawiedliwość tej sytuacji pogłębia się tylko
bardziej, jeśli dochodzi do zabójstwa (aborcji). To nie dziecko powinno zapłacić
za popełnione przestępstwo. Może się to wydawać stwierdzeniem trudnym do
zaakceptowania, w atmosferze tak silnych obciążeń emocjonalnych, wywołanych
przez te sytuacje, w której kobieta czuje, że musi zapłacić za popełnioną
przez kogoś zbrodnię. Powstrzymanie się od wykonania aborcji jest jedynym
rozwiązaniem, jakie dopuszcza Kościół katolicki, zgodnie z wymaganiami prawa
moralnego i sprawiedliwości.

Przypadek kliniczny

W ostatnim przypadku popełnionego kazirodztwa, w sprawie którego zostałem
powołany jako biegły sądowy, fakty nie zostały ujawnione aż do czasu, kiedy
dziecko miało 6 miesięcy. Zwolennicy aborcji twierdziliby, że dziecko poczęte
w wyniku gwałtu lub stosunku kazirodczego nie ma żadnych praw do życia. Jeśli
byliby konsekwentni w swoich poglądach, powinni byli zażądać, aby dziecko
zostało zabite, bez względu na jego wiek. Ubolewają, zupełnie słusznie, nad
długością "czyśćca", jakim staje się ciąża, poród i
wychowanie dziecka poczętego w wyniku gwałtu lub aktu kazirodczego. Aborcja
jest uważana za najprostszy sposób radzenia sobie z taką skomplikowaną
sytuacją i stresem, na jaki jest narażona pacjentka.

Działanie w
sytuacji kryzysowej

Co powinniśmy zrobić, jeśli kobieta poszukuje pomocy zaraz po dokonanym
na niej gwałcie? Większość z lekarzy pracujących na policji stosuje
"pigułkę dzień po stosunku" (morning-after pili) albo zakłada
wkładkę domaciczną. Te metody zmierzają do wywołania poronienia i w związku
z tym logicznie nie powinny być używane.

Ponieważ nie
był to stosunek małżeński, więc nasienie znalazło się w pochwie
bezprawnie i oczywiście powinno być usunięte. Zwykła kąpiel może nie być
wystarczająca, dlatego że inwazja nasienia w śluz szyjkowy następuje bardzo
szybko. Dlatego też wyssanie zwartości kanału szyjki i jamy macicy, aby usunąć
plemniki, jest legalne. Jeśli równocześnie doszłoby do utraty błony śluzówki
macicy, to niestety byłby to nieunikniony efekt uboczny tej metody. Na tym
etapie dramatu ciąża nie wchodziłaby w grę.

Problemy
związane z decyzją lekarską

W jaki sposób
lekarz rodzinny może sobie poradzić z nie tak rzadkim przypadkiem, który
nakazuje mu zgłaszanie każdej pacjentki, która chce wykonać aborcję, do
lokalnej kliniki "usuwającej" ciążę? Prawo, które zmusza w taki
sposób lekarza do współpracy, jest niesprawiedliwe i lekarz nie powinien być
za nie obwiniany.

Lekarz powinien zapewnić, że
pacjentka dostanie list polecający do kliniki aborcyjnej i wyglądałby on następująco:

"Drogi Panie, Pani Smith zamierza zgłosić się do Pana kliniki. Według
mojej opinii nie ma żadnego medycznego wskazania, aby usprawiedliwić aborcję
w tym przypadku. Wykonanie jej byłoby niezgodne ze składaną przez nas Przysięgą
Hipokratesa oraz byłoby zaniechaniem naszych obowiązków opieki nad pacjentem,
urodzonym i tym nie narodzonym.

Jeśli
pacjentka miałaby cierpieć z powodu różnych, często występujących
komplikacji, takich jak krwotok, infekcja miednicy, niepłodność, perforacja
macicy itd., to zapewniłem ją, że będę ją wspierał w roszczeniach o
odszkodowanie."

Można zapewnić z całą pewnością, że nie ma żadnych medycznych
wskazań, które miałyby usprawiedliwić aborcję. Nawet jeśli pacjentka ma
poważne problemy, to jest ona bardziej zagrożona anestezją i operacją usunięcia
ciąży, niż tym, co wiąże się ze zwyczajowym rozwiązaniem tego problemu.
Zaoferowałem każdemu 1000 dolarów nagrody, kto jest w stanie podważyć to
orzeczenie, i jak dotąd nikt nie odważył się tego zrobić.

Jakiś czas temu napisałem artykuł, który pokazał, opierając się na
63 publikacjach ze światowej literatury, że "lecznicza" aborcja jest
koncepcją nie do przyjęcia we współczesnym świecie. Jeśli moje orzeczenie
było zgodne z prawdą w 1968 r., to bez wątpienia jest prawdziwe także teraz.

Płód
jest naszym pacjentem

Lekarz rodzinny,
który wita każdą nową pacjentkę w ciąży pytaniem: "Czy Pani jej
chce? Czy też wolałyby Pani przerwać ciążę?" — musi wziąć na
siebie część odpowiedzialności za współczesny stosunek do aborcji. Lekarz
taki wykorzystuje pacjentkę, która w tym czasie przechodzi okres depresji,
gorszego samopoczucia związanego z porannymi nudnościami, być może jest
niezamężna i ma ambiwalentne uczucia co do faktu posiadania dziecka. Jest to
czas, kiedy kobieta potrzebuje współczucia, wsparcia, podtrzymania na duchu i
prawdziwej miłości. W swojej książce na temat opieki przedporodowej27opisałem, jak należy opiekować się taką kobietą.

Powszechne założenie, że lekarz
jest odpowiedzialny za matkę, ale nie za dziecko w jej łonie, jest równocześnie
nielogiczne i błędne. Od momentu, kiedy ciężarna matka oddaje się pod opiekę
lekarza, ma on dwóch pacjentów i etyczny obowiązek, aby zapewnić
profesjonalną opiekę i matce, i dziecku. Fakt, że jedno z nich jest mniejsze,
niewidoczne (chyba że w USG) i nic nie mówi, nie tłumaczy odmowy wykonania
tego podstawowego, lekarskiego obowiązku.

Nie ma żadnych wątpliwości, że
wielu lekarzy zamyka oczy na sprawy dotyczące embriologii i nie może uwierzyć,
że ten mały, nawet mikroskopijny, wewnątrzmaciczny pasażer jest prawdziwą
ludzką istotą. Lekarze wykonujący zapłodnienie pozaustrojowe wiedzą, że
jest taką istotą; nawet fotografują go w fazie komórkowej i dumni rodzice
wieszają sobie taką fotografię na ścianie.

Nawet jeśli matka odrzuci takie
dziecko i zażąda jego unicestwienia, lekarz nie może go nigdy porzucić. On
jest jego ostatnią linią obrony. Jeśli zignoruje głos sprawiedliwości i
przez tchórzostwo zgodzi się na odebranie dziecku życia, wszystko będzie
stracone - dziecko, szacunek matki dla samej siebie, reputacja służby zdrowia,
stabilność społeczeństwa, po prostu wszystko.

Ocena etyczna

Aborcję można
zdefiniować jako bezpośrednie zabijanie niewinnej ludzkiej istoty.

"Bezpośrednie" — różne
techniki wykonywania aborcji, czy poprzez zastosowanie farmakologii, czy metodą
chirurgiczną, są bezpośrednim atakiem na nie narodzone dziecko. Czasami
dziecko może cierpieć pośrednio w czasie farmakologicznej lub medycznej
interwencji nie związanej bezpośrednio z ciążą. Jeśli umrze lub zostanie
poronione w wyniku tych działań, to nie można obarczyć winą lekarza, nawet
jeśli zgon był do przewidzenia, choć nie był bezpośrednio oczekiwany.

"Zabijanie" - nie ma żadnych
wątpliwości, że zabijanie dziecka leży u podstaw aborcji, pomimo mylącego
eufemizmu, którym jest ta procedura otoczona - "zakończenie ciąży",
"selektywne redukowanie płodu" itp. Prawda ujawnia się dopiero
wtedy, kiedy wykonywana jest późna aborcja i kiedy prawdopodobnie w wyniku
nieprawidłowego określenia wieku etażowego dziecko rodzi się żywe. Istnieje
wiele zarejestrowanych przypadków uduszenia przez lekarza dziecka, które
urodziło się żywe, utopienia go, wykrwawienia się na śmierć czy zagłodzenia.
W każdym z tych przypadków powszechnie przyjętym usprawiedliwieniem takiego
barbarzyństwa jest niepisany kontrakt z pacjentką, że dziecko ma się urodzić
martwe, a nie żywe.

"Niewinnej"
— pomimo nienawiści a nawet wściekłości skierowanej przeciwko dziecku i
okrutnych metod, które doprowadzają do jego zgonu, nadal jest to niewinna
istota. Jest ona niezdolna sama z siebie do bycia złą. Dziecko nie jest
"zagrożeniem" życia matki, nawet jeśli doraźnie bycie ciężarną
jest uciążliwym kłopotem.

"Ludzkiej istoty" — fakt nie do zaprzeczenia, zgodnie z
naszymi wcześniejszymi wyjaśnieniami. Należy przyznać, że jest bardzo małych
rozmiarów, ale prawa ludzkie nie są ustanawiane za pomocą centymetra.

Aborcja jest w związku z tym poważnym wykroczeniem moralnym. Jest
absolutnie zakazana i żadne okoliczności nie są w stanie jej usprawiedliwić,
nawet jeśli istnieje poważne i prawdziwe zagrożenie życia, zdrowia, wolności,
ekonomicznej stabilności lub statusu społecznego.

Stopień karygodności tych
wszystkich działań związanych z aborcją jest omówiony w rozdziale 2

Najprawdopodobniej głównym aktorem w tym domowym
dramacie jest nieszczęśliwa, młoda matka, która nie jest w pełni
odpowiedzialna za karygodność popełnionego czynu, dlatego że jej wiedza na
ten temat jest bardzo niepełna (co po części jest związane z siłą oddziaływania
mediów, propagandą za wolnym wyborem [czytaj: przeciw życiu]). Jej ocena jest
zamazana przez stresujący ją nacisk wywierany przez rodzinę, chłopaka czy męża.
W krajach takich jak Chiny i - znajdujący się pod ich dominacją — Tybet,
gdzie aborcja jest wymuszana i kobiety są zaciągane wśród krzyków do
wykonującego aborcję, nie można mówić o żadnym elemencie winy.

Stanowiska
papieży, Ojców Kościoła i ludzi dobrej woli

Kościół konsekwetnie przeciwstawiał się aborcji od początku swego
istnienia. W księdze Didache (około 100 roku po narodzeniu Chrystusa),
którą uważa się za zbiór najwcześniejszych zasad chrześcijańskiej wiary
i praw moralnych, mówi się: "Nie powinno się zabijać płodu przez
aborcję". Athenagoras (około 177 r.) i Tertulian (około 225 r.) opisują
aborcję jako morderstwo. Podobne postanowienia były ogłoszone przez św.
Cypriana (zm. w 258 r.) i św. Hipolita (zm. w 235 r.), a także przez synod w
Elwirze (około 300 r.) i św. Bazylego Wielkiego (zm. w 235 r.), który głosił:
"Kobieta, która świadomie niszczy płód, odpowiada za morderstwo. I żadne
różnicowanie, czy Jest to w pełni uformowany, czy jeszcze nieuformowany płód,
jest dla nas nie do przyjęcia." W IV i V w. św. Jan Chryzostom i św.
Augustyn głosili podobne poglądy.

We współczesnym świecie aborcja była wielokrotnie potępiana w
papieskich encyklikach i przemówieniach oraz odpowiedziach Stolicy
Apostolskiej.

W Humanae
vitae (1968), Papież Paweł VI głosił:

"[...] czujemy się w obowiązku raz jeszcze oświadczyć,
że należy bezwarunkowo odrzucić - jako moralnie niedopuszczalny sposób
ograniczenia ilości potomstwa - bezpośrednie naruszanie rozpoczętego już
procesu życia, a zwłaszcza bezpośrednie przerywanie ciąży, choćby
dokonywane ze względów leczniczych" [14].

Stałe nauki Kościoła zostały
potwierdzone przez Drugi Sobór Watykański (1962-1965) w Gaudium et spes
(Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym). W numerze
27 jest powiedziane:

"Ponadto wszystko, co godzi w samo życie, jak Wszelkiego rodzaju zabójstwa,
ludobójstwo, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; [...]
wszystko te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym".

Wielu ma wrażenie, że przede wszystkim Kościół katolicki
przeciwstawia się aborcji, ale nie jest to zgodne z prawdą. Wiele Kościołów
protestanckich przyłączyło się i stoi na czele w walce z tą niesprawiedliwością.
Należy przyznać, że w ostatnich latach oni także cierpieli z powodu bezpośredniego
ataku, albo byli nękani argumentami zwolenników aborcji. Dietrich Bonhoffer,
wielki teolog luterański, który został zamordowany przez nazistów w 1945 r.,
napisał w swojej książce Etyka:

"Zniszczenie embrionu w macicy jest przestępstwem polegającym na
odebraniu prawa do życia, którym Bóg obdarzył poczynającego się osobnika.
Pytanie, czy troszczymy się tutaj o ludzką istotę, czy też nie, stawia się
tylko po to, aby bardziej skomplikować ten problem. Faktem jest, że Bóg na
pewno miał zamiar wykreowania ludzkiej istoty i została ona poczęta, w sposób
świadomy jednak pozbawiono ją życia. A jest to niczym innym jak
morderstwem."

Dwóch innych protestanckich
profesorów wyraziło podobne poglądy. Helmut Tielecha z Uniwersytetu w
Hamburgu, powiedział: "Kiedy zapłodnienie już nastąpiło, nie ma
miejsca na pytanie czy człowiek ma być odpowiedzialny za możliwe
rodzicielstwo, oni już zostali rodzicami." Karl Barth (1968) z Bazylei w
Szwajcarii powiedział "Ten, kto zniszczy wschodzące życie, zabija człowieka".

Zasady ortodoksyjnych Żydów sformułował dr
Immanuel Jakobovits, naczelny rabin w Anglii:

"Bazując na tych zasadach, obecni rabini występują
wspólnie w potępianiu aborcji, służącej eliminowaniu kalekiej istoty, przed
lub po urodzeniu, uznając ją za atak na świętość życia ludzkiego."

Przykro jest stwierdzić, że częstotliwość występowania
aborcji w Izraelu jest jedną z najwyższych na świecie i konsekwencją tego
jest bardzo niski przyrost naturalny. To nie może się ciągnąć w nieskończoność.
Jest nie do pomyślenia, że naród wybrany, po tych wszystkich tysiącleciach,
mógłby popełnić zbiorowe samobójstwo i zniknąć z powierzchni Ziemi. Należy
coś zrobić, aby zatrzymać tę destrukcję, nie tylko w Izraelu, ale i także
w naszych państwach.

Najprawdopodobniej głównym aktorem w tym domowym
dramacie jest nieszczęśliwa, młoda matka, która nie jest w pełni
odpowiedzialna za karygodność popełnionego czynu, dlatego że jej wiedza na
ten temat jest bardzo niepełna (co po części jest związane z siłą oddziaływania
mediów, propagandą za wolnym wyborem [czytaj: przeciw życiu]). Jej ocena jest
zamazana przez stresujący ją nacisk wywierany przez rodzinę, chłopaka czy męża.
W krajach takich jak Chiny i - znajdujący się pod ich dominacją — Tybet,
gdzie aborcja jest wymuszana i kobiety są zaciągane wśród krzyków do
wykonującego aborcję, nie można mówić o żadnym elemencie winy.

Stanowiska papieży, Ojców Kościoła i ludzi dobrej woli

Kościół konsekwetnie przeciwstawiał się aborcji od początku swego
istnienia. W księdze Didache (około 100 roku po narodzeniu Chrystusa),
którą uważa się za zbiór najwcześniejszych zasad chrześcijańskiej wiary
i praw moralnych, mówi się: "Nie powinno się zabijać płodu przez
aborcję". Athenagoras (około 177 r.) i Tertulian (około 225 r.) opisują
aborcję jako morderstwo. Podobne postanowienia były ogłoszone przez św.
Cypriana (zm. w 258 r.) i św. Hipolita (zm. w 235 r.), a także przez synod w
Elwirze (około 300 r.) i św. Bazylego Wielkiego (zm. w 235 r.), który głosił:
"Kobieta, która świadomie niszczy płód, odpowiada za morderstwo. I żadne
różnicowanie, czy Jest to w pełni uformowany, czy jeszcze nieuformowany płód,
jest dla nas nie do przyjęcia." W IV i V w. św. Jan Chryzostom i św.
Augustyn głosili podobne poglądy.

We współczesnym świecie aborcja była wielokrotnie potępiana w
papieskich encyklikach i przemówieniach oraz odpowiedziach Stolicy
Apostolskiej.

W Humanae
vitae (1968), Papież Paweł VI głosił:

"[...] czujemy się w obowiązku raz jeszcze oświadczyć,
że należy bezwarunkowo odrzucić - jako moralnie niedopuszczalny sposób
ograniczenia ilości potomstwa - bezpośrednie naruszanie rozpoczętego już
procesu życia, a zwłaszcza bezpośrednie przerywanie ciąży, choćby
dokonywane ze względów leczniczych" [14].

Stałe nauki Kościoła zostały
potwierdzone przez Drugi Sobór Watykański (1962-1965) w Gaudium et spes
(Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym). W numerze
27 jest powiedziane:

"Ponadto wszystko, co godzi w samo życie, jak Wszelkiego rodzaju zabójstwa,
ludobójstwo, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; [...]
wszystko te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym".

Wielu ma wrażenie, że przede wszystkim Kościół katolicki
przeciwstawia się aborcji, ale nie jest to zgodne z prawdą. Wiele Kościołów
protestanckich przyłączyło się i stoi na czele w walce z tą niesprawiedliwością.
Należy przyznać, że w ostatnich latach oni także cierpieli z powodu bezpośredniego
ataku, albo byli nękani argumentami zwolenników aborcji. Dietrich Bonhoffer,
wielki teolog luterański, który został zamordowany przez nazistów w 1945 r.,
napisał w swojej książce Etyka:

"Zniszczenie embrionu w macicy jest przestępstwem polegającym na
odebraniu prawa do życia, którym Bóg obdarzył poczynającego się osobnika.
Pytanie, czy troszczymy się tutaj o ludzką istotę, czy też nie, stawia się
tylko po to, aby bardziej skomplikować ten problem. Faktem jest, że Bóg na
pewno miał zamiar wykreowania ludzkiej istoty i została ona poczęta, w sposób
świadomy jednak pozbawiono ją życia. A jest to niczym innym jak
morderstwem."

Dwóch innych protestanckich
profesorów wyraziło podobne poglądy. Helmut Tielecha z Uniwersytetu w
Hamburgu, powiedział: "Kiedy zapłodnienie już nastąpiło, nie ma
miejsca na pytanie czy człowiek ma być odpowiedzialny za możliwe
rodzicielstwo, oni już zostali rodzicami." Karl Barth (1968) z Bazylei w
Szwajcarii powiedział "Ten, kto zniszczy wschodzące życie, zabija człowieka".

Zasady ortodoksyjnych Żydów sformułował dr
Immanuel Jakobovits, naczelny rabin w Anglii:

"Bazując na tych zasadach, obecni rabini występują
wspólnie w potępianiu aborcji, służącej eliminowaniu kalekiej istoty, przed
lub po urodzeniu, uznając ją za atak na świętość życia ludzkiego."

Przykro jest stwierdzić, że
częstotliwość występowania aborcji w Izraelu jest jedną z najwyższych na
świecie i konsekwencją tego jest bardzo niski przyrost naturalny. To nie może
się ciągnąć w nieskończoność. Jest nie do pomyślenia, że naród
wybrany, po tych wszystkich tysiącleciach, mógłby popełnić zbiorowe samobójstwo
i zniknąć z powierzchni Ziemi. Należy coś zrobić, aby zatrzymać tę
destrukcję, nie tylko w Izraelu, ale i także w naszych państwach.

line-height:200%">11

HOMOSEKSUALIZM

Homoseksualizm w
dziejach

Obecnie
homoseksualizm przeżywa jeden z historycznych okresów wzmożonej popularności.
Całą swoją edukację pobierałem w szkołach z internatem, byłem też w
marynarce wojennej przez trzy lata, czasami zamknięty w kadłubie statku z 850
innymi marynarzami. Jestem pewien, że w każdej z tych sytuacji homoseksualizm
ujawniał się rzadko. Teraz wydaje się, że pojawia się wszędzie. Ogromna
fala hedonizmu zalała cały świat, wchłaniając każde społeczeństwo. A
homoseksualizm jest jednym ze sposobów jego wyrażania.

Ten grzech nie jest czymś nowym.
Istniało wiele przypadków homoseksualizmu, ujawnionego w czasach przedchrześcijańskich.
Arystoteles (323 przed narodzeniem Chrystusa), pisząc na temat "chorych
lub perwersyjnych przyjemności", zauważył: "Są inne chorobliwe
stany, które są rezultatem przyzwyczajenia, takie jak: rwanie sobie włosów i
obgryzanie paznokci, jedzenie węgla i ziemi, a także homoseksualizm mężczyzn;
niektóre są naturalne dla części ludzi, inne są konsekwencją przyzwyczajeń,
jak w przypadku ofiar przemocy seksualnej w dzieciństwie."

Opisując homoseksualistów jako
"chorych" lub "perwersyjnych", w dzisiejszych czasach nie byłby
on popularny, ale trzeba wiedzieć, że miał on na tyle duże doświadczenie
kliniczne, aby uzmysłowić sobie, na długo przed nowoczesną psychiatrią, że
niektóre z tych stanów są naturalnymi "orientacjami", podczas gdy
inne są związane z urazowymi przeżyciami z okresu dzieciństwa.

Plus ca change, plus la meme
chose (Im bardziej rzeczy się zmieniają, tym bardziej pozostają one takie
same). Ludzki geniusz inwencji nie powiększył historycznego zasięgu opcji
seksualnych - nadal jesteśmy skazani na te same, stare dewiacje normalnego
stosunku płciowego: sodomia, seks oralny, safizm, miłość lesbijska itd. Ale
nowością są usiłowania teologów i psychiatrów, aby przedstawić te aktywności
jako "normalne". Wiele krajów zachodnich posunęło się do
dekryminalizacji homoseksualizmu. Ich wiodącym argumentem było to, że społeczeństwo
nie ma żadnego prawa do interesowania się tym, co robi "wolna, dorosła
osoba prywatnie". Faktem pozostaje, że to, co robi się w prywatnej
sypialni, szybko się upowszechnia, mając wpływ na całą społeczność. Obciążenia
wynikające z opieki nad cierpiącymi z powodu AIDS, aż do momentu ich śmierci,
prawdopodobnie przyczynią się do bankructwa wielu placówek opieki społecznej.
Zwyczajni ludzie boją się ryzyka zachorowania i utajonej przemocy, która
towarzyszy nienormalnym praktykom seksualnym.

Ocena etyczna

Ważne jest, aby rozróżnić orientację homoseksualną od czynów
homoseksualnych. Bardzo niewielka ilość mężczyzn i kobiet rodzi się z
nieprawidłowościami anatomicznymi (interseksualizm, hermafrodytyzm) albo
psychicznymi, które kierują ich seksualne zainteresowania w stronę osób tej
samej płci. Osoby, które wykazują takie tendencje, powinny być traktowane
inaczej i ich postępowanie nie zasługuje na miano czynu karygodnego.

Znaczna większość aktywnych homoseksualistów jednak wybiera swoje
tajemne praktyki dobrowolnie. Nikt nie jest zmuszony do podejmowania
jakiejkolwiek specyficznej formy aktywności seksualnej. Niektórzy psychiatrzy
uważają, że poza "możliwościami" zaawansowanych homoseksualistów
jest to, aby na nowo nawiązali związki z osobami przeciwnej płci. Bardziej słuszne
może być stwierdzenie, że kiedy raz zostali już wciągnięci w taką formę
uprawiania seksu, to później mają awersję do aktów hetero-seksualnych.
Istnieją wątpliwości co do słuszności teorii "wykluczenia" w
odniesieniu do homo-seksualizmu, dzięki obserwacji faktu, że wielu ludzi należących
do tej subkultury jest biseksualnych.

Kiedy parę lat temu naciskano na American College of Psychiatrists
(Amerykańskie Kolegium Psychiatrów), aby usunąć "homoseksualizm" z
tradycyjnej listy chorób psychicznych, zapanowała wielka radość wśród
homoseksualistów - takie działanie udowodniło, że są "normalni".

Które z
ludzkich działań są "normalne" lub "słuszne"? Te ludzkie
działania są normalne, które dostosowują się do praw psychologicznych, a słuszne
te, które są w zgodzie z prawami moralnymi. Nikt nie podważa, nawet z
elementarnego punktu widzenia anatomii i fizjologii narządów płciowych, ich
ukształtowania i celu, dla którego zostały stworzone, czyli do odbywania
stosunków heteroseksualnych i reprodukcji. Fakt, że dziwaczne użycie tych
narządów jest możliwe, nie powoduje, że takie akty seksualne stają się
normalne i słuszne. Jeśli tak by się działo, to także każde bestialstwo
miałyby prawo być uznane za zachowanie normalne, gdyż odzwierciedla ono
orientację danej osoby.

Zamieszanie w umysłach ustawodawców
i społeczeństwa postawiło nas przed nowym problemem:

chodzi o takie wynaturzenie, jak
zawieranie małżeństw homoseksualnych w obecności homoseksualnego księdza.
Nic dziwnego, że młodzi, którym zademonstruje się w sposób otwarty uczucia,
zwykle zarezerwowane dla kobiet i mężczyzn w związku małżeńskim, nie będą
potrafili krytycznie odnieść się do takiej sytuacji i będą cierpieć z
powodu kryzysu tożsamości.

W Starym
Testamencie możemy znaleźć wersy, które potwierdzają starożytne potępienie
sodomii (Rdz 18,16-33 i 19,1-9). Sprawa ta wydaje się dość jednoznaczna i
jasna. Nazwa sodomia pochodzi od miasta Sodoma i od tego biblijnego fragmentu.
Ten termin przetrwał przez tyle wieków, ale obecnie istnieją biblijni
egzegeci, którzy zaprzeczają takiej, błędnej interpretacji i mówią o
grzechu Sodomy i Gomory jako o "braku gościnności". Ta myśl wydaje
się niedorzeczna. Ludzie Sodomy, którzy próbowali zniszczyć drzwi Lota, aby
dostać się do jego gości, którymi byli mężczyźni, powiedzieli
"Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić". I na dowód
tego, że ich zainteresowanie miało wyraźnie charakter seksualny, a nie
towarzyski, Lot w zamian zaoferował swoje córki. Nawet jeśli nie chodziłoby
o epicką stronę tej historii, to trudno byłoby uwierzyć w ofertę Lota; ale
nie ma wątpliwości, że sodomia była tym występkiem, który mieli na celu.
Przede wszystkim za popełnienie tego grzechu dwa miasta:

Sodoma i Gomora, zostały
zmiecione z powierzchni ziemi.

W Nowym Testamencie potępienie
homoseksualizmu manifestuje się w wypowiedzi św. Pawła:

"Dlatego wydał ich Bóg
poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się
bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i
stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu zamiast służyć Stwórcy, który
jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę
bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z
naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne
współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami
uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za
zboczenie" (Rz 1,24-27).

Sam nasz Pań
przypominał karę, jaka dotknęła Sodomę i Gomorę, i przepowiadał tym
miastom, które odrzucą Jego uczniów lub Jego nauczanie jeszcze gorszy los:
"Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów
waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta strząśnijcie proch z nóg
waszych. Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorskiej lżej będzie w
dzień sądu niż temu miastu" (Mt 10,14-15).

W naszych
czasach chaos, który zapanował wraz z rewolucją seksualną, brak wspólnego
stanowiska wśród teologów, doprowadził Papieża do wydania instrukcji
pokazującej drogę wiernym. W 1975 r. watykańska Deklaracja o niektórych
zagadnieniach etyki seksualnej całkowicie potępiła masturbację, cudzołóstwo
i akty homoseksualne. Żadne okoliczności nie są w stanie usprawiedliwić tych
złych czynów. Zajęcie takiego stanowiska prowadzi do obarczenia ciężarem
tych, którzy uprawiają takie praktyki, ale nie oznacza to, że nie mogą oni
powrócić do normalnego życia z pomocą modlitwy, sakramentu odpuszczenia i
Eucharystii.

Zalecenia medyczne

Homoseksualizm wiąże się z wieloma problemami medycznymi. Lekarze, przy
wsparciu medycznych organizacji, nie powinni stwarzać wrażenia, że
homoseksualizm jest "normalną" i w związku z tym akceptowalną i
moralnie neutralną formą życia płciowego. Nie może też stanowić terapii
dla nieadekwatności seksualnej, ani być odmiennością godną
eksperymentowania w małżeństwie. Nie powinien zdobyć akceptacji równej
normalnym hetero-seksualnym związkom. A szczególnie lekarze nie powinni się
zgadzać na adoptowanie dzieci przez takich partnerów.

Nie oznacza to, że homoseksualiści
powinni być odrzuceni, czy też traktowani z mniejszym niż inni miłosierdziem.
Bardzo często są to osoby cierpiące, wielu z nich ma zaburzenia emocjonalne,
część myśli o samobójstwie. Fakt, że wiele z ich problemów może być
wywołanych przez nich samych, nie tłumaczy z zaniechania przez nas obowiązku
opiekowania się nimi.

Jeśli rozwinie się u nich AIDS
lub ARC (zespół objawów związany z AIDS), są oni wtedy narażeni na
niebezpieczeństwo bycia współczesnymi trędowatymi, wyrzutkami społeczeństwa
albo po prostu nieszczęśliwymi braćmi. Przepowiednia św. Pawła:
"Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć" (Rz 6,23) - jest oczywiście
prawdziwa dla wielu takich przewinień, jak zabójstwo, samobójstwo, złość,
zazdrość i żarłoczność - ale jeśli ktoś spróbuje odnieść to do grzechów
seksualnych, zawsze pojawia się wielki protest. AIDS, jak cały świat wie lub
powinien już teraz wiedzieć, niezmiennie i nieuchronnie prowadzi do wczesnej i
okropnej śmierci.

W wielu krajach grupy homoseksualistów mają wielką polityczną siłę.
Bardzo często dostają duże sumy pieniędzy, pochodzące od podatników, i próbują
promować "bezpieczny seks."

Zwolennicy praw gejów i Towarzystwo Planowania Rodziny, podały sobie ręce
w sprawie ratowania stylu życia swoich członków oraz innych ludzi, z różnych
przyczyn, między innymi rasowych po to, aby ograniczyć liczbę dzieci, za które
społeczeństwo będzie ekonomicznie odpowiedzialne. Z punktu widzenia etyki
jest to fatalny, wadliwy program.

Niechciane ciąże i AIDS nie są problemem w kochającym się i
monogamicznym związku małżeńskim, gdzie godność pary jest wzmacniana przez
wzajemny szacunek i samokontrolę.

Próby kontrolowania epidemii AIDS przez społeczeństwo nie przynoszą
rezultatu; wiąże się to z zaufaniem, jakim cieszą się magiczne talizmany
-prezerwatywy. Prezerwatywa zrobiona z latexu ma "dziurki" rozmiarów
5 mikronów. Prezerwatywa, jak wszyscy wiedzą, rzadko chroni przed ciążą, do
której może dojść tylko raz w ciągu miesiąca. Jeżeli ciąża powstaje w
wyniku przeniknięcia spermy, której cząstki mają rozmiar około 50 mikronów,
to w jaki sposób, prezerwatywa może zatrzymać wirus o średnicy 0,1 mikrona i
który może pojawić się każdego dnia miesiąca? Powinno być jasne, że nie
ma absolutnie żadnego dowodu na to, że stosowanie prezerwatywy zmniejsza
ryzyko zapadalności na infekcje HIV lub AIDS. Takie rozumowanie jest bardzo
niebezpieczne. Choroba ta została rozpoznana w 1980 r. i ponieważ przed
postawieniem rozpoznania klinicznego mija około 7-10 lat, jest jeszcze zbyt
wcześnie, aby móc ocenić zastosowanie prezerwatywy w zapobieganiu tej
chorobie. Inne rekomendowane metody bezpiecznego seksu są wulgarne, a więc nie
do powtórzenia.

Zauważmy, że powód, dla którego
Kościół przeciwstawia się rozdawaniu młodzieży prezerwatyw, jako części
kampanii na rzecz bezpiecznego seksu, jest różny od przeciwstawiania się
używaniu prezerwatyw przez pary heteroseksualne. W tym drugim przypadku (zobacz
rozdz. 8) pojawia się element unieważniania płodności i także sztucznego
wykorzystania natury męskiego organu. Dekalog zabrania między innymi cudzołóstwa,
pożądania, a także jakichkolwiek form aktywności seksualnej poza małżeństwem.
Takie akty z użyciem lub bez użycia środków antykoncepcyjnych są zawsze złe.
Jeśli chodzi o aktywność homoseksualną, to nie ma żadnych wątpliwości co
do jej wpływu na płodność. I jeśli sodomia jest praktykowana, to małą różnicę
stanowi fakt, czy profilaktyczne środki zostaną użyte, czy też nie. To działanie
jest równie grzeszne, bez względu na okoliczności.

Dystrybucja prezerwatyw i
traktowanie tego jako oficjalnej działalności, szczególnie w szkołach,
stwarza duże ryzyko dla młodych, ponieważ będzie zachęcała do
eksperymentowania homoseksualnego i heteroseksualnego. Będzie stwarzać wrażenie,
że większość dorosłych ma jednakowe podejście do tych aktywności, co jest
sprzeczne z opinią większości rodziców.

Towarzystwo Medyczne nie powinno
udzielać swojej zgody dla tak ryzykownych i pozbawionych sensu projektów.
Zauważcie, że nic nie słychać na temat prowadzenia kampanii, aby rozdawać
czyste igły i strzykawki w szkołach, aby "zapobiegać rozprzestrzenianiu
się AIDS."

Przykładem innego podejścia do
homoseksualizmu "w białych rękawiczkach" jest fakt, że każda poważna
choroba infekcyjna w większości krajów jest zgłaszana do Ministerstwa
Zdrowia, oprócz AIDS. Powodem takiego działania jest zachęcanie pacjentów do
zgłoszenia się i otrzymania leczenia, zamiast ukrywania się przed władzami.
Ten sam argument można by zastosować wobec każdej choroby infekcyjnej i
logicznie powinien on doprowadzić do zaprzestania funkcjonowania całego
systemu opieki medycznej.

Zachowanie tajemnicy jest
podstawowym problemem w rozważaniach dotyczących AIDS. Jeśli pacjent jest
zarażony wirusem HIV (HIV dodatni), to automatycznie za jakiś czas rozwinie się
u niego AIDS, ale w tym czasie stanowi on ryzyko dla jego męskich lub żeńskich
partnerów.

Jeśli nie zaprzestanie uprawiania
seksu z nimi, to oni wszyscy w końcu umrą. Co powinien zrobić lekarz? Czy
obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej zabrania mu informowania innych o
zagrożeniu ich życia? Obowiązek zachowania tajemnicy, oczywiście, dotyczy w
pierwszej kolejności dotkniętego pacjenta, ale jeśli - tak jak jest to
powszechne - odmówi on przekazania ostrzeżenia bliskim, to wydaje się, że
jest to tylko kwestia czasu, aby przedyskutować tę sprawę z lokalnymi służbami
medycznymi. Ktoś musi szybko i zdecydowanie zadziałać, aby ochronić innych.

Można w sposób
rozsądny dyskutować, czy obowiązek zachowania tajemnicy powinien być
absolutny, jeśli nie tylko zdrowie, ale i życie innych jest zagrożone.
Pacjent, który przyjmuje taką nierozważną i pozbawioną miłości postawę
wobec zdrowia tych, którzy są mu najbliżsi, traci prawo do tajemnicy i
autonomii. Powinno być oczywiste, że lekarz zostanie usprawiedliwiony, kiedy w
takim przypadku przekaże ostrzeżenie, nawet jeśli może mieć to negatywny wpływ
na jego relacje z pacjentem.

Ryzyko,
na jakie narażeni są lekarze i pielęgniarki

AIDS, oczywiście, może być przenoszony innymi drogami poza stosunkiem płciowym.
Od dawna wiadomo, że jednym ze źródeł AIDS jest używanie zainfekowanych
igieł. Innym są transfuzje zainfekowanej krwi. Dzieci urodzone z zakażonych
matek często są zakażane wewnątrzpłodowo.

Dr T.W. O'Connor opisuje wysokiej jakości środki prewencyjne, które
powinny być stosowane na sali operacyjnej, kiedy jest operowany pacjent chory
na AIDS. Te prawdopodobnie niekonieczne procedury są przestrzegane, kiedy
pacjent odmówi pobrania krwi dla sprawdzenia obecności wirusa HIV. W Głównym
Szpitalu San Francisco 33% wszystkich chirurgicznych pacjentów jest zarażonych
wirusem HIV. Ryzyko zakażenia jest nawet większe w przypadku ortopedów,
dlatego że używają oni bardzo szybkich pił do cięcia kości i wiertarek, które
bardzo łatwo mogą spowodować skaleczenie, doprowadzając do zakażenia. W związku
z tym, aby siebie ochronić, ortopedzi operują w czymś, co przypomina
skafander kosmiczny. Pielęgniarki muszą szczególnie uważać na sposób, w
jaki trzymają igły i inne chirurgiczne narzędzia, które prawdopodobnie miały
kontakt z zainfekowaną krwią. Położnikom i ginekologom zaleca się przedsięwzięcie
specjalnych środków ostrożności podczas wykonywania badania i podczas
narodzin dziecka, kiedy wiadomo, że matka jest zarażona wirusem HIV. Także
stomatolodzy są narażeni na duże ryzyko, kiedy pojawia się krwawienie w
czasie zabiegów wykonywanych u pacjenta zarażonego wirusem HIV. Sterylizacja
narzędzi musi być zawsze wykonana ze szczególną troską, zanim zostaną one
użyte dla innych pacjentów.

Lekarze muszą oczywiście przyjąć wszystkie nagle przypadki, które się
pojawią, ale w pozostałych okolicznościach powstaje pytanie, dlaczego mają
ryzykować swoje życie, lecząc pacjentów, którzy nie chcą się poddać
testowi krwi przed operacją. Chirurdzy byliby usprawiedliwieni, jeśli nie
wykonaliby operacji w przypadku nie wymagającym nagłej interwencji (usuwanie
żylaków, przepukliny itd.).

Cała
ta sprawa została zdominowana przez tych, którzy pracują w agencjach
informacyjnych, mediach, polityce, rozrywce, działają w ruchach praw człowieka
i są zwolennikami rewolucji seksualnej, ale ostatecznie tak jak podkreśla
O'Connor: "AIDS musi być przedstawione takim, jakie jest - jeszcze jedną
infekcją epidemiczną, która powinna być traktowana, jak każda inna choroba,
która dotknęła ludzkość w przeszłości, tak jak gruźlica, trąd, kiła,
czy inne plagi.

12

PŁODNOŚĆ,
BEZPŁODNOŚĆ, ZAPŁODNIENIE, SZTUCZNE ZAPŁODNIENIE

Współczesny paradoks

Może się wydawać pewnym odchyleniem, że ginekolog zalecając
antykoncepcję, dokonując sterylizacji i aborcji pozbawia wielu pacjentów płodności,
a kiedy indziej, w różny sposób, leczy z bezpłodności tych, którzy opłakują
swoją niezdolność do posiadania dzieci. W tych przypadkach usprawiedliwia się
on tym, że jego postępowanie jest poprawne, gdyż stosuje metody dozwolone
przez prawo.

Wiemy jednak, że sama legalność metod
stosowanych przez lekarza nie decyduje o ich poprawności moralnej (przyp.
red.).

Płodność męska

Główne etyczne problemy pojawiły się w badaniu płodności mężczyzn
poprzez diagnozę nasienia. Do przeprowadzenia takiego badania potrzebne są próbki
nasienia. Masturbacja, która jest główną metodą uzyskiwania nasienia, jest
w każdych okolicznościach czynem niewłaściwym i w końcu nie usprawiedliwia
celu. Technika diagnozy płodności, w której wykorzystuje się masturbację,
nie powinna być nigdy stosowana. Oczywiście powinna być jakaś inna metoda.
Czy wraz z tą właściwą metodą kończą się możliwości medycznego
geniuszu?

Ponieważ faktycznie nie ma żadnej metody leczenia niepłodności męskiej,
więc jeśli jakiś defekt zostanie wykryty u mężczyzn (istnieje tylko parę
schorzeń u kobiet, które można wyleczyć), to nie ma to żadnych pozytywnych
konotacji dla pacjenta. Pacjenci powinni zdawać sobie sprawę, że większa część,
jeśli nie całość, pracy nad problemami bezpłodności, ma charakter
diagnostyczny, a nie terapeutyczny. Waga tej diagnostyki leży w możliwości
podzielenia par małżeńskich na trzy grupy: na pary, które wydają się być
normalne (powinny one czekać spokojnie na zapłodnienie i nie spieszyć się z
niepewnymi metodami leczenia operacyjnego), pary, w których mężczyźni mają
małą ilość nasienia (oligospermia), i pary, w których mężczyźni w ogóle
nie mają nasienia (azoospermia). Małżeństwa z dwóch ostatnich grup, powinny
być namawiane do adopcji dziecka.

Taką diagnostykę można wykonać dość dobrze, ale nie ze 100-procentową
pewnością, przy użyciu tradycyjnego testu Sims (lub Huntera), w których bada
się śluz szyjkowy na obecność nasienia, po normalnym stosunku płciowym.
Lepszą metodą jest badanie nasienia, które wydostaje się na zewnątrz męskiej
cewki moczowej, pod koniec normalnego aktu płciowego. Jest to niewielka ilość,
ale jest ONA wystarczająca dla celów diagnostycznych. Poza tym, cała
diagnostyka hematologiczna może być wykonana przy użyciu kropli krwi. Coś
podobnego można wykonać z nasieniem.

Technika: Pacjent dostaje szklaną płytkę
mikroskopową i delikatną przykrywkę, obydwie starannie zapakowane, aby
zapobiec rozbiciu. Para małżeńska odbywa stosunek płciowy w godzinach pracy
laboratorium. Tuż po wytrysku mąż pozwala, aby parę kropli nasienia dostało
się na szkiełko mikroskopowe i potem zamyka płytkę przykrywką. To nasienie
pozostanie wilgotne przez 2-3 godziny, ale powinno być niezwłocznie zabrane do
laboratorium, gdzie zostanie zdiagnozowane. Podczas transportu szkiełko powinno
się znajdować w pudełku, ale nie powinno być dodatkowo przykryte, ponieważ
nasienie wyschnie. Czasami test należy powtórzyć, ale większość mężczyzn
jest zadowolona z przyjemności związanych z tą metodą, w porównaniu z
masturbacją.

Nasienie jest zbiorem informacji o gęstości spermy
(wyrażane liczbowo), morfologii (procent form prawidłowych i nieprawidłowych),
ruchliwości plemników (procent plemników poruszających się aktywnie).
Nasienie pobrane metodą masturbacji zawiera dodatkowe informacje, jak: objętość
ejakulacji, ph (kwasowość), lepkość (dane przepływowe), skroplenie i całościową
liczbę (objętość razy gęstość). Wiele laboratoriów dodaje inne
obserwacje. Proszę zauważyć, że informacje zawarte na tej ostatniej liście
mogą być interesujące, ale nie zawierają żadnych dodatkowych i ważnych dla
diagnozy płodności informacji i co

więcej, żadne odchylenia od przyjętych
"standardów" nie są konieczne do zastosowania leczenia. W związku z
czym pacjent w żaden sposób nie traci przy wyborze metody pobrania nasienia po
stosunku.

W nasieniu pochodzącym ze stosunku, gęstość komórek
nasiennych, co stanowi najważniejszy czynnik do badania, jest mierzona jako ilość
komórek przechodząca przez pole o wysokim natężeniu. Jeśli chodzi o okrągłe
liczby, to 100 komórek przypadająca na takie pole jest mniej więcej równa
100 min. plemników w l ml. nasienia. W pełnej ejakulacji istnieje zależność:
50 na 50 i 10 na 10. Całkowity brak komórek nasiennych jest diagnozowany jako
azoospermia.

Po raz pierwszy opublikowałem ten prosty test w
1959 r. Test ten był opisany w podstawowym amerykańskim podręczniku
patologii. Pełniejszy opis ukazał się w amerykańskim czasopiśmie z zakresu
etyki medycznej. Zastępuje on stare techniki i powoduje, że są one
niekonieczne, zwłaszcza takie, które były wykonywane jako alternatywa
masturbacji - masaż prostaty, biopsja jądra albo aspiracja igłowa z pęcherzyków
nasiennych, a czasami stosowanie upokarzającej, perforowanej prezerwatywy.
Kiedy prezerwatywa nie jest prezerwatywą?

Zapłodnienie
pozaustrojowe

Właściwie nie istnieją etyczne problemy w metodzie leczenia niepłodności
u kobiet. Te, które mogą się pojawić, dotyczą metody zapłodnienia
pozaustrojowego. Kiedy lekarze Steptoe i Edwards w 1978 r. odebrali pierwsze
dziecko powstałe w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego pacjentki Luise Brown w
Oldham, w Anglii, to jednocześnie otworzyli oni puszkę Pandory, z której
wydostało się więcej problemów, niż się spodziewali. Wiele lat temu byłem
stażystą pracującym z Steptoe w Szpitalu św. Marii w Illington, w Londynie.
Był on przystojnym, młodym mężczyzną o dobrych manierach; kiedyś powiedział
mi, że w dzieciństwie był ministrantem. Teraz już nie żyje, niech Bóg ma
go w swojej opiece.

Po raz pierwszy metoda zapłodnienia pozaustrojowego została zastosowana
wobec pacjentek ze zwężonymi jajowodami, ale teraz udowodniono jej skuteczność
przy występowaniu wielu innych patologii. Pełna nazwa powinna brzmieć zapłodnienie
pozaustrojowe i przeniesienie embrionu (IVF-ET - in vitrofertilization and embryo transfer); w dzisiejszych czasach jest tak
dużo skrótów, że trudno za wszystkimi nadążyć - GIFT, PROST, LTOT itd.,
wiele z nich wiąże się ze sztucznym zapłodnieniem przez dawcę lub przez męża.
Istnieje możliwość "donowania" nie tylko komórek nasiennych, ale
także komórek jajowych, embrionów (zamrożone "dodatkowe" życia) i
można też zaaranżować wypożyczenie macicy od zastępczych matek
("macice do wynajęcia").

Techniki naukowe, które są włączone
w proces zapłodnienia, są zaskakujące w sposobie planowania i złożoności.
Widok bezpłodnej pary, która teraz trzyma swoje własne dziecko, jest tak
przejmujący, że wydaje się być grubiaństwem protest i stwierdzenie, że cała
koncepcja zapłodnienia pozaustrojowego jest filozoficznie fałszywa. Zrozumiałe
jest przywitanie z radością niewinnego życia na ziemi, ale i zrozumiałe jest
także opłakiwanie okoliczności zapłodnienia -którymi mógł być gwałt,
stosunek kazirodczy czy też zapłodnienie pozaustrojowe.

Ocena etyczna

Najbardziej kompetentną metodą
radzenia sobie z tak trudnym tematem jest sięgnięcie do cytatów z najbardziej
autorytatywnego przewodnika etycznego dla lekarzy i pacjentów. Chodzi o
instrukcję Donum vitae (Dar życia), która została wydana przez
Kardynała Ratzingera i Arcybiskupa Bovone. Takie stanowisko uzyskało wyraźne
poparcie Papieża Jana Pawła II w 1987 r. Jej pełny podtytuł brzmi następująco:
"Instrukcja o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności
jego przekazywania. Odpowiedzi na niektóre aktualne zagadnienia". W pracy
tej godna podziwu jest intelektualna siła i jasność zasad etycznych.

"Rozwój techniki sprawił, że jest dziś możliwe
przekazywanie życia bez stosunku płciowego, przy pomocy łączenia komórek
rozrodczych w probówce, które wcześniej zostały pobrane z narządów mężczyzny
i kobiety. Ale nie wszystko to, co jest możliwe technicznie, jest tym samym
moralnie dopuszczalne."

"Życie ludzkie jest święte, ponieważ od
samego początku domaga się «stwórczego działania Boga»: całe jego
jestestwo nosi w sobie obraz Stwórcy, jedynego swojego celu. Sam Bóg jest
Panem życia, od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnej sytuacji, nie może
rościć sobie prawa do bezpośredniego zniszczenia niewinnej istoty
ludzkiej."

"Ludzkie rodzicielstwo wymaga odpowiedzialnej współpracy małżonków
z płodną miłością Boga; dar życia powinien być przekazywany tylko w małżeństwie
przez akty właściwe i wyłączne małżonkom, według praw wpisanych w ich
osoby i w ich zjednoczenie."

"Uczłowieczenie" jest neologizmem, który został stworzony
przez lekarzy przeprowadzających sztuczne zapłodnienie i aborcję, ponieważ
deprecjonuje status płodu i sankcjonuje nikczemną czasami działalność. Idea
jest taka, że zygota, embrion, płód nie jest w pełni ludzki, aż ulegnie uczłowieczeniu,
cokolwiek to oznacza.

"Od chwili, w której jajo zostaje zapłodnione, rozpoczyna się nowe
życie, które nie jest życiem ojca lub matki, lecz nowej istoty ludzkiej.
[...] Nie stałaby się ona istotą ludzką, jeśli nie byłaby nią od samego
początku. [...] Dlaczego jednostka ludzka nie byłaby ludzką osobą?"

"Eksperymenty na embrionach, które nie mają bezpośredniego
terapeutycznego znaczenia, są nielegalne. [...] Niemoralne jest, aby produkować
ludzkie embriony, które są przeznaczone do badań, i traktować jako nadający
się do dowolnego wykorzystania materiał biologiczny [dla eksperymentów lub
transplantacji] .

Wypowiadając się na temat działań prowadzących
do pozbycia się "dodatkowych" lub uszkodzonych embrionów: "Świadome
narażanie na śmierć ludzkich embrionów, otrzymanych przez zapłodnienie
poza-ustrojowe, jest czynem sprzecznym z prawem moralnym".

Wiele ludzi instynktownie odrzuca sztuczność
metody zapłodniania pozaustrojowego, ale trudno jest im jasno wyrazić etyczny
problem, z którym mają do czynienia. Autorzy Donum vitae wyjaśniają
wiele trudnych kwestii. Dotyczą one produkcji ludzkich hybryd, które powstają
w wyniku połączenia ludzkiego nasienia ze zwierzęcą komórką jajową. Ten
eksperyment jest dotychczas najbardziej degradującym z przeprowadzonych przez
zespół wykonujący zapłodnienie pozaustrojowe. Autorzy Donum vitae tak
o nim mówią:

"[...] usiłowania lub plany zapłodnienia między
gametami ludzkimi i zwierzęcymi, ciąża embrionu ludzkiego w łonie zwierzęcym,
hipoteza lub projekt zbudowania sztucznych macic dla embrionów ludzkich. Metody
te są sprzeczne z godnością istoty ludzkiej właściwą embrionowi i równocześnie
zagrażają prawu każdej osoby do poczęcia i urodzenia się w małżeństwie i
przez małżonków."

Dokument odnosi się też do sztucznej produkcji
ludzkich istot: "Także usiłowania i hipotezy w celuuzyskania istoty
ludzkiej bez jakiegokolwiek związku z płciowością przez «podział bliźniaczym,
«klonację» lub partenogenezę trzeba uważać za przeciwne zasadom moralnym,
jeśli sprzeciwiają się godności przekazywania życia oraz jedności małżeńskiej."

"Tak samo zamrożenie embrionów, nawet jeśli
jest dokonywane dla zabezpieczenia życia embrionu -kriokonserwacja - stanowi
obrazę dla szacunku należnego istotom ludzkim, jeśli wystawia się je na
wielkie niebezpieczeństwo śmierci lub szkodę dla ich integralności
fizycznej, pozbawia się je przynajmniej czasowo przyjęcia przez ciążę
matczyną i pozostawia się je w sytuacji podatnej na dalsze szkody i
manipulacje."

Wielu ludzi jest niezadowolonych z tego, że większość
lekarzy prowadzących zapładnianie pozaustrojowe jest także zaangażowana w
wykonywanie aborcji, co początkowo wydaje się być paradoksalne, ale jest
absolutnie logiczną drogą od jednej czynności do drugiej. Jeśli dojdzie do
ciąży, pacjenci, u których jest przeprowadzane zapłodnienie pozaustrojowe,
muszą dać świadomą lub domniemaną zgodę na wczesną amniopunkcję. Takie
działanie jest konieczne dla wykrycia nieprawidłowych płodów i wykonania
aborcji.

Autorzy Donum vitae tak skomentowali tę
sytuację: "Związek między zapładnianiem w probówce a dobrowolnym usunięciem
embrionów ludzkich zachodzi zbyt często. Nie jest bez znaczenia, że w
metodach o celach pozornie przeciwnych, życie i śmierć podlegają decyzji człowieka,
który w ten sposób czyni się dawcą życia i śmierci."

Donum vitae nie wspomina o
jeszcze jednym postępowaniu: nie mówi o tym, że nasienie, zwykle pochodzące
od męża, ale czasami i od innego dawcy, musi być uzyskane przez masturbację
i może się zdarzyć, że mąż przebywa w czasie zapłodnienia wiele kilometrów
od żony. Błąd polega na tym, że przeniesienie komórek rozrodczych pomiędzy
mężem i żoną powinno zachodzić tylko podczas normalnego stosunku miłosnego,
zaplanowanego przez Stwórcę. Jest to jeszcze jeden z fundamentalnych błędów
etycznych zapłodnienia pozaustrojowego.

Matki zastępcze

Czasami inna kobieta niż żona będzie
nosiła w sobie dziecko przez okres ciąży i porodu i opuści je, kiedy się
ono urodzi. W niektórych przypadkach nowa zygota jest przetransplantowana do
jej macicy (dziecko ma materiał genetyczny ojca i matki, nie matki zastępczej)
lub matka zastępcza zostaje zapłodniona nasieniem przez męża (jest więc
genetyczną matką); albo komórka jajowa i nasienie mogą pochodzić od niepowiązanych
ze sobą "dawców" (dziecko nie dziedziczyłoby materiału
genetycznego ani od ojca, ani od matki, ani od matki zastępczej).

W dzień Bożego Narodzenia 1993 r. 59-letnia
kobieta w Wielkiej Brytanii urodziła bliźniaki. Została ona zapłodniona w
wyniku zastosowania techniki drą Servino Antinoriego z Rzymu, który zapłodnił
komórkę jajową, pochodzącą od młodszej kobiety, nasieniem jej męża.
Podobny zabieg wykonał u 61-letniej kobiety. Takie działania należy
rozpatrywać jako wynaturzenia, technicznie są one możliwe do wykonania, ale
nie powinno się ich wykonywać . Tak jak podkreśla Donum vitae, obrażają
one godność przyszłego dziecka. To potępienie nie jest oparte o poglądy
natury estetycznej, nie jest też podyktowane wyłącznie rozwagą. Takie
manipulacje inną, ludzką istotą - dzieckiem, są moralnym przestępstwem.

Podobnie należy sądzić o wykorzystaniu jaja białej
kobiety, aby pozwolić czarnej matce mieć białe dziecko. Ostatnim horrorem w
tej kwestii była sugestia z Uniwersytetu w Edinburgh, że w związku z ich
udanymi eksperymentami na myszach, będzie można używać komórek jajowych z
poronionych płodów, aby móc działać w przypadku ewentualnego braku komórek
u "dawcy". Czyli teoretycznie mogłoby być poczęte dziecko z
"matki" (płodu), która nigdy się nie urodziła. Zło aborcji szerzy
się w postępie geometrycznym.

W 1993 r. 60-letnia Włoszka została poddana zapłodnieniu
pozaustrojowemu a następnie dokonano transplantacji embrionu. Komórka jajowa
pochodziła od jej córki, a nasienie od jej zięcia. W dziedzinie, która
produkuje nieprawdopodobne przykłady, ten musiał być uznany za krańcowy.

Przypadek ten wywarł
nie tylko we Włoszech falę dyskusji, która przeważnie prowadziła do
wniosku, iż należałoby prawnie zabronić takich eksperymentów (przyp. red.).

Donum vitae głosi:
"Macierzyństwo zastępcze posiada obiektywne braki w stosunku do obowiązków
miłości macierzyńskiej, wierności małżeńskiej i odpowiedzialnego macierzyństwa.
Obraża ono godność i prawo dziecka do poczęcia, do okresu ciąży i
wychowania przez własnych rodziców oraz wprowadza, ze szkodą dla rodzin,
podział między czynnikami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi elementami, które
je konstytuują."

Normy moralne
seksualności

Donum vitae kontynuuje:
„Nauczanie Kościoła o małżeństwie i przekazywaniu życia ludzkiego
stwierdza istnienie nierozerwalnego związku, którego chciał Bóg, a którego
człowiekowi nie wolno samowolnie zrywać, między podwójnym znaczeniem aktu małżeńskiego:
znaczeniem jednoczącym i znaczeniem rodzicielskim”.

Jedyną, moralnie dopuszczalną metodą, która mogłaby
być uznana za formę zapłodnienia pozaustrojowego, jest przypadek, kiedy komórka
jajowa żony jest przeniesiona w najbardziej dostępne dla nasienia miejsce w
macicy a przepływ nasienia następuje w czasie normalnego stosunku miłosnego.

Dziecko

Główny nacisk w zapłodnieniu
pozaustrojowym, a także sztucznym zapłodnieniu, kładzie się na kobietę i na
jej chęć spełnienia przez możliwość rozrodu. W sprzyjających okolicznościach
dziecko jest witane z radością i kochane, ale często jego status i interesy są
ignorowane, czasami bywa ono odrzucone. Dziecko staje się obiektem, który można
kupić lub sprzedać, omawiać jego los w sądzie, poddawać aborcji, zamrażać
i oddawać jego organy do transplantacji.

Donum vitae komentuje: "Dziecko nie jest
jakąś rzeczą, która należałaby się małżonkom, i nie może być uważane
za przedmiot posiadania. Jest raczej darem, i to «największym», najbardziej
darmowym małżeństwa, żywym świadectwem wzajemnego oddania się jego rodziców".

Kiedy kwestie zapłodnienia
pozaustrojowego i sztucznego zapłodnienia zostały wyjaśnione przez Donum
vitae. Agencja Prasowa skomentowała:

"Każdy katolik, który świadomie pogwałci tę
dyrektywę, popełni grzech." Niestety, większość pacjentów, zauroczona
naukowymi osiągnięciami i doprowadzona do niepewności, przez równie
niepewnych lekarzy, mogłaby się bronić ignorancją. Dla bardziej oświeconych
Roma locuta, causa finita ("Rzym przemówił, sprawa skończona").

Aby pokazać, że papiestwo jest zawsze na bieżąco
z naukowymi osiągnięciami i świadome długoterminowych implikacji niektórych
praktyk, wystarczy zacytować Papieża Piusa XII, który jasno przewidział
problemy, które miały pojawić się 22 lata później wraz z pierwszymi
narodzinami dziecka, powstałego metodą zapłodnienia pozaustrojowego. Mówiąc
do Drugiego Światowego Kongresu na temat Bezpłodności (1956) powiedział:

"Jeśli chodzi o
eksperymentowanie ze sztucznym zapłodnieniem pozaustrojowym, wystarczy nam
stwierdzić, że działania te muszą być odrzucone jako niemoralne i
absolutnie bezprawne."

Wykorzystanie
nasienia męża w sztucznym zapłodnieniu

Jest ono wskazane tylko w nielicznych przypadkach. Jeżeli istnieje jakiś
anatomiczny defekt, taki jak wierzchniactwo (epispadiasis) lub
spodziectwo (hypospodiasis), gdzie ejakulacja nie może zejść blisko
cewki, jest oczywiście zgodne z prawem i uzasadnione, aby pozbierać nasienie w
najlepszy sposób i przetransferować je do zewnętrznego ujścia dróg rodnych
kobiety i potem do kanału szyjki ("zapłodnienie wspomagane").
Podstawowym wymaganiem, przy zastosowaniu takiej metody jest to, że akt płciowy
musi odbyć się normalnie. Niestety, zwykle instruuje się pacjentów, aby
wyprodukowali nasienie przez masturbację, a to zawsze jest złe.

Dwie inne metody pojawiły się w ostatnich latach. Jedna polega na tym,
że w przypadku oligospermii (zbyt mało nasienia), nasienie jest produkowane w
wyniku masturbacji, a potem jest odwirowywane, aby zwiększyć jego gęstość.
Czasami wiele ejakulacji jest zbieranych w kolejnych dniach produktywnych i
potem koncentrat jest podawany do pochwy. Inną techniką jest odseparowanie komórek
nasiennych męskich, które zawierają chromosom Y, od komórek żeńskich, które
mają tylko chromosom X. Ta metoda jest możliwa, dlatego że komórki rozrodcze
mają różną średnicę główki i potem mogą zostać odróżnione.

Kliniki japońskie, które umożliwiają
zastosowanie takiej techniki, twierdzą, że metoda ta jest w 70% skuteczna w
uzyskiwaniu pożądanej płci. Obok kwestii masturbacji, te techniki są
niedozwolone w związku z powodami podanymi powyżej. Nazywając sprawę po
imieniu, chodzi o to, że obrażają godność dziecka i związku seksualnego.
Co więcej, idąc w ślad za tym pomysłem, okazuje się, że niektóre dzieci są
bardziej pożądane od drugich i nie jest niczym zaskakującym odkrycie, że
aborcje są często wykonywane z tego właśnie powodu, że dziecko jest
nieodpowiedniej płci. Takie działanie jest teraz powszechne w Chinach i
Indiach. Były doniesienia o podobnych przypadkach w Anglii, gdzie chodziło o
dziedziczenie tytułu rodowego, który mógł być przekazany jedynie męskiemu
potomkowi.

Sztuczne
zapłodnienie przy wykorzystaniu nasienia dawcy

Istnieje wyraźny związek między sztucznym zapłodnieniem przy
wykorzystaniu nasienia dawcy a zapłodnieniem pozaustrojowym, Ci sami lekarze
oferują obydwie techniki i występują w nich podobne kwestie etyczne. Sztuczne
zapłodnienie przy wykorzystaniu nasienia dawcy ma za zadanie rozwiązanie
sytuacji, w której mąż ma niewiele lub w ogóle nie ma nasienia, a kobieta
jest zdrowa. Dawca ma go więcej niż potrzebuje i może oddać część swojego
nasienia kobiecie. Możliwe permutacje i kombinacje przyprawiają niejednego o
zawrót głowy. Komórki nasienne od męża lub od dawcy, komórki jajowe od żony
albo dawcy, embrion zimplantowany w łonie żony lub dawcy, lub matki zastępczej,
lub lesbijki. A wraz z każdym kolejnym dawcą, który jest ojcem wielu
sekretnych dzieci, umysł ma coraz więcej kłopotów, myśląc o
konsekwencjach.

Ilość dzieci - jak dawniej mówiono
- z nieprawego łoża (teraz nazywanego exnuptial, ponieważ tak brzmi
lepiej) dochodzi do 33% w moim własnym kraju, wystarcza, aby genealog miał powód
do płaczu albo aby mógł zostać pozbawiony pracy.

Raport Warnocka

Z tego powodu, że lekarze i prawnicy przyczynili się do powstania chaosu
w tej sprawie, rząd brytyjski w 1984 r. zarządził spotkanie pod
przewodnictwem Damę Mary Warnock, aby zaradzić tej kwestii. Główne
postanowienia brzmiały następująco (mój komentarz w nawiasie)

- Zgodzono się na prowadzenie
badań nad ludzkim embrionem do 14 dnia od poczęcia (to oczywiście jest
olbrzymim pogwałceniem ludzkich praw embrionu).

- Nie powinno się umożliwić
rozwoju transgatunków (ludzko-zwierzęcych), hybryd powyżej stanu dwóch komórek
(produkowanie potworów to ogromna niesprawiedliwość i takie działanie
powinno być absolutnie zabronione).

- Sprzedaż gamet lub embrionów
dozwolona prawnie (jeszcze jedna niesprawiedliwość wobec rozwijającego się
dziecka).

- Ochrona anonimowości komórek
jajowych i nasienia dawcy.

- Dawca może mieć do 10 dzieci
z metody sztucznego zapłodnienia (w Australii do 30).

- Dzieci pochodzące ze
sztucznego zapłodnienia przy udziale dawcy mają być uznane za prawowite
dzieci matki i ojca (krzywdzące założenie).

- Dawcy z metody sztucznego zapłodnienia
nie mają żadnych praw do dzieci, żadnych obowiązków finansowych i społecznych
wobec nich (jeszcze jedna niesprawiedliwość równa z Kartą Rakesa).

- Mąż musi być zarejestrowany
jako "ojciec" dziecka (jeszcze jedno kłamstwo, na które lekarze i
prawnicy nie powinni wyrażać zgody).

- W przypadku darowania komórki
jajowej, kobieta rodząca dziecko, powinna być brana pod uwagę "jako
matka". Dawca nie ma żadnych praw do dziecka i żadnych obligacji (kolejna
niesprawiedliwość).

- Zastępcza
matka powinna być zakazana (!).

- Kwestie dziedziczenia i pierworództwa
zostały zdefiniowane.

- Zabrania się pośmiertnego zapłodnienia
pozaustrojowego (po tym jak zmarł mąż).

Całe to wydarzenie było smutnym
ujawnieniem ubóstwa postaw etycznych, skądinąd wybitnych ludzi.

Postanowienia
etyczne dotyczące sztucznego zapłodnienia

Z wyłączeniem zapłodnienia "wspomaganego" przez męża, cała
inna działalność w tym obszarze jest moralnie bezprawna. Jednym z powodów
jest stała akceptacja masturbacji jako części standardowej techniki. Innym
jest separacja aspektu miłości od aspektu płodności w czasie stosunku płciowego.
Jednak poważniejsze zastrzeżenia budzi w metodzie sztucznego zapłodnienia z
udziałem dawcy wprowadzenie nasienia, i w związku z tym materiału
genetycznego trzeciej osoby, do ciała żony. Sprzeciwia się to wyłączności
kontaktu małżeńskiego i prowadzi do pewnej formy cudzołóstwa.

Stanowisko
papieskie dotyczące sztucznego zapłodnienia

Sztuczne zapłodnienie przy udziale dawcy po raz pierwszy było potępione
w 1897 r. w świętym dekrecie, zatwierdzonym przez Papieża Leona XIII. W swoim
wystąpieniu, skierowanym do Międzynarodowego Kongresu Katolickich Lekarzy
(1949 r.), Papież Pius XII powiedział:

"W stosunku do sztucznego
zapłodnienia pojawia się nie tylko znaczna rezerwa, ale także przekonanie, że
należałoby je całkowicie odrzucić. Mówiąc o tym, nie zabrania się użycia
jednej z metod sztucznego zapłodnienia, o przeznaczeniu ułatwiającym
naturalny akt albo osiągnięcie celu, jaki wynika z normalnie odbytego aktu
seksualnego". (Odwołuje się tu do zapłodnienia
"wspomaganego"). Papież podkreślił także, że prawa małżeńskie
są "wyłączne i nienaruszalne."

W 1958 r. Arcybiskup z
Westminster podjął ważne postanowienie na temat sztucznego zapłodnienia przy
udziale dawcy: "Kobieta lub mężczyzna, który bierze udział w tak
degradujących działaniach, popełniając grzech i pozbawiając sztucznie
powstałego dziecka praw do narodzin w legalnym związku małżeńskim męża i
żony (tak jak żąda tego natura), żałośnie niweluje plan Boży."

Donum vitae zakłada:
"Sztuczne zapłodnienie heterologiczne sprzeciwia się jedności małżeńskiej,
godności małżonków, właściwemu powołaniu rodziców oraz prawu dziecka do
poczęcia i urodzenia się w małżeństwie i z małżeństwa". Co więcej,
sztuczne zapłodnienie kobiety, która jest niezamężna [która jest osobą
samotną lub też lesbijką] albo wdowy, kimkolwiek miałby być dawca, nie może
być moralnie usprawiedliwione.

13

CIĄŻA I PORÓD

Poronienie

Dla większości kobiet poronienie samoistne (przypadkowe), czy
sprowokowane (aborcja wykonana legalnie lub nielegalnie) jest ciężkim przeżyciem,
często budzącym lęk, czasami niebezpiecznym. W związku z często występującymi
samoistnymi poronieniami kobiety mogą cierpieć z powodu braku wiary w siebie.
Czy była to moja wina? Czy powinnam była zobaczyć się z lekarzem wcześniej?
Może powinnam była leżeć w łóżku przez wiele dni a może nawet tygodni?
Czy powinnam była ochrzcić to, co zostało po poronieniu? Na te pytania jest
zawsze jedna odpowiedź NIE. Stan ten pojawia się na długo, zanim wystąpi
krwawienie; żadne leczenie nie ma znaczenia dla ostatecznego wyniku, a na pewno
nie leżenie w łóżku. W większości przypadków nie można rozpoznać płodu,
ponieważ na długo przed wydaleniem
jest już martwy i chrztu już wtedy się nie udziela .

Inaczej dzieje się w aborcji lub
porodzie przedwczesnym. W tych przypadkach, jeśli matka wyrazi zgodę, pielęgniarka
powinna ochrzcić dziecko (płód) lub resztki ciała, które pojawią się w
czasie aborcji. Jeśli dziecko
albo płód zmarło bez ochrzczenia, to istnieje zawsze pocieszenie dla matki
przypominające o zmartwychwstaniu Bożym. Święty Paweł powiedział: "Który
pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy" (l
Tm 2,4). Musi istnieć jakiś mechanizm w takim pojmowaniu sprawiedliwości, aby
zostali zbawieni ci wszyscy, którzy nie mieli dostępu do chrztu. Nie zostaną
wykluczeni ze zbawienia tylko dlatego, że coś jest technicznie nie do
wykonania. Los nieochrzczonych musi zawsze pozostać sprawą niepewności, ale
ufność w miłosierdzie Boga dla Jego wątłych i cierpiących dzieci jest
pocieszeniem i podstawą pewności.

Ta kwestia była przeze mnie omawiana w innym
artykule.

Jak
wiemy jednym z warunków ważności chrztu jest to, aby osoba żyła. Gdy nie
mamy pewności, że osoba jeszcze żyje udzielamy chrztu warunkowo: "jeżeli
żyjesz — N - ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego"
(przyp. red.).

Teologia moralna
zaleca, aby chrzcić w każdym z tych przypadków gdzie nie ma wyraźnego
sprzeciwu matki (przyp. red.).

Brak pewności w tym
przypadku wynika z niemożności sprawdzenia. Wiemy jednak, że istnieje jeszcze
pewność wiary (przyp. red.).

Amniopunkcja i
chorioncenteza

Te śmiałe i
pomysłowe metody razem z ultrasonografią zostały wprowadzone do diagnostyki
prenatalnej wielu patologii związanych z płodem. Umożliwiły także
farmakologiczne i chirurgiczne leczenie nie narodzonego dziecka. Po raz pierwszy
dziecko jest uważane za pacjenta, a nowa nauka zajmująca się opieką nad płodem
to fetologia (faetus to płód).

Amniopunkcja jest badaniem
wykonywanym w 16-18 tygodniu ciąży. Wykonuje się ją przy użyciu długiej igły,
nakłuwając worek płodowy, w którym znajduje się płód, i pobierając 20
ml. płynu owodniowego (płyn, który otacza płód). Komórki znajdujące się
w płynie umożliwiają przeprowadzenie wielu ważnych badań.

Chorioncenteza jest metodą
wykonywaną w 8-10 tygodniu ciąży. Za pomocą igły są pobierane fragmenty łożyska,
co umożliwia histologiczną diagnozę, szczególnie neurologicznych wad rdzenia
kręgowego (np. przepuklina rdzeniowa lub bezmózgowie) lub zespołu Downa
(mongolizmu).

Późna amniopunkcja (po 28
tygodniu) jest wykorzystywana do planowania leczenia dziecka po jego urodzeniu,
jeśli np. jest z konfliktu serologicznego grupy Rh. Wczesna amniopunkcja i
chorioncenteza są wykorzystywane do zaplanowania aborcji, jeśli płód jest
dotknięty dużą wadą. W związku z tym istnieje ogromna różnica pomiędzy
tymi dwoma technikami. Pierwsza jest moralnie dopuszczalna, podczas gdy druga,
jako zabieg związany z aborcją i decydujący o aborcji jest oczywiście
niedopuszczalny w każdym przypadku.

Nie są to jedyne minusy tych metod. Istnieje 5%
szans wywołania niezamierzonego poronienia. Więcej szczegółów dotyczących
tej kwestii jest przedstawionych w książce Lekarz i małżeństwo chrześcijańskie.

Wielu pacjentów nie wie, co oznacza ich zgoda na te
wszystkie ekscytujące badania. Powinno być im wyraźnie powiedziane, że nie
mają one żadnego naukowego znaczenia, zaspokajają one tylko głupią kliniczną
ciekawość, chyba że istnieje wyraźny powód do wykonania aborcji, np. oparty
na patologicznym wyniku z laboratorium. Poza ryzykiem poronienia notowane są
liczne przypadki uszkodzenia dziecka spowodowane przez użycie igły. Dziecko
znajduje się w krytycznej fazie rozwoju i zabieg ten ma dla niego bardzo poważne
znaczenie.

Poród i narodziny
dziecka

Czy w tej kwestii istnieją jakieś etyczne problemy? Niejednokrotnie
zastanawiano się nad tym. W ostatnich 20 latach w USA częstość występowania
cięcia cesarskiego (podobna moda panuje w innych krajach zachodnich) wzrosła
ze średniej krajowej 5% do 20%. Jeżeli jest to średnia liczba, to w części
szpitali musi ta częstotliwość wynosić około 40%. Wywoływanie porodu
metodami chirurgicznymi obejmowało kiedyś 10% przypadków, obecnie możemy
znaleźć średnie równe 50%. Te liczby graniczą z absurdem. Kobiety wiedzą,
że patologia nie występuje tak często przy narodzinach dziecka.

Częściowym wytłumaczeniem tak
wysokiej średniej jest nadejście "medycyny obronnej", spowodowane
przez zachłannych i agresywnych prawników; częściowo jest to chęć
zarobienia większych pieniędzy przy stosowaniu metod chirurgicznych. Te
ostatnie powody brzmią dość niemoralnie. Byłoby idealnie, gdyby wszystkie
pacjentki szpitali położniczych musiały płacić stałą kwotę za poród,
bez względu na metodę rodzenia. Obowiązkiem lekarza jest, aby w jak
najkorzystniejszy sposób dla pacjenta opiekował się nim, nawet jeśli czasami
wymaga to wiary i wytrzymałości.

Dziecko upośledzone

Łatwo można zapomnieć, że
naszym obowiązkiem jest niesienie pomocy pacjentom upośledzonym w takim samym
stopniu jak nie upośledzonym. Wszystkie dzieci są dziećmi Bożymi, naszymi
braćmi i siostrami, niezależnie od tego, czy są nieprzystosowane, odpychające
i będą krótko żyć. Mają prawo do życia, co nie wynika z prawa ani z żadnych
innych ustaw, ale pochodzi od Boga. W związku z tym nie można odbierać im życia
samowolnie. Musimy im zapewnić chociaż podstawową opiekę, a ich ewentualna
śmierć musi być efektem naturalnego procesu.

Bezmózgowie

Płód, u którego stwierdzono bezmózgowie, nie nią żadnych kości ani
skóry pokrywającej głowę; niedorozwinięty mózg jest narażony na działanie
czynników zewnętrznych. Prognoza jest zwykle beznadziejna i noworodek umiera w
ciągu paru godzin po urodzeniu. Diagnoza jest zwykle postawiona wcześnie i
opiera się o badanie próbek krwi, amniopunkcję, USG i RTG. Prawie rutynowym
postępowaniem jest "pozbycie się go" poprzez wczesne wywołanie
porodu, co właściwie jest aborcją, ale nawet odpowiedzialni położnicy
usprawiedliwiają takie działanie, zakładając, że dziecko i tak musi umrzeć.
Istnieje także niepisana, atawistyczna potrzeba odrzucenia niedorozwiniętego
dziecka. Istnieje także niczym nieuzasadnione założenie, że ten
"gatunek" nie ma prawa do życia, jakkolwiek krótkie miałoby ono być.

Jedynym, etycznym rozwiązaniem tych przypadków jest oczekiwanie na
spontaniczny poród i połóg. Udowodniono, że z punktu widzenia matki takie
działanie jest najbezpieczniejsze, ale wymaga od niej cierpliwości i
zaakceptowania narodzin martwego dziecka. W tych kwestiach kobiety mają większą
odwagę niż mężczyźni, którzy są położnikami. Naszym obowiązkiem jest
przekazać im naszą siłę i starać się nie doprowadzać do ogólnej
histerii.

Hydrocephalus
(wodogłowie)

Nie trzeba przypominać, że nie istnieje żadne kliniczne, a tym bardziej
etyczne usprawiedliwienie zgody na aborcję w przypadku stwierdzenia wodogłowia.
Dziecko posiada powiększony obwód głowy związany z nadmiarem płynu mózgowo-rdzeniowego
w komorach mózgu. Jest to poważny stan, ale można wbudować operacyjnie
zastawki, które znacząco poprawią stan tych dzieci i wiele z nich będzie
prawie normalnych, pomijając częściowe zmniejszenie grubości kory. Jeżeli
wodogłowiu towarzyszy przepuklina rdzeniowa, to wtedy leczenie staje się
znacznie trudniejsze, ale w żadnym wypadku rokowanie nie jest beznadziejne.

Zasady opieki
podczas porodu

Wiele przypadków wodogłowia jest diagnozowanych pod koniec ciąży albo
podczas porodu. Cięcie cesarskie jest łatwym rozwiązaniem, ale nadal stanowi
urazową metodę porodu dla dziecka, niekoniecznie preferowaną w stosunku do
porodu drogami natury. Każda z tych metod powoduje ucisk nie do uniknięcia i
możliwe wgniecenie czaszki, które mogą okazać się śmiertelne dla dziecka.

Jeżeli opróżnianie komór z
nadmiaru płynu jest dozwolonym działaniem po narodzinach, to nie ma żadnego,
etycznego powodu, dlaczego nie miałoby być wykonane w czasie porodu. Do komór
mózgu dziecka można się dostać albo przez jamę brzuszną matki, albo przez
kanał pochwowy. Ostatnia droga jest prosta, jeśli w ujściu szyjki ukazuje się
głowa noworodka i rozwarcie szyjki wynosi 4 cm.

Długa igła, lub cewnik, wbita
przez skórę głowy, przez powolne odsysanie płynu, powoduje zmniejszenie
obwodu czaszki.

Jeżeli dziecko jest w ułożeniu
pośladkowym to cięcie cesarskie jest postępowaniem oczywistym, ale czasami
lekarz położnik napotyka na sytuację wymagającą natychmiastowego działania,
w przypadku kiedy diagnoza nie została postawiona aż do późnego okresu
porodu. Położnik może odnaleźć nóżki i tułów, które mogą się urodzić,
ale główka zostaje zatrzymana powyżej obręczy miednicy. Jeszcze raz igła,
albo cewnik, może przedostać się przez linię szwu głowy i płyn można odciągnąć
aż główka będzie wystarczająco mała, aby można ją było urodzić. Duża
śmiertelność towarzysząca takiemu zabiegowi jest nie do uniknięcia.

Jeden z moich kolegów lekarzy
opowiedział mi kiedyś, jak bardzo stresujące było dla niego w takich
okolicznościach włożenie metalowego cewnika albo innego narzędzia przez otwór
owalny w czaszce płodu i zniszczenie pnia mózgu, kiedy dziecko wiło się w
proteście. Takie działanie nie było konieczne. Pępowina wypadła wcześniej
i była uciskana przez obręcz miednicy. Jeśli lekarz poczekałby parę minut,
dziecko musiałoby umrzeć od nadciśnienia w pępowinie. Kiedy dziecko byłoby
nieżywe, mógłby przeprowadzić poród dowolną techniką, bez narażania
moralności i własnej wytrzymałości emocjonalnej. Czekając na ten smutny
moment, mógłby ochrzcić dziecko.

Tylny rozszczep kręgosłupa

Noworodki z dużą wadą rdzenia kręgowego i worka oponowego (meningomyocele)
nie są miłym widokiem, ale nie powinny być "wyrzucane jak odpady".
Większość z takich ciąż jest poddawana aborcji w połowie pierwszego
trymestru. Jeśli dziecko rodzi się, jest zwykle normalne od pasa w górę; a
operacja neurochirurgiczna czasami może poprawić współistniejący paraliż nóg.
Wiele z tych dzieci jest szczęśliwych oraz inteligentnych i prowadzi pełne życie,
nawet jeśli są one skazane na wózek inwalidzki.

Diagnostyka
wad rdzenia kręgowego

Ta wada kanału rdzeniowego może zostać wykryta przez sprawdzenie komórek
krwi na obecność feto-proteiny (AFP). Nie ma żadnego sensu wykonywanie tego
testu i amniopunkcji, chyba że istnieje duże prawdopodobieństwo wykonania
aborcji, jeśli dziecko cierpi na tę wadę. Aby udokumentować, że współczesna
medycyna nie jest niezawodna, możemy przytoczyć więcej niż jeden przypadek,
gdzie aborcja została wykonana, opierając się na dodatnim wyniku AFP lub
wynikach diagnostyki obrazowej i nie wykryto wady kanału rdzeniowego. Dzieci były
dosyć normalne. Jest to rodzaj tragicznego błędu, przed którym kobiety o
wysokich etycznych standardach są chronione. Prawdziwe matki rozumieją swój
obowiązek opiekowania się swoimi dziećmi, czy są one doskonałe, czy też
upośledzone, dlatego że każde z nich jest nadal dzieckiem Bożym i stanowi
wielką wartość w Jego oczach. Tak jak powiedział On o wszystkich ludzkich
istotach w Starym Testamencie:

"Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś
wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie
twoje" (Iz 43,4).

Na szczęście, rodzice, którzy mają już jedno
dziecko z wadą kanału rdzeniowego, i wiedzą, że istnieje możliwość
ponownego wystąpienia tej wady w przyszłych ciążach, mogą pokładać wielką
nadzieję w pionierskiej pracy profesora R.W. Smithells z Leeds, w Anglii.

Komitet do Medycznych Badań Naukowych rozpoczął
działalność na szeroką skalę. W badaniach wzięło udział 1817 kobiet, które
wcześniej urodziły dzieci z wadami kanału rdzeniowego — NTD. Aby zebrać
taką dużą ilość osób, naukowcy musieli współpracować z lekarzami położnikami
i pediatrami z 7 krajów. Oszacowali, że 72% potencjalnych ciąż z wadą kanału
rdzeniowego okazało się być normalnymi ciążami. "Nasze rezultaty
pokazują, że suplementacja kwasu foliowego może zapobiec wystąpieniu wad
kanału rdzeniowego."

Inną grupą, wystawioną na ciosy współczesnego
położnictwa, kierującego się zasadą "znajdź i zniszcz", jest
grupa dzieci z zespołem Downa. Niestety, w wielu krajach prawo do legalnego
wykonania aborcji mówi, że można ją wykonać, jeśli dziecko ma się urodzić
z defektem, i zdarzały się przypadki ścigania tych lekarzy przez prawo, którzy
nie chcieli przeprowadzić amniopunkcji u kobiet "wysokiego ryzyka".
Lekarze ci są skazywani za przestępstwo "pokrzywdzenia życia";
oznacza to, że pozwolili na powstanie nienormalnego dziecka, kiedy, według
pacjentki i prawa, powinni oni byli usunąć je we wczesnym stadium rozwoju. Czy
istniała kiedykolwiek bardziej groteskowa manipulacja prawem?

Aby lekarz położnik mógł być prawnie chroniony,
mając pacjentkę, która ma więcej niż 37 lat i wystąpiła u niej wada płodu
w przeszłości, musi pokazać jej napisane oświadczenie, które brzmi następująco:

"Niektórzy lekarze uważaliby za wskazane
przeprowadzenie amniopunkcji lub chorioncentezy w przypadkach podobnych do
Twojego. Jestem innego zdania, ponieważ przeprowadzenie aborcji jest złe,
niebezpieczne, nielogiczne i krzywdzące. Ale jeśli chce mieć ją Pani wykonaną,
to może się Pani skonsultować z innym lekarzem."

Jeśli kobieta taka myśli choć trochę, to
zrozumie, że otrzyma lepszą pomoc od lekarza, który odznacza się pewnym
poziomem etycznym, a nie od tego, który nie zważa na etykę. Czy lekarz, który
jest w stanie poświęcić życie małego dziecka we wczesnym okresie ciąży, będzie
godny zaufania pod koniec ciąży i w czasie porodu? Który z lekarzy jest
bardziej zdolny do poświęcenia własnych przywilejów po to, aby jak najlepiej
służyć interesowi matki i dziecka? Który z nich będzie brał pod uwagę tak
niedorzeczne okoliczności jak te, czy dziecko jest chciane, czy nie chciane, z
prawnego czy nieprawnego związku, czarne czy białe, z biednej czy bogatej
rodziny?

Odpowiedź powinna być jasna:
wysoki poziom praktyki medycznej i zasady moralne idą w parze. A priori,
nie powinno być żadnego konfliktu między nimi, gdyż ten sam Stwórca stworzył
ludzkie ciało i ludzką duszę. Zła etyka, mimo że jest atrakcyjna na krótką
metę, musi zawsze obniżyć poziom praktyki medycznej. Tak się dzieje, ponieważ,
jeśli porzucimy miłość i sprawiedliwość, to także porzucimy prawdę i
sprzeniewierzymy się metodom naukowym - które zasadniczo opierają się na
poszukiwaniu prawdy, również o pacjencie i o społeczeństwie.

Troski
i obawy dotyczące okresu bezpośrednio po urodzeniu

Dni tuż po porodzie są okresem, kiedy tak wiele kobiet jest skazanych na
operację, której rezultatem jest sterylizacja. Jak wytłumaczono to wcześniej,
jest to jednocześnie niemądre i nieetyczne, przynajmniej dla tych, którzy mają
jasny pogląd na tę sprawę.

Czy istnieje jakiś etyczny problem w decyzji o niekarmieniu dziecka
piersią? Prawdopodobnie tak - ale jest to drobne przewinienie. Głównie jest
to problem związany z pozbawieniem noworodka wartościowego, naturalnego pożywienia.
W ostatnich dziesięcioleciach Stany Zjednoczone były jedynym państwem, które
zalecało karmienie odżywkami (sztuczne karmienie), bardziej niż karmienie
piersią, ale istnieją jakieś nadzieje na zmianę postawy społeczeństwa.

Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że to, co
naturalne, jest optymalne - karmienie piersią zostało zaplanowane przez Boga i
mądrzy lekarze nie powinni tego podważać. Mleko kobiece jest najlepszym
pokarmem dla niemowlęcia, a co więcej: zawiera przeciwciała chroniące przed
powszechnie występującym bakteriom wywołującym infekcje.

Odruch ssania z brodawki sutkowej stymuluje gruczoł
przysadkowy matki do obkurczania się macicy. Czynność ta prowadzi do
zmniejszania utraty krwi i przyśpiesza powrót narządów miednicy do prawidłowego
stanu. Co więcej, akt karmienia daje podstawową satysfakcję i matce, i
dziecku.

Karmienie dziecka piersią powinno być uważane za
normę; ale wiele matek, u których występuje mała ilość mleka albo które
mają uszkodzone brodawki sutkowe lub infekcje, musi zadowolić się sztucznym
karmieniem. Zaskakujące jest, jak dobrze rozwijają się dzieci na tej drugiej
w kolejności diecie.

Podczas wizyty pacjentki u lekarza, która odbywa się
w 6 tygodniu po porodzie, stałą praktyką stało się uświadomienie
pacjentkom, że mogą one przejść na jakąś formę antykoncepcji, szczególnie
jeśli są niezamężne. Wielu lekarzy nie może zrozumieć, że niektóre z
tych kobiet wolałyby nie korzystać z tej usługi. W grupie kobiet niezamężnych,
powszechna dostępność środków antykoncepcyjnych poniosła kompletną klęskę,
ponieważ jej głównym celem było umożliwienie odbywania większej ilości
stosunków płciowych, co w końcu doprowadziło do większej ilości niepożądanych
ciąż. Powszechnie przyjęte założenie, że lekarz jest odpowiedzialny za
kontrolę prywatnego życia tych kobiet, jest przykładem seksualnego
paternalizmu, który jest pozostałością paternalizmu socjalistycznego.

W szpitalu św. Wincentego, który
stworzono dla niezamężnych matek, gdzie przez długie lata opiekowałem się
około 2000 pacjentek, nigdy nie prawiliśmy pacjentkom morałów i na pewno nie
dawaliśmy też środków antykoncepcyjnych przy wypisie. Pacjentki te mieszkały
tam przez jakieś parę tygodni przed porodem i stopniowo docierały do nich
wiadomości, których nikt publicznie nie wygłaszał, o tym jak postępować.
Jeśli chciały porozmawiać, to nie mówiłem więcej niż: "Trzymaj się
z daleka od złego towarzystwa - od chłopców, którzy mają zły wpływ na
ciebie. Nie pij zbyt dużo". Jeśli dziewczyny te były religijne, to mówiłem
im, aby chodziły do kościoła systematycznie w każdą niedzielę. Nie jest możliwe
śledzenie dalszych losów pacjentek, ale nigdy nie mieliśmy żadnych sygnałów,
że kobiety te żałowały, że w taki sposób zajmujemy się ich problemami.

Ciąża
pozamaciczna

Ciąże pozamaciczne, kiedyś będące
rzadką komplikacją, są obecnie często spotykane i stały się główną
przyczyną śmiertelności kobiet w ciąży. Wzrost częstości ich występowania
obserwuje się od 1970 r. i jest on związany z wieloma czynnikami. Najważniejsze
to te, które mają związek z obecnymi praktykami seksualnymi, czyli: wzrost częstości
sterylizacji jajowodowej; używanie wkładek domacicznych; wprowadzenie
doustnych środków antykoncepcyjnych zawierających jedynie progesteron i częste
infekcje narządów rodnych, które są wynikiem stosunków pozamalżeńskich
lub przeprowadzanych aborcji. Wiele z kobiet cierpiących z powodu występowania
u nich ciąż pozamacicznych jest w związku z tym ofiarami rewolucji
seksualnej. Należy jednak dodać, że nie istnieje żadna, specyficzna
przyczyna występowania ciąż pozamacicznych. Mogą pojawiać się u kobiet
cieszących się świetnym zdrowiem i moralnością bez zarzutu.

W przeprowadzaniu operacji nie występują prawie żadne
problemy natury etycznej, dlatego że embrion lub płód zwykle jest martwy,
kiedy dochodzi do operacji. Zniszczony jajowód musi być usunięty, nawet jeśli
wiąże się to z niepłodnością lub jeśli drugi jajowód został już wcześniej
usunięty i powoduje to pośrednią sterylizację. Czasami ginekolodzy będą próbowali
oszczędzić jajowód przez zeszycie go, co odbywa się kosztem ciąży albo
przez wyssanie resztek ciąży brzusznym końcem jajowodu. Jest to stara metoda
operacyjna, mało korzystna dla pacjentki. Pozostawia ona pacjentkę ze
zdeformowanym jajowodem i kiedy w przyszłości znajdzie się w prawidłowo
rozwijającej się ciąży, to ryzyko następnej (trzeciej) pozamacicznej ciąży
znacznie wzrasta.

Przypadek kliniczny

Kiedyś zostałem wezwany do nagłego przypadku.
Pacjentka rozpoczęła konsultację od słów: "Zaszłam w ciążę
pozamaciczną". Będąc "prawdziwym lekarzem" miałem ochotę
odpowiedzieć: "Opisz objawy, a diagnozę postawię ja". Ale ona miała
rację! Aż trudno było mi w to uwierzyć. W przeszłości pacjentka miała
pierwszą ciążę pozamaciczną, a także drugą, podczas której chirurg, który
wykonywał operację, starał się ocalić pozostałości po jajowodzie. Nic więc
dziwnego, że i trzecia ciąża była pozamaciczna. Przez krótki okres czasu
jej życie było w niebezpieczeństwie, zawdzięczając taki stan przestarzałej
chirurgii podczas drugiej ciąży.

Dylemat etyczny pojawia się, kiedy ciąża
pozamaciczna jest zdiagnozowana w momencie, kiedy nie nastąpiło jeszcze
rozerwanie jajowodu, czyli kiedy płód jeszcze żyje. Przy użyciu laparoskopii
i ultrasonografu ta wczesna diagnoza może być wykonana dużo wcześniej. Jajowód
na pewno zostanie rozerwany w następnym tygodniu lub dwóch, stanowiąc duże
ryzyko dla matki. Lekarz ma do czynienia z dużym, obrzękniętym jajowodem i
jest całkowicie usprawiedliwiony, jeśli usunie go, nawet jeśli jest pewne, że
płód umrze. Jego śmierć jest pośrednia, jest do przewidzenia i dozwolona,
ale nie bezpośrednio pożądana. Trzeba przyznać, że jest to subtelne rozróżnienie
etyczne, ale opisana metoda jest akceptowana przez większość autorytetów.

14

SEKSUOLOGIA

Niebezpieczeństwa
i pułapki

Kliniczna nauka o funkcjach seksualnych jest uzasadnionym obszarem dla
działalności lekarzy i psychologów, ale niebezpieczeństwa z tym związane
dla lekarzy i pacjentów są chyba oczywiste. Najczęstsze problemy u mężczyzn
to: przedwczesny wytrysk (ejaculatio precox), impotencja, niemożność
wytrysku; u kobiet: bolesne stosunki (dyspareunia), brak libido i niemożność
osiągnięcia orgazmu (anorgasmia).

Dyskusja na te tematy powinna
odbywać się w trzeciej osobie, nie w pierwszej ani w drugiej; lekarz nie może
nigdy uciekać się do praktyk, które same w sobie są moralnie zabronione. Na
przykład jest bardzo powszechne, że seksuolog, pozbawiony jasnych zasad
moralnych, rekomenduje masturbację jako "trening". Jest to złe, a w
przyszłości może okazać się szkodliwe.

Inne praktyki polegają na
"podstawianiu" osoby, wchodzącej w skład terapeutycznego zespołu,
która ma pacjentowi z problemami zastąpić żonę albo męża, aby pokazać mu
(lub jej) parę "sztuczek". Jest to ewidentnie beznamiętna wersja
starej formy cudzołożenia i podstawiona osoba jest nikim innym jak tylko odrażającą
prostytutką z pensją, zamiast bardziej powszechnie uznanej opłaty - za usługę.
Takie działania są oczywiście niemoralne.

Największe ryzyko istnieje wtedy,
kiedy lekarz zaangażuje się emocjonalnie w związek z pacjentem, być może z
własnej wygody (jest autorytetem) albo z powodów finansowych (nie trzeba płacić
za personel), albo nie potrafi zapobiec pobudzeniu seksualnemu, jakie wywołuje
w nim taka praca. Tego rodzaju ryzyko zostało jasno dostrzeżone przez
Hipokratesa 2400 lat temu, i wspomniał on o nim w sławnym przemówieniu:

"W jakiekolwiek domy wstępuję,
idę do nich dla dobra chorych i będę stronił od każdego, dobrowolnego działania
szkodliwego i przekupstwa, a także od kobiet lub mężczyzn, związanych lub
wolnych."

Co może stanowić ochronę
lekarza lub pacjenta w tej podstawowej ale ryzykownej pracy? Hipokrates miał
odpowiedź:

"W czystości i świętości
przejdę przez życie i będę praktykował moją sztukę." Współczesny
lekarz odwołujący się do tradycji judeochrześcijańskich będzie bronił się
przed złem, unikając jakichkolwiek kompromisowych sytuacji, które są łatwą
okazją do popełnienia grzechu, wzmacniając swoją wiarę przez codzienną
modlitwę i pokutę oraz traktując każdego z pacjentów jako cierpiące
dziecko Boże.

Z przykrością muszę stwierdzić,
że standardowe postępowanie w tej dziedzinie nigdy nie było tak złe jak
obecnie. Po raz pierwszy udowodniono rozmiar tych etycznych wykroczeń na
spotkaniu Towarzystwa Amerykańskiej Medycyny w Chicago w 1973 r. Przedstawiony
raport pokazał, że około 7% lekarzy przyznało się do odbycia stosunku płciowego
ze swoimi pacjentami. W publicznej dyskusji, która potem się odbyła, niektóre
z kobiet skarżyły się, że po uwiedzeniu ich, lekarze zażądali później
zapłaty za konsultację! Czy przepływ gotówki nie powinien następować w
przeciwną stronę?

Edukacja seksualna

W szalonym i pogmatwanym, świecie współczesnej pedagogiki lekarze i
pielęgniarki są proszeni o wygłaszanie prelekcji dotyczących spraw seksu.
Obserwując coraz większą ilość rozpadających się małżeństw, powinniśmy
być ostatnimi, którzy udzielają takich porad. Tylko ci, których życie
osobiste może posłużyć za przykład, jest pełne miłości i czystości, mogą
mieć dostęp do młodzieży, niestety, w praktyce zazwyczaj jest odwrotnie.

Edukacja seksualna w państwowych szkołach zwykle polega na udzielaniu
instrukcji, jak używać środków antykoncepcyjnych, i na podważaniu
autorytetu rodzicielskiego. Każda z form seksualnej aktywności jest
prezentowana dzieciom. Ukryty sens takiego działania polega na tym, że jeśli
przekonamy je, że to jest to, co wszyscy robią, i jeśli pozbawimy ich zasad
moralnych, to wszystko uznają za dopuszczalne. Młodzież jest w związku z tym
zapoznawana z masturbacją, zapłodnieniem i homoseksualizmem już w bardzo
wczesnym wieku. Takie błędne ich kształtowanie jest ciężkim grzechem. Jezus
powiedział "Lecz kto by się stał powodem grzechu jednego z tych małych,
którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi
i utopić go w głębi morza" (Mt 18,6).

Ten rodzaj edukacji seksualnej został opisany jako
"masakra niewinnych". Czy ludzie zapomnieli, co powiedział Chrystus?

Z tego względu napisałem dla młodzieży broszurę
na temat czystości. Proponuję w niej 10 sugestii, chcąc pomóc młodym
prowadzić przyzwoite życie, namawiając ich, żeby powstrzymali się od
seksualnych doświadczeń do czasu małżeństwa.

Pornografia

Nie ma czegoś takiego jak dobra,
przyzwoita pornografia. Pornografia zawsze jest wulgarna i poniżająca, szczególnie
dla kobiet. I są dwie właściwości, które zawsze idą z nią w parze: bluźnierstwo
i przemoc.

Cokolwiek, co jest grzeszne, nienawidzi tego, co
jest dobre i niewinne, a Ci, których można przedstawić jako dobrych i
niewinnych to: (l) Chrystus i Najświętsza Maria Panna, (2) małe dzieci.
Przemoc, którą wywołuje pornografia, rozpoczyna się od aktów nieczystości,
do których zachęca. Częstotliwość gwałtów i innych form przemocy
seksualnej wzrosła równolegle z rozwojem pornografii. To jest cena, którą
społeczeństwo musi zapłacić za rewolucję seksualną. Zygmunt Freud
stwierdził kiedyś, że nieprawidłowości seksualne są zawsze związane z
sadyzmem i masochizmem. Św. Tomasz z Akwinu (zm. 1274 r.) powiedział po
prostu: "Nieczystość prowadzi nieuchronnie do przemocy."

Współczesna eksplozja pornograficznych materiałów,
gazet, filmów, widowisk na żywo itp., jest bezprecedensowym,
socjologicznym fenomenem. Trudno jest zdefiniować pornografię, ale można ją
natychmiast rozpoznać. Co to ma wspólnego z medycyną? Po prostu wielu lekarzy
nie wzbrania się przed zalecaniem pornografii jako środka pomocniczego. Na
przykład, jeśli lekarz poprosi o próbkę nasienia, aby móc zdiagnozować
jego płodność, to laboratorium nierzadko udostępni pornograficzne
czasopisma, aby zapewnić pacjentowi dodatkową stymulację. Seksuolodzy, jak i
psychiatrzy często sugerują pacjentom, że ich problemy seksualne mogą
zmniejszyć się po sięgnięciu do pornografii. Jest to działanie, które
prawie na pewno musi ponieść klęskę, a prawdopodobnie spowoduje pogorszenie
dotychczasowego stanu. Poza tymi, którzy mają zawodowy obowiązek orientowania
się w tych sprawach (policja, cenzorzy, prawnicy, biegli z zakresu medycyny) doświadczanie
pornografii stanowi ryzyko dla zachowania czystości i w związku z tym jest
grzechem. Wszyscy ci, którzy w dowolny sposób współuczestniczą w tym
grzesznym postępowaniu, postępują karygodnie w większym lub mniejszym
stopniu, pogrążając się w swoich własnych grzechach i grzechach innych, aby
nie wspomnieć o częściowej odpowiedzialności za ewidentny upadek
cywilizacji, w której wszyscy żyjemy.

15

RÓŻNORODNE
PROBLEMY MEDYCZNE

Świadkowie
Jehowy a problemy związane z przetaczaniem krwi

Każdy musi docenić odwagę i wytrwałość, z jaką świadkowie Jehowy
trzymają się swoich poglądów religijnych, między innymi tego, że
transfuzja krwi jest grzechem i w związku z tym nigdy nie jest dozwolona. To
stanowisko opiera się na takich fragmentach z Biblii, jak: Kpł 17,13-14 i Dz
15,19-21, które zabraniały użytkowania krwi.

Kościół katolicki i większość innych Kościołów nie stosuje tego
zakazu wobec transfuzji krwi. Nawet jeśli lekarz myśli, że stanowisko świadków
Jehowy jest błędne, to jego obowiązkiem jest służenie pacjen­towi i nie
czynienie niczego, co mogłoby urazić przekonania tego pacjenta.

Jeśli lekarz odczuwa dyskomfort z powodu tego ograniczenia, to powinien
wycofać się z prowadzenia tego przypadku wiedząc, że istnieje kompetentny
zastępca, ale nie wolno mu nigdy forsować żadnego leczenia wobec nikogo. Może
to oznaczać, że będzie musiał biernie przyglądać się i obserwować umiera­jącego
pacjenta z powodu wykrwawiania się, np. w przypadku poporodowego krwotoku,
uszkodzenia macicy, ciąży pozamacicznej albo ciężkiego urazu. Nie można
rozpatrywać tego jako samobójstwa, ale jako decyzję odważną, nawet jeśli
mylnie podjętą przez pacjenta. Lekarz powinien jedynie powiadomić odpowiednie
medyczne i sądowe instancje, aby chronić siebie przed obciążeniami wynikającymi
z niekompetencji czy zaniedbania.

Jeżeli lekarz opiekuje się nieprzytomnym pacjen­tem,
przywiezionym z wypadku drogowego, i nie ma nikogo, od kogo mógłby uzyskać
zgodę, to można założyć, że sam pacjent wyraża zgodę i że można
przeprowadzić transfuzję - aż do momentu powrotu świadomości chorego.

Główny problem pojawia się wtedy, kiedy pacjent
jest nieletni i decyzja o nieprzeprowadzeniu trans­fuzji zależy od rodziców
albo innej bliskiej osoby. Noworodek może cierpieć z powodu konfliktu serolo­gicznego
i ciężkiej anemii spowodowanej upływem krwi. Natychmiastowa transfuzja
wymienna jest w stanie uratować mu życie. Ogólnie dopuszcza się, że sąd ma
prawo do ingerencji, powiedzmy wtedy, kiedy rodzice zaniedbują dziecko, są
niekompetentni, są kryminalistami albo są psychicznie chorzy. Uważa się za słuszne
założenie, że w takich okolicznościach władza rodziców może zostać
ograniczona i sąd może mieć prawo zrobić wszystko, co jest potrzebne, do
uratowania życia dziecka.

Genetyka

Ta niezwykle nowoczesna dziedzina
wymaga nie tylko całościowej wiedzy anatomicznej i fizjologicznej, ale także
zdolności matematycznych i umiejętności prowadzenia profesjonalnej pracy przy
użyciu mikro­skopu. W ostatnich latach pojawiły się doniesienia na temat
nieprawdopodobnych odkryć tajemniczych chromosomów, genów i ich
dziedziczenia. W jednym z międzynarodowych projektów liczy się na możliwość
stworzenia mapy 40000 genów i dzięki temu powięk­szenia naszej wiedzy na
temat życia na poziomie komórkowym. Jest to część nauki, w której wielu
naukowców liczy na wspaniałe odkrycia w dziedzinie medycyny w ciągu następnej
dekady lub - dwóch.

Główne problemy etyczne powstałe w tej dzie­dzinie
są związane z inżynierią genetyczną i gene­tycznym poradnictwem. W inżynierii
genetycznej jakakolwiek interwencja, która ma na celu poprawie­nie stanu
zygoty albo embrionu, jest mile widziana, jeśli jej celem nie jest
manipulowanie ludzką istotą w celach naukowych, np. przez klonowanie. Takie
działanie jest nie do zaakceptowania.

Poradnictwo genetyczne jest niezbędne dla rodzi­ców,
u których występują wady, które mogą zostać przeniesione na potomstwo lub
jeśli występują u nich choroby rodzinne, takie jak: pląsawica Huntingtona,
zwłóknienie torbielowate, zespół Downa, wady kanału rdzeniowego i setki
innych rzadkich schorzeń. Powszechnym rozwiązaniem oferowanym w takich
okolicznościach są zwykle środki antykoncepcyjne, sterylizacja, aborcja.
Zgodnie z moimi wcześniejszymi rozważaniami wszystkie one są nie do zaakcepto­wania.
Jedyne praktyczne rozwiązanie to system naturalnego planowania rodziny
ograniczający się do stosunków płciowych w dniach poowulacyjnych. Konsultant
określa rodzicom, na podstawie matema­tycznego prawdopodobieństwa, ryzyko
dziedziczenia w przyszłości defektu genetycznego, wyrażonego jak 1:2, 1:10
albo 1:100 szans. Po otrzymaniu wyniku, rodzice decydują o przyszłej
strukturze rodziny.

Prawa małżeńskie

Czy ludzie z wadami dziedzicznymi
mają prawo do małżeństwa i rodzenia dotkniętych wadą dzieci, jeśli tego
chcą?

Nie ma wątpliwości, że państwo ma prawo do
ograniczeń w sprawie małżeństwa w pewnych okoli­cznościach. Np. jest
wymagany określony minimalny wiek dla męża i żony (zwykle 18 i 16 lat). W
Stanach Zjednoczonych powszechnie wymaga się odpowied­nich testów i badania
krwi, zanim zostanie wydana licencja małżeńska. Wieloletni więźniowie i
pacjenci szpitali psychiatrycznych często tracą swoje prawo do małżeństwa.

Poważniejszą sprawą jest, gdy państwo postanowi
ograniczyć podstawową wolność osób zupełnie nor­malnych pod innymi względami
obywateli. Najbar­dziej poprawna z punktu widzenia teologicznego opinia to
taka, według której pary nie tracą swojego prawa do małżeństwa tylko
dlatego, że są nosicielami nieprawidłowych genów. Należy im zaufać, że będą
żyli w odpowiedzialny sposób, bez odwoływania się do paternalistycznej
opieki państwa. Współczesne przypadki ograniczenia praw ludzkich w tak wielu
dyktaturach społecznych zdarzają się jednak często.

Z drugiej strony, smutno jest
patrzeć na dotknięte wadą dzieci, które rodzą się z takich małżeństw, i
na nieuchronność związanych z tym tragedii. Sprawie­dliwość jest
honorowana, ale trzeba pamiętać, że jest jeszcze inna cnota należąca do
czterech cnót głów­nych, a jest nią roztropność.

Przypadek kliniczny

Wiele lat temu miałem pacjentkę, która była niewidoma. Jak wiele
niewidomych osób, była skrycie dumna ze sposobu, w jaki prowadziła prawie
normal­ne życie, gotując, robiąc zakupy i wykonując inne prace domowe.
Zaskoczyła mnie wtedy, kiedy wyszła za mąż za niewidomego mężczyznę, który
jak i ona, również prowadził niemal zupełnie normalne życie. Ich ślepota w
obu przypadkach miała genetyczne podłoże i zostali oni poinformowani, że
posiadanie dziecka wiązało się z pięćdziesięcioprocentowym prawdopodobieństwem,
że dziecko urodzi się niewido­me. W końcu mieli czworo dzieci, z których
dwoje widziało i dwoje było niewidomych. Wszyscy dzielnie stawiali czoła życiu,
ale był to wzruszający widok, kiedy dwójka normalnych dzieci prowadziła
swoich rodziców i dwóch braci.

Stworzyli oni szczęśliwą
rodzinę i cieszyli się życiem z jego wszystkimi ograniczeniami i w końcu
kiedyś doszli do szczęścia w niebie. Czy było to roztropne? Czy rozwaga jest
większą cnotą niż męstwo? Czy życie nie jest większym darem niż jego
jakość i czy w związku z tym czy nie jest warte więcej niż idealna
egzystencja tutaj na ziemi? Nigdy nie będę znał właściwej odpowiedzi.

Lekarze i ich
koledzy w pracy

Idealnie byłoby, gdybyśmy tworzyli bractwo, zespół braci (i oczywiście
sióstr), pomagających sobie wza­jemnie, wszyscy zjednoczeni wspólnym celem
posługi pacjentowi - czy bezpośrednio w pracy klinicznej, czy pośrednio w
administracji, nauczaniu lub badaniach naukowych. Ludzka natura jest taka, z żalem
trzeba powiedzieć, że czasami występują między nami konflikty. Jeśli
wszyscy przyjęlibyśmy za nasze motto wyrażenie: Caritas et justititia (Miłość
i sprawiedli­wość), nasze problemy byłyby znacznie mniejsze.

Sprawy finansowe

Wielu lekarzy narzeka, mimo że ich sytuacja finansowa jest bardzo dobra.
Prawdopodobnie bierze się to z tego, że przez długie lata byli oni biednymi
studentami albo początkującymi, słabo opłacanymi pracownikami szpitala. Czy
jednak zwracamy uwagę na ten nieprawdopodobny fenomen, że jeśli zdecydu­jemy
się na pozornie głupią i pochopną darowiznę lub zrzekniemy się wysokiej opłaty
na rzecz ubogiego i czasami niewdzięcznego pacjenta, to niekiedy już za parę
dni nasz prezent jest nam zwracany w jakiś nieoczekiwany sposób? Oczywiście
jest to powiązane z tajemniczym działaniem szczodrej Opatrzności. Lekarze zasługują
na godne zarobki, ponieważ ich praca jest bardzo ważna, okres edukacji jest
wyjątko­wo długi i istnieje ciągła potrzeba wydawania pienię­dzy na
dalsze dokształcanie etc.

Ingerowanie
w sposób prowadzenia pacjentów przez naszych kolegów lekarzy

Krytykowanie swojego kolegi z pracy w kontakcie z pacjentem albo podważanie
jego metod leczenia jest co najmniej obrazą dobrych manier, a nawet moral­ności.
Ale co powinniśmy zrobić, jeśli mamy pewność, że takie prowadzenie
pacjenta jest albo nieodpowied­nie, albo niebezpieczne? Idealnie by było,
gdybyśmy mieli odwagę, aby przede wszystkim przedyskutować z nim sprawę. Jeśli
okaże się, że lekarz ten jest głuchy na argumenty, pacjentowi powinno się
polecić, aby zasięgnął opinii innego lekarza.

16

PIELĘGNIARKI,
STAŻYŚCI I STUDENCI

Znaczenie
średniego personelu medycznego

Jedną ze zdrowych przemian współczesnej medycyny jest traktowanie pielęgniarstwa
jako oddzielnego i niezależnego zawodu, bazującego na własnych siłach. Pielęgniarki
nie są już dłużej traktowane jako asysta lekarska. Każda z profesji
oddzielnie i godnie służy pacjentowi, mają wyznaczony zakres odpowiedzialności,
ale często nakładają się one na siebie. Specjalności te są niezależne,
ale zależą od siebie. Każda z nich nie mogłaby istnieć bez pozostałych.

Wraz z postępem szkolnictwa
zostały wprowadzone kursy specjalizacyjne dla pielęgniarek i możliwość
podyplomowego kształcenia się na uniwersytetach. Podstawowym obowiązkiem pielęgniarki
nie jest służenie lekarzowi, ale pacjentowi; w związku z tym żaden autorytet
medyczny nie może zmusić jej do zastosowania jakiejś terapii lub jej
zaprzestania, jeśli ma ona uzasadnione obiekcje wobec tej decyzji. Dla lekarza
taki rozkaz byłby ultra vires, błędnym rozumieniem jego władzy.

Po tym stwierdzeniu nie ma wątpliwości,
że lekarz stoi na czele terapeutycznego zespołu i że pielęgniarka jest
zobowiązana do stosowania się do jego zaleceń, ale tylko wtedy, kiedy nie są
one szkodliwe lub nielegalne. Byłoby niedorzeczne i niepraktyczne, gdyby pielęgniarka
mogła podważać każdą decyzję i gdyby lekarz miał wątpliwości, czy jego
zalecenia wobec pacjenta są wypełniane. Na szczęście obydwa te zawody zwykle
żyją w szczęśliwej symbiozie, współpracując razem w atmosferze wzajemnego
respektu.

Z drugiej strony, w związku z popularnością wojujących
feministek i z głoszeniem niechęci wobec zawodu pielęgniarskiego, który słynął
z pokory, bardziej agresywne pielęgniarki, pracujące w obecnych czasach,
znacznie utrudniają życie lekarzowi, szczególnie w położnictwie. Doświadczona
położna jest jak perła. W czasie lat praktyki zyskała olbrzymią wiedzę na
temat normalnego porodu i obecnie potrafi szybko zdiagnozować niebezpieczeństwo
zagrażające matce albo dziecku. Dodatkowo musi znosić frustracje związane z
współpracą z niedoświadczonymi stażystami i studentami oraz młodymi położnikami.
Nie można w żaden sposób pomóc jej poza stałą cierpliwością i zwracaniem
uwagi na fakt, że jej opieka nad pacjentką jest bezcenna.

Nie można pominąć stresu, na jaki jest narażony
lekarz położnik. Każdy poród to sytuacja wymagająca natychmiastowego działania
i nie jest możliwe, a czasami nie jest pożądane, aby lekarz musiał tłumaczyć
każdą swoją decyzję albo mówić o wszystkich dalszych działaniach pielęgniarce
lub pacjentowi.

Pielęgniarka oddziałowa i pielęgniarka pracująca
na oddziale posiadają różne zdolności, czasami praktyczne, czasami
intelektualne. I to właśnie one decydują o wyborze najbardziej odpowiedniej
pracy przez pielęgniarkę. Ich praca w szpitalu jest bezcenna. Gdyby pielęgniarki
dostrzegły to, bardziej by w siebie wierzyły i nie wahałyby się oprzeć
takim nieetycznym działaniom, jak promocja środków antykoncepcyjnych,
sterylizacja, aborcja czy eutanazja. Wszystkie dobre pielęgniarki, stażyści i
studenci muszą odznaczać się indywidualną siłą, aby odmówić współpracy
w tej dziedzinie.

Pielęgniarki
w roli "przyzwoitek"

Do niedawna stałym zwyczajem było, aby pielęgniarka była obecna
podczas badania ginekologicznego, badania piersi albo przy innych badaniach, ale
wydaje się, że obecnie taki model pracy nie funkcjonuje. Wiele pacjentek
powiedziało mi, że byłem pierwszym lekarzem, do którego zgłosiły się o
poradę, a który miał w swoim gabinecie pielęgniarkę.

Jeśli chodzi o dobre maniery i
pewną wrażliwość, to taka opieka powinna być zapewniona każdej pacjentce.
Powinny także być zapewnione warunki gwarantujące pełnię intymności, aby
pacjentka mogła się bez skrępowania rozebrać, a potem ubrać.

Stale tłumaczy się lekarzom, że
obecność pielęgniarki w gabinecie chroni i lekarza, i pacjenta. Mam paru
kolegów po fachu, których seksualnym standardom nic nie można zarzucić, ale
prędzej czy później może się zdarzyć taki przypadek, że przemiła kobieta
okaże się paranoiczką lub osobą głęboko obsesyjną i oskarży ich o
nieprzyzwoite napastowanie.

Stażyści i studenci

Niewątpliwie istnieje
natychmiastowa potrzeba, aby prawi, młodzi mężczyźni oraz podobne kobiety
podejmowali studia medyczne i pielęgniarskie, szczególnie zaś wybierali
kierunek położniczo-ginekologiczny, ale nauka ta wymaga odwagi i wytrwałości.
To jest oczywiste. Jeśli ktoś chce iść w ślad za Chrystusem, to krzyż, który
nosi codziennie, będzie zobowiązywał go do pewnego, zawodowego i osobistego męczeństwa.

Każde miasto powinno mieć Katolickie (i Chrześcijańskie)
Bractwo Pielęgniarek i Katolickie (i Chrześcijańskie) Bractwo Lekarzy. Są
one konieczne w podtrzymaniu przyjaźni, we wzajemnym wspieraniu się, ale w
praktyce zwykle nie istnieją.

Często w programie nauczania przyszłych lekarzy i
pielęgniarek są aranżowane wizyty w klinikach aborcyjnych i klinikach zajmujących
się antykoncepcją. Rzekomo po to, aby rozszerzyć zakres doświadczenia w tym
obszarze. Zaleca się studentom, aby odmówili zaproszenia i uprzejmie
przeciwstawili się takim wizytom. Każdy, kto myśli, może łatwo zauważyć,
że jest to ohydny przykład psychologicznej techniki "znieczulania".
Jeśli zobaczą, jacy sympatyczni ludzie pracują w klinice i jak promiennie często
wyglądają, to niektórzy mogą wyzbyć się wstrętu do takich praktyk. Tak
jak głosi irlandzkie powiedzenie: "Jeśli pijesz z diabłem, to
potrzebujesz długiej łyżki" (Szekspir użył podobnego zdania).

17

WSPÓŁPRACA
Z KAPLICAMI SZPITALNYMI

Rola kaplicy w szpitalu

Pomimo właściwego stosunku do
religijnych posług wśród chorych jest jeszcze dużo do zrobienia w tej
dziedzinie. Lekarz albo pielęgniarka bez doświadczenia religijnego często uważają
kaplicę szpitalną za niepotrzebny, a nawet za dokuczliwy dodatek. To krótkowzroczne
widzenie bierze się ze stosowanej przez wieki edukacji, która w końcu
doprowadziła do zaniku praktyk religijnych wśród społeczeństwa. Jednym z
dodających otuchy faktów jest to, że Stany Zjednoczone przodują wśród
anglojęzycznych państw w regularnym chodzeniu do kościoła (około 20%
populacji). W Anglii ta liczba dochodzi tylko do 3%! Miejmy nadzieję, że
Amerykanie poprowadzą świat z powrotem w kierunku świętości.

Trudno oczekiwać, aby tak dumna
profesja jak medycyna mogła zaakceptować, że pomoc religijna jest bardziej
cenna od medycznej. Jako dyscyplina naukowa zajmuje się światem fizycznym, ale
nie może zrozumieć metafizyki, która ma więcej niż trzy wymiary. Medycyna
koncentruje się na tym świecie; religia na przyszłym. Jeśli medycyna
ograniczy się do leczenia ciała, to zawsze przegra ostatnią walkę w życiu.
Ale jeśli zaoferujemy naszym pacjentom miłość i sprawiedliwość, to zawsze
zwyciężymy. Nauka upada, ale miłość triumfuje. To jest właśnie apoteoza
lekarzy.

Ksiądz jako sługa Boży broni sprawiedliwości i
miłości. Kiedy medycyna nie ma już nic do zrobienia, ksiądz jest jedynym, który
może zaoferować pacjentowi prawdziwą służbę poprzez przyniesienie mu
pocieszenia, akceptacji, modlitwy, łaski i sakramentów. Ksiądz ma prawo do
przebywania obok pacjenta, a lekarze mają obowiązek wyrażania na to zgody.
Księdza powinniśmy przywitać jako profesjonalnego kolegę i honorować wartość
jego pracy. Nie tylko w przypadku pacjenta nieuleczalnie chorego kontakt z księdzem
jest wartościowy. W każdej chorobie pomaga on pacjentowi doceniać pozytywne
aspekty cierpienia, nie tylko podkreślając ten jego aspekt, który służy
kształtowaniu charakteru poprzez odwagę i wytrzymałość, ale przez zwrócenie
uwagi na ten jego wymiar, który prowadzi do pokuty i rozgrzeszenia. "Na
krzyż z Chrystusem..."

Pacjenci, którzy są otwarci na duchową współpracę,
to nie tylko chrześcijanie, Żydzi albo muzułmanie. Pamiętam śliczną
pacjentkę, młodą Hinduskę, która bardzo przejmowała się krwawieniem
podczas ciąży. "Czy modlisz się do Sziwy, Kriszny i Wisznu?" -
zapytałem ją. "O tak, doktorze - odpowiedziała z szeroko otwartymi,
ciemnymi oczami, potrząsając głową - o każdej porze". Była to
poruszająca wypowiedź o uniwersalnej duchowości.

Kiedy powstają etyczne problemy w medycynie,
powinna odbyć się konsultacja z księdzem, zanim nastąpi z lekarzami — on
jest bowiem najbardziej kompetentny w sprawach moralnych. Lekarz jest tylko
amatorem - tak jak i autor książki. Niestety, w niektórych państwach rzadkością
jest znalezienie księdza na szpitalnym posiedzeniu etycznym. Zastanawiam się
dlaczego?

Szkoły medyczne i pielęgniarskie powinny mieć
przynajmniej jeden przedmiot w roku, prowadzony przez wykwalifikowanego
duchownego. Mógłby doprowadzić do tego, że cały personel będzie wiedział,
jak przeprowadzić chrzest i jaki jest jego cel. Obecnie ta prosta, ale i
podstawowa sprawa, nawet w katolickich szpitalach jest zaniedbana i ignorowana.

Jak wiele powinien powiedzieć lekarz albo pielęgniarka
księdzu o rozpoznanej chorobie pacjenta? Ogólnie lepiej ograniczać się do
ostrożnego przedstawienia tylko ogólników: pacjent cierpi na niegroźną
chorobę albo na przewlekły stan, albo jest w stanie krytycznym. Nie ma żadnej
potrzeby, aby zapoznawać księdza z dokładnym rozpoznaniem, chyba że istnieje
ryzyko zarażenia.

Tajemnica
lekarska (zobacz także rozdział 4)

Poszanowanie prywatności to ideał,
chociaż zawsze jest trudno pielęgniarkom i młodszemu personelowi medycznemu o
jego zachowanie, ponieważ utrzymują kontakt z tak wieloma ludźmi przewijającymi
się przez oddziały i kliniki. Pomijając ten fakt, powinni oni skłaniać się
raczej do mówienia za mało niż za dużo. W sprawach dotyczących zdrowia,
choroby i osobistych relacji, pacjent ma fundamentalne ludzkie prawo do prywatności.
Jednocześnie, rodzina zawsze zadaje ważne i "zuchwałe" pytanie: Co
Jej (Jemu) dolega? Najlepiej w takiej sytuacji jest pozostawić pacjentowi możliwość
podzielenia się tą informacją z wybraną osobą, ale jeśli pacjent jest
starszy lub w śpiączce, to najbliższa, spokrewniona z nim osoba powinna zostać
poinformowana o jego stanie.

Nigdy nie wolno udzielać
poufnych wiadomości przez telefon, nawet jeśli dzwoniący mówi, że jest
prezydentem albo królową. Aby zilustrować, jak ostrożny powinien być
personel medyczny, przedstawię przykład z mojego szpitala.

Pewnego wieczoru mój oddział
odwiedził podekscytowany ojciec. "Doktorze - powiedział - właśnie wróciłem.
Byłem w podróży służbowej i powiedziano mi, że moja żona miała dzisiaj
niespodziewaną operację. Strasznie się martwię. Czy wszystko jest w porządku?
To nie jest rak? O Boże, nie chcę jej stracić." "Nie, oczywiście,
że nie. To tylko zwykłe poronienie." Natychmiast zmienił swoje
zachowanie. "Dziękuję, doktorze. To wszystko, co chciałem wiedzieć.
Byliśmy w separacji od roku. Właśnie idę po rozwód. Pan zostanie powołany
na świadka."

Choroba
sprzyja rozwojowi duchowemu

Czas choroby jest czasem, który
daje możliwość duchowego rozwoju. Kiedy czujemy się dobrze i jesteśmy
aktywni, to czasami myślimy, że możemy pozwolić sobie na życie bez Boga
albo przynajmniej że możemy odroczyć, nie wiadomo na jak długo, nasze
pojednanie z Nim. W takich przypadkach ból, niebezpieczeństwo, strach lub świadomość
nadchodzącej śmierci i najlepiej (najwyraźniej) przypominają nam o naszych
obowiązkach wobec Stwórcy i o sprawach ostatecznych (śmierci, sądzie, piekle
i niebie). Tak jak mówi Stary Testament: "Bojaźń Pańska początkiem mądrości;
wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują, a sprawiedliwość
Jego trwać będzie zawsze" (Ps 111,10).

18

LEKARZ, SPOŁECZEŃSTWO
I PAŃSTWO

Lekarz i społeczeństwo

Lekarze - od kiedy w życiu społecznym zajmują miejsce profesjonalistów
- wywierają głęboki wpływ na społeczeństwo. Zwykle wpływ ten jest
korzystny, ale czasami bywa niekorzystny. Naszym głównym obowiązkiem jest
pielęgnowanie fizycznego i psychicznego zdrowia nie tylko pojedynczej osoby,
ale także całego społeczeństwa. Jeszcze kilka lat temu strach przed byciem
oskarżonym o "reklamowanie się" sprawiał, że bardzo niewielu
lekarzy miało odwagę występować wobec szerszej społeczności. Na szczęście
te dni represji minęły i niektórzy nawet ośmielają się pisać książkę
(!), w przekonaniu, że pióro jest silniejsze -jeśli nie miecz, to
przynajmniej skalpel. Mamy obowiązek mówienia na głos o rzeczach dotyczących
dobra pacjenta i społeczeństwa. Niewykonywanie tego można uważać za
zaniedbanie obowiązków, nawet jeśli istnieje jakieś ryzyko bycia
niezrozumianym lub narażenia siebie na złą wolę innych.

Rewolucja
seksualna

Czytelnik, który doszedł ze mną tak daleko, posiada już pewne pojęcie
o złu, jakie społeczeństwu wyrządzają środki antykoncepcyjne, aborcja,
sterylizacja, stosunki pozamałżeńskie, rozwody, homoseksualizm i inne
problemy rozniecone przez rewolucję seksualną. Wiele zjawisk z tej smutnej
listy nigdy by się nie pojawiło, gdyby nie współpraca - czasami ochocza,
czasami wymuszona — służby zdrowia. Głównymi ofiarami tej rewolucji są
liczne, porzucone i wykorzystane kobiety i dzieci. Istnieją dowody, że postępujące
pogorszenie psychicznego i fizycznego zdrowia jest rezultatem tych praktyk,
medycyna nie protestuje jednak w sposób znaczący. Ministerstwo Zdrowia wydaje
się być równie bezsilne, chociaż np. bardzo silnie przeciwstawia się
paleniu tytoniu. Dojrzewające dziewczynki powinny być ostrzegane przez
autorytety społeczne, że stosunki pozamałżeńskie niosą ze sobą ryzyko
chorób przenoszonych drogą płciową (włączając AIDS), przewlekłych
infekcji dróg rodnych, bezpłodności i raka szyjki macicy. Także młodzi chłopcy
powinni być ostrzegam przed chorobami przenoszonymi drogą płciową i powinno
się ich zachęcać do dbania o własne zdrowie, a także o reputację swoich
dziewczyn. I jedni, i drudzy powinni być zachęcani do zajmowania się swoim życiem
w odpowiedzialny sposób, którego celem jest stanie się pewnego dnia dobrym
ojcem czy matką.

Medycyna
alternatywna

Rozkwit we współczesnym świecie nieortodoksyjnych (i czasami
niebezpiecznych) gałęzi z pogranicza medycyny, niejednego może przyprawić o
zawrót głowy. Zbyt często pacjenci trafiają do szarlatanów i tracą swoje
pieniądze, równocześnie ryzykując swoim zdrowiem, a nawet życiem za tanią
usługę. Co powoduje takie zamieszanie w lecznictwie? Pierwszym wyjaśnieniem
jest fakt, że medycyna nie jest do końca nauką ścisłą. Innym, że
naturalna siła naprawcza, czyli vis medicatrix naturę, jest tak silna,
że stan zdrowia większości pacjentów poprawia się wraz z upływem czasu,
nawet bez pomocy lekarstw.

Nie udało nam się przekonać
naszych pacjentów, że medycyna ortodoksyjna jest najlepsza, jedyna -dlatego,
że ortodoksja zarówno w nauce ścisłej, jak i w filozofii, bazuje na
prawdzie. Medycyna próbuje stworzyć podstawy naukowe, ale od pewnego momentu
pozostaje tylko empiryczną sztuką opartą na doświadczeniu, rozwadze i ogólnie
przyjętym rozumowaniu. Bujny rozwój nieortodoksyjnej, alternatywnej medycyny
ukazuje klęskę szkolnictwa ogólnego. Tak wielu, skądinąd dobrych ludzi, nie
ufa ortodoksyjności i nie potrafi odróżnić tego, co jest prawdziwe (i
dobre), od tego, co jest fałszywe (sztuczne i niebezpieczne) - w sztuce i
literaturze albo w polityce, a także w nauce.

Pojawia się pytanie: "Kto powinien decydować,
jeśli lekarze się nie zgadzają?" Nie ma żadnego moralnego błędu w
dawaniu pacjentom tego, czego sami chcą, zakładając, że nie wyrządzi im to
krzywdy moralnej ani fizycznej - ale będzie poważnym błędem wprowadzenie fałszywego,
ale modnego leczenia tylko po to, aby zarabiać pieniądze na naiwnych
kobietach. Jeśli dochodzi do propagowania niewłaściwych, czasami głupich
teorii medycznych, aby zyskać uznanie, to musi być w tym jakiś błąd, nawet
jeśli stopień jego jest niewielki. Przykładem byłoby mówienie ciężarnym
kobietom, że jeśli będą stosowały tylko jeden sposób oddychania, leżąc
na podłodze i relaksując się, i że jeśli ich mąż będzie masował różne
części ich ciała, to uzyskają gwarancję szybkiego i łatwego porodu.
Lekarze położnicy wiedzą, że nie mogą przewidzieć, jak będzie przebiegał
poród.

Kłopoty z państwem

Współcześnie siła państwa bardzo się zwiększyła i powinna zostać
zmniejszona. Państwo kontroluje olbrzymie fundusze i, niestety, nadal
funkcjonuje ostra zasada: "Ten, kto płaci, ten wymaga". Celem
medycyny, zarówno w interesie lekarzy, jak i pacjentów, powinno być
pozostawanie niezależnym od państwowych funduszy i państwowej kontroli tak
dalece jak to jest możliwe.

Stosowne jest, aby państwo zapewniało ochronę zdrowia jednostek i społeczeństwa,
co gwarantuje państwowy system opieki zdrowotnej, niektóre szpitale i
odpowiednia koordynacja służb edukacyjnych i klinicznych. Państwo powinno ułatwić
codzienną pracę lekarzy rodzinnych i specjalistów zajmujących się
pacjentami. Niestety, często lekarze pierwszego kontaktu mają wrażenie, że
pracują w opozycji raczej niż w kooperacji z przedstawicielami administracji.
Ci z kolei są zwolennikami lewicowej filozofii, podobnie jak nauczyciele i
dziennikarze, i prawie bez wyjątku popierają różne strony rewolucji
seksualnej, wprowadzając edukację seksualną w szkołach. Stanowi to duży
problem etyczny dla lekarzy zatrudnionych w państwowej służbie zdrowia.

Terror państwowy

Na szczęście na Zachodzie państwo nie zmusza lekarzy, aby działali
wbrew interesowi swoich pacjentów, ale w niektórych krajach nawet obecnie są
oni czasami włączani w torturowanie, psychologiczną manipulację, posługiwanie
się lekami pomagającymi ujawnić prawdę albo nawet w zabójstwo. Istnieją
przykłady, kiedy pod rządami nazistów wielu lekarzy musiało uczestniczyć w
licznych eksperymentach przeprowadzanych na więźniach obozów
koncentracyjnych, w większości przypadków prowadzących ich do śmierci.

Dysydenci z byłego ZSRR byli często
"diagnozowani" jako pacjenci psychicznie chorzy i zamykani w
szpitalach psychiatrycznych dla wygody państwa. Jedna z takich ofiar - Anatol
Koriagin, był sam lekarzem. Nominowany do nagrody Nobla w 1986 r. Koriagin,
psychiatra, napisał artykuł na temat Nieposłusznych pacjentów, w którym
ujawnił, jak KGB zmuszało słabych psychicznie lekarzy, aby więzili pacjentów,
jednocześnie doprowadzając do degradacji ten zawód. Ten odważny lekarz był
w więzieniu przez 6 lat i jego zdrowie na zawsze zostało zniszczone.

Nie wystarczy przyznać, że ta ogromna
niesprawiedliwość była etycznie zła. Co mogą w takich okolicznościach
zrobić lekarze pracujący dla państwa? Chcąc zachować w życiu uczciwość
moralną, muszą odmówić współpracy. Ale to może oznaczać śmierć! W
totalitarnym państwie codzienne życie jest właściwie niewypowiedzianą wojną
domową; a w czasie wojny śmierć jest stałym zagrożeniem dla nas wszystkich.

W jaki sposób można uprawiać medycynę we współczesnych
Chinach z ich ostrymi ograniczeniami dotyczącymi ilości dzieci w rodzinie?
Stephen Mosher, dawniej pracujący na Uniwersytecie w Stanford, ujawnił prawdę
o tym, jak ciężarne kobiety, które po raz drugi lub trzeci zaszły w ciążę,
są czasami na siłę zmuszane do aborcji, nawet jeśli ciąża jest mocno
zaawansowana. Jeśli dziecko urodzi się żywe, to jest zabijane zastrzykiem z
formaliny do przedniego dołu czaszkowego. Jest to najbardziej niehumanitarne i
niegodziwe prawo we współczesnym świecie.

W podobny choć mniej represyjny sposób Singapur w
1970 r. próbował ograniczyć ilość dzieci w rodzinie do dwóch. Uzyskał to
za pomocą finansowo odstraszających środków, które w końcu prowadziły do
forsowania niedożywienia i analfabetyzmu wśród własnych, młodych obywateli.
Medycyna współpracowała bez obiekcji. Istnieje promień nadziei, że w przyszłości
pojawi się sposób na rozsądne rozwiązanie narodowych afer w Singapurze. Rząd
przyznał się do swojego błędu i 20 lat później błaga swoje kobiety, żeby
miały więcej dzieci. Kryzys demograficzny, który był łatwy do przewidzenia,
oznacza, że państwo, które jest wyspą, cierpi na niedostatek młodych mężczyzn
do służby wojskowej, a robotnicy muszą być sprowadzani z Malezji. Brak
niestety wyrazów ubolewania i żalu ze strony polityków i lekarzy, którzy
doprowadzili do takiej sytuacji.

Zmiana planów udowodni, że jest
już za późno. Po pierwsze, wielu z obywateli zostało permanentnie
wysterylizowanych, a po drugie, populacja, która została
"zaprogramowana", aby inwestować pieniądze w siebie i w państwo
ponad wszystko inne, nie będzie łatwa do przekonania, żeby znowu rodzić
dzieci. Podobny dramat rozgrywa się w Japonii i we Francji.

Egzekucja sądowa

W ostatnich latach niektóre państwa wprowadziły nową formę egzekucji:
odpowiednio dużą dawkę narkotyków podanych dożylnie. Trzeba przyznać, że
jest to mniej okrutna forma śmierci w porównaniu z tą na krześle
elektrycznym, w porównaniu ze śmiercią poprzez zagazowanie czy przez
powieszenie, ale problem pojawia się wtedy, kiedy trzeba znaleźć lekarza lub
pielęgniarkę, którzy zgodzą się podać skazanemu narkotyk.

Na szczęście, Amerykańskie Towarzystwo Medyczne miało odwagę
powiedzieć, że byłoby nieetyczne w przypadku lekarza (albo pielęgniarki)
uczestniczenie w takim sądowym morderstwie. Ich rola to walka o życie, a nie
odbieranie go. Jeśli niektóre stany legalizują taką procedurę, to powinny
najpierw odpowiedzieć na pytanie, kto ma wykonywać egzekucję. Te stany lub
lekarze, którzy wspierają legalizację eutanazji, mają poważny dylemat. Jeśli
się akceptuje, że można zabijać starszych i nieuleczalnie chorych, to
dlaczego nie można by zabijać kryminalistów? Takie podejście może wywołać
lawinę.

Prywatne życie lekarza

Czy prywatne i
osobiste życie lekarza może interesować pacjentów lub kogokolwiek innego?
Czy musi on żyć zgodnie z zasadami moralności i etyki? Czy też może być
alkoholikiem, narkomanem, cudzołożnikiem, homoseksualistą, mężem bijącym
swoją żonę, kłamcą czy oszustem? Odpowiedź, która narzucałaby się w
naturalny sposób byłaby taka, iż nikt nie ma prawa wtrącać się do czyjegoś
prywatnego życia, a na pewno nie w życie lekarzy, pielęgniarek i innych, którzy
cieszą się zaufaniem w społeczeństwie. Jednak pacjenci mają prawo do bycia
chronionymi przed lekarzami, którzy nie spełniają wymagań moralnych.

Jeśli człowiek cierpi na poważne moralne usterki charakteru
w jednej dziedzinie życia, to na pewno z czasem obejmą one całe jego życie.
Medycyna nie zależy tylko od miłości, ale także od sprawiedliwości i
prawdy. Nauka jest zależna od prawdy. Uczony musi być absolutnie prawdomówny
oraz musi być osobą godną zaufania, nawet jeśli kliniczne rezultaty jego
badań podważają jego wcześniejsze cenne hipotezy. Cytując jeszcze raz
Hipokratesa, idealnie byłoby: "W czystości i świętości spędzę moje
życie..."

Dla tych, którzy odwołują się do judeochrześcijańskiej
tradycji, podstawową zasadą powinna być codzienna, poranna i wieczorna,
modlitwa, częste zwracanie w ciągu dnia swoich myśli w kierunku Boga i
chodzenie do kościoła lub synagogi raz na tydzień. Nawet jeśli część z
nas nie jest w stanie sprostać tym normom to godne podziwu jest to, że przeważająca
większość lekarzy i pielęgniarek jest dobrymi mężami, żonami i rodzicami
i traktuje swoich pacjentów z respektem, oddaniem i delikatnością. Ich
codzienny kontakt z cierpiącą istotą ludzką i śmiercią ma oczyszczający
wpływ. Naturalne cnoty (prawda, odwaga, cierpliwość itp.) pozwalają im
posuwać się naprzód i zapewnić odpowiedni poziom usług.

Współpraca
z firmami farmaceutycznymi itp.

Kontrakty z tymi firmami są niezbędne
i owocne; same w sobie nie mają negatywnego moralnie znaczenia, ale byłoby
nieostrożnością, aby ryzykować w związku ze współpracą z nimi utratę
zawodowej niezależności. Firmy farmaceutyczne i inne firmy pracujące na rzecz
służby zdrowia nie powinny posługiwać się lekarzami do reklamy swoich
produktów i usług. Niegodne i nawet upokarzające jest przyjmowanie długopisów,
kalendarzy, bezpłatnych win, obiadów, a także zgoda na sponsorowanie
konferencji, stypendiów itp. Jeśli firma farmaceutyczna płaci za delegację
lekarza do Nowego Jorku, aby mógł przedstawić ich nowy lek, to od razu
nasuwają się wątpliwości co do jego prawdomówności. W ten sposób lekarz
naraża swoją niezależność.

Pamiętam, jak bardzo wstydziłem
się, kiedy dostałem wielki kalendarz na ścianę od dobrego przyjaciela, którego
żona była także moją pacjentką. Na każdej stronie znajdowało się ogłoszenie:
"Zakład pogrzebowy Smith LTD." Kalendarz ten wywoływał wrażenie,
że znajdujemy się w jakiejś spółce; że ja przyczyniałem się do rozwoju
ich przedsiębiorstwa; i pacjenci prawdopodobnie tak myśleli, że jeśli
zmarliby w wyniku mojego leczenia, to ja dostawałbym procent od ich pogrzebu!
Oczywiście, kalendarz trafił na śmietnik.

Uważam, że Amerykańskie
Towarzystwo Medyczne postąpiłoby dobrze, gdyby zadeklarowało, że
przyjmowanie prezentów i korzystanie z przysług jest "nieetyczne".
Firmy farmaceutyczne pewnie także by się ucieszyły z takiej deklaracji, bo
zostałyby zwolnione z dużych wydatków, a także uniknęłyby problemów związanych
z tymi poniżającymi podarkami.

Byłem zadowolony, kiedy odkryłem,
że dzieliłem swoje długotrwałe uprzedzenia co do tej sprawy z innymi
autorami w ostatnich latach. Na przykład dr R. Smith oświadczył, że Królewskie
Kolegium Lekarskie w Londynie (Royal College of Physicians) ustanowiło pewne
zasady dla wyjaśnienia takich powiązań. W 1983 r. przemysł farmaceutyczny
wydał 5000 funtów na jednego lekarza rodzinnego, promując swój nowy lek.
Lekarze mogli za darmo podróżować Orient Ekspresem do Wenecji, aby wysłuchać
wykładów na temat nowego, niesterydowego leku przeciwzapalnego. Inni zostali
zabrani w podróż statkiem na wyspy Morza Śródziemnego. "Komisja wyraża
ubolewanie, że posiłki na spotkaniach są często sponsorowane przez firmy
farmaceutyczne. [...] To poniża ten zawód."

Modlitwa lekarza

Nie ma nic bardziej żałosnego niż człowiek o wybitnym intelekcie, który
wie coś na każdy naukowy temat, ale wie bardzo mało na temat historii,
literatury, filozofii i religii. Duży obszar ludzkiego doświadczenia jest dla
niego terra incognito.. Modlitwa jest ważnym czynnikiem, poszerzającym
lekarskie doświadczenie. Bez niej, o wiele łatwiej o błędne, a nawet
niebezpieczne decyzje.

Taka koncepcja została przedstawiona przez Alfreda Lorda Tennysona (zm. w
1892 r.):

Więcej rzeczy można osiągnąć przez modlitwę, niż świat może sobie
wyobrazić. W czym ludzie są lepsi od owiec i kóz, Jeśli znając Boga, nie
wznoszą rąk do modlitwy -I za siebie, i za tych, którzy uważają ich za
przyjaciół.

Codzienna praca
powinna być poprzedzona cichą modlitwą za pacjentów i za pielęgniarki. To
nie jest prośba o cudowne uzdrowienie, o jakąś niezwykłą, operacyjną tour
de force. To tylko dowód naszego oddania się pracy, naszego poważnego
podejścia do faktu, który tak często jest zapominany, że całkowicie we
wszystkim zależymy od Boga. To On dał nam zdrowie i siłę, aby wykonywać
codzienną pracę; oczy, za pomocą których możemy widzieć; mózg, dzięki któremu
możemy myśleć; poczucie przyzwoitości, które pozwala nam zachowywać się
poprawnie moralnie; serce, którym możemy kochać; odwagę do radzenia sobie z
chorobami i śmiercią.

Kiedy życie nasze dobiegnie końca
i kiedy staniemy wobec ostatniego naszego zadania etycznego, Bóg nie zapyta nas
o bilans naszego życia zawodowego, o dane na temat śmiertelności naszych
pacjentów, czy o opinię Komisji Koleżeńskiej. Nie, On po prostu zapyta, czy
staraliśmy się wykonywać naszą pracę jak najlepiej, czy robiliśmy właściwe
rzeczy, czy przestrzegaliśmy Jego norm czystości, sprawiedliwości i miłości.
Czy mieliśmy odwagę, aby zachowywać zasady moralne w obliczu nietolerancyjnej
presji, która tak często towarzyszy współcześnie zawodowemu życiu lekarzy?

Szekspir odpowiedział na to
powracające w ludzkim życiu pytanie, kiedy napisał znaną, pożegnalną mowę
Poloniusza do swojego syna Laertesa:

"A nade
wszystko:

zostań wierny
sobie,
za tym pójść musi,
jakby dzień za nocą,
że nie okażesz fałszu innym ludziom".

(Szekspir,
Tragiczna, historia Hamleta, księcia Danii, akt I, sc. I, s. 36).

Chrystus był
otoczony przez apostołów i uczniów, którzy bywali ludźmi słabymi, bojaźliwymi
i skłonnymi do zdrady. Jego Matka, a także święte kobiety. u stóp jego krzyża,
zachowywały się dużo lepiej niż mężczyźni. Kobiety prawie zawsze zachowują
się lepiej! I one ocalą nasze społeczeństwo od zła, które nam zagraża.
Ale mężczyźni także będą mieli swoją rolę do odegrania.

Te myśli są jaśniej wyrażone
w często cytowanym zdaniu wypowiedzianym przez Edmunda Burkę (zm. w 1797 r.):
"Jedyną konieczną rzeczą potrzebną do tego, aby zwyciężyło zło,
jest to, aby dobrzy ludzie nic nie robili".

Walka ze złem aborcji w obronie
prawa do życia jest jednym z dobrych miejsc do rozpoczęcia tej walki.

Święci
lekarze

Patronem lekarzy był zawsze św. Łukasz, o którym św. Paweł pisał:
"Łukasz, mój lekarz umiłowany" (Kol 4,14). Łukasz został
ewangelistą, wiernym biografem Boskiego Lekarza. Inni historyczni patronowie to
św. Kosma i św. Damian. Obecnie nic pewnego nie wiemy o ich życiu, ale było
o nich głośno od V wieku.

W obecnych czasach lekarze rzadko
są wynoszeni na ołtarze. Na początku XX wieku dr Joseph Mosconi, lekarz
rodzinny z północnych Włoch, został beatyfikowany. Nie tak dawno, w 1988 r.
był beatyfikowany przez Jana Pawła II Niels Stensen (1638-1686). Jest on znany
wszystkim lekarzom dzięki opisowi przewodu Stensena. Przewód ten przenosi ślinę
ze ślinianki przyusznej do wnętrza policzka. Stensen nie tylko był geniuszem
anatomii, ale także i geologii, chemii i krystalografii. Przeszedł z
luteranizmu, państwowej religii w Danii, na katolicyzm. U szczytu swojej sławy
porzucił medycynę i został księdzem, a potem biskupem. Ci wspaniali ludzie są
wzorami do naśladowania i powinni być pośrednikami w naszych modlitwach.

Lekarze, którzy odmawiają pójścia
w ślad za popularnymi trendami, mogą stanowić ważny punkt odniesienia dla
naszych opinii na temat form opieki nad pacjentem. Wielu bowiem lekarzy, wiele
pielęgniarek, a także spora ilość pacjentów wierzy, że nie jest możliwe,
aby żyć i praktykować medycynę w nowym, wspaniałym świecie bez dostępu do
środków antykoncepcyjnych, sterylizacji i aborcji. Wskaźniki śmiertelności
i zachorowalności wśród pacjentów lekarzy otwarcie odwołujących się do
tradycji judeochrześcijańskiej nie są gorsze niż wśród pacjentów ich
bardziej "liberalnych" kolegów. Tak naprawdę, to zwykle jest
odwrotnie. Deklarowane przez nich zaufanie do Kościoła świadczy o ich poważnym
podejściu do kwestii etycznych. Nie ma bowiem wątpliwości, że celem Kościoła
jest obrona prawdy o ludzkiej istocie i prawdziwe dobro pacjenta. W tym zawsze
ma rację, a współczesna medycyna jest często w błędzie.