menu główne

duszpasterz

Archidiecezjalny Duszpasterz Służby Zdrowia:
Ks. Krzysztof Tabath
e-mail

Info cookies

Licznik

Dzisiejsze odwiedziny tej strony...
ogółem: 2
unikalnych: 2

Dotychczasowe odwiedziny tej strony...
ogółem: 43320
unikalnych: 21160

Wszystkich odwiedzin serwisu...
ogółem: 79971
unikalnych: 34465
 

http://gosc.pl/doc/1033380.Aborcja-prawem-czlowieka-Podpisz-apel-do-PCK

http://www.sumienie-farm.pl

Serwis wiadomości


Ministerstwo Zdrowia - Kanał RSS

»Wybór realizatorów „Narodowego programu zwalczania chorób nowotworowych, zadanie pn.: „Program opieki nad rodzinami wysokiego, dziedzicznie uwarunkowanego ryzyka zachorowania na nowotwory złośliwe: Moduł I
Wybór realizatorów „Narodowego programu zwalczania chorób nowotworowych, zadanie pn.: „Program o ...
»Wybór realizatorów (29.08.2014)
»Wyniki konkursu na wybór realizatorów Programu opieki nad rodzinami wysokiego, dziedzicznie uwarunkowanego ryzyka zachorowania na nowotwory złośliwe: Moduł II
Wyniki konkursu na wybór realizatorów Programu opieki nad rodzinami wysokiego, dziedzicznie uwar ...
»Wynik konkursu (29.08.2014 r.)


Data publikacji: nieznana
Szczegóły

ekai.pl: Wydarzenia

»Chrześcijanie mają żyć w świecie, czerpiąc siły z Ewangelii
Chrześcijanie, żyjąc w świecie i zintegrowani z dzisiejszą rzeczywistością, winni zawsze czerpać sił ...
»Bp Mendyk w wywiadzie dla KAI : nauczanie religii to praca nad wychowaniem ku pełni człowieczeństwa
Nauczanie religii w szkole to przede wszystkim praca nad wychowaniem ku pełni człowieczeństwa - podk ...
»Salezjanie wobec rozprzestrzeniania się wirusa Ebola
„Sytuacja gwałtownie się pogarsza" – pisze w raporcie na temat zmagań z wirusem Ebola ks. Jorge Cris ...
»Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi na temat Domu Niewidomego Dziecka w Warszawie
Zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi przekazał KAI oświadczenie w związku z doniesieniami na t ...


Data publikacji: Sun, 31 Aug 2014 13:58:27 -0000
Szczegóły

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich

»K O M U N I K A T
W związku z XXX rocznicą męczeńskiej śmierci błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, którego im ...
»Podziękowanie dla Prof. dra. hab. n. med. Bogdana Chazana
Katowice, 14.07.2014 Szanowny Pan Prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan Dyrektor Szpitala im. Św. Rodz ...
»Członkowie wspierający
Zarząd Główny Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich na swym pierwszym posiedzeniu w dniu 28.0 ...


Data publikacji: Tue, 29 Jul 2014 05:35:34 +0000
Szczegóły


Święty Jan Boży, zakonnik

Jan Cidade urodził się w Portugalii w roku 1495. Gdy Jan miał 8 lat, zjawił się w jego domu jakiś podróżny, kapłan, i prosił o nocleg. Przy wieczerzy gość opowiadał o krajach, które zwiedził. Kiedy dnia następnego opuścił dom, zauważył przy sobie chłopca, który postanowił towarzyszyć kapłanowi w drodze. Uczynił to potajemnie przed rodzicami. Ci pełni smutku daremnie go poszukiwali po całej okolicy. Matka niebawem zmarła ze smutku, a ojciec wstąpił do franciszkanów. Nie wiemy, dlaczego kapłan nie odesłał chłopca do domu. Może myślał, że mu jest w domu bardzo źle, a może chłopiec nie chciał wrócić. Po 20 dniach forsownej drogi chłopiec nie mógł już iść dalej. Kapłan więc zostawił chłopca w mieście Oropesa u niejakiego Franciszka Mayorala, zarządcy owczarni pewnego hrabiego. Ten przyjął Jana jak syna i nazwał małego chłopca "Janem otrzymanym od Boga - a Deo".
Chłopiec przeżył w domu opiekuna kilkanaście lat. Przybrani rodzice tak pokochali młodzieńca, że chcieli go uczynić spadkobiercą swojego majątku i zamierzali mu oddać za żonę swoją jedyną córkę. Mając dwadzieścia kilka lat Jan opuścił dom opiekunów. Zaciągnął się do wojska. Zaczęło się typowe życie najemnego żołnierza: włóczęga, zawadiactwo, kieliszek, dziewczęta. Jan był za uczciwy i zbyt religijny, by pozwalać sobie na wszystkie wybryki. Niemniej życie jego było bardzo wtedy dalekie od doskonałości chrześcijańskiej.
Pewnego dnia Jan został posłany przez oficera z misją zaopatrzenia oddziału w konieczną aprowizację. Pobliski dwór zajmowali jednak Francuzi. Jan postanowił zaskoczyć ich brawurową szarżą. Koń zrzucił go jednak z siodła, tak iż cudem tylko uszedł niechybnej śmierci. Był to pierwszy głos napomnienia z nieba. Innym razem dowódca powierzył Janowi kasę oddziału. Niestety, w nocy Jana ktoś okradł. Podejrzenie padło na Jana. Został skazany na rozstrzelanie. Już zabierano się do egzekucji, kiedy nadjechał dowódca pułku i po zapoznaniu się z całą sprawą nakazał Jana uwolnić, ale wydalił go z wojska. Do końca życia nie mógł sobie Święty wytłumaczyć, jak się to stało, że tak cudownie został uwolniony, dosłownie w ostatnim momencie. W planach Opatrzności miał jeszcze żyć.

Święty Jan Boży powrócił do Oropesy. Opiekun przyjął go serdecznie, ale i teraz Jan nie zagrzał tu długo miejsca. Wybuchła wojna na wschodzie Europy. Jan ponownie zgłosił się do wojska. Po zawarciu pokoju przez obie strony Jan powrócił, ale już nie do swojego opiekuna, ale w rodzinne strony. Tu dowiedział się o losie swoich rodziców. Uczyniło to na nim ogromne wrażenie. Z wielką skruchą odbył spowiedź z całego życia i udał się z pielgrzymką do Compostelli, na grób św. Jakuba Apostoła. Pchany żarliwością zbawienia dusz i poniesienia męczeńskiej śmierci udał się do Afryki, gdzie naprzeciw Gibraltaru była portugalska twierdza Ceuta. Przez kilka lat pracował tu ciężko przy fortyfikacji Ceuty, wspierając równocześnie pewnego szlachcica, skazanego przez króla na banicję w te strony wraz z rodziną (1533-1535). Okazji jednak do męczeństwa nie było. Arabowie nie byli też skłonni do przyjęcia wiary Chrystusa. Jan wrócił więc do Hiszpanii i przez krótki czas pracował w Gibraltarze. Za zaoszczędzone pieniądze kupił pobożne książki i założył małą księgarnię, by w ten sposób propagować dobrą prasę (1535-1536). Stąd udał się Święty do Grenady. Założył tu księgarnię książek i obrazów religijnych (1538).
20 stycznia 1538 r. odbywał się w Grenadzie odpust ku czci św. Sebastiana. Przybyło mnóstwo ludzi. Kazanie głosił słynny kaznodzieja, św. Jan z Avili. Kazanie wywarło na Janie wrażenie piorunujące. Ogarnął go ból za stracone dla wieczności lata. Wydał głośny jęk, rzucił się na ziemię, zaczął targać włosy i ubranie na sobie. Drapał sobie twarz, wołając: "Boże! Miłosierdzia!". W takim też stanie wybiegł na ulicę. Otoczenie myślało, że postradał zmysły. Kilkunastu ludzi pobiegło za nim, rzuciło się nań jako na szaleńca, związano go, wychłostano dotkliwie i zamknięto w domu dla obłąkanych. Dla Jana zaczęły się dni straszliwej katorgi fizycznej i duchowej. Metoda ówczesnego leczenia tego rodzaju zaburzeń psychicznych polegała bowiem na zamknięciu pacjenta w wilgotnym i zimnym lochu. Przykutego do ściany łańcuchem bito do utraty przytomności i sił. Tak obchodzono się z Janem przez 40 dni. Jednak ku zdumieniu oprawców Jan nie tylko się nie bronił, ale zachęcał ich jeszcze: "Bijcie! bijcie! to przeniewiercze ciało; niech ponosi karę za swoje winy". Stawał jednocześnie bardzo stanowczo w obronie swoich towarzyszy. Kiedy więc wypuszczono go na wolność, zaczął usługiwać nieszczęśliwym, by chociaż w części złagodzić ich dolę.

Szybko Jan przekonał się, że sam niewiele zdziała. Za użebrane pieniądze zakupił własny dom, w którym mógł postawić 47 łóżek. W miarę napływu ofiar powiększał szpital i lepiej go zaopatrywał, by chorzy mieli jak największe wygody. Sam każdego dnia odwiedzał swoich podopiecznych, chorych i ubogich, przewiązywał ich rany, pocieszał, leczył. Nie mniejszą troskliwość okazywał o potrzeby duchowe swoich podopiecznych, zapraszając kapłanów w każdą niedzielę ze Mszą świętą i kazaniem, a nawet z codzienną Komunią świętą. W ciągu dnia przewidział czas na wspólne modlitwy - poranne i wieczorne. Dla uniknięcia zarazy podzielił swój szpital na sektory. Za poradą św. Jana z Avili w szpitalu leczyli się wyłącznie mężczyźni. Na parterze były miejsca przeznaczone dla bezdomnych i ubogich wędrowców.
Troska o leki, bieliznę, bandaże, łóżka, opłata służby i wyżywienie całej załogi wymagało od Świętego heroicznego poświęcenia. Codziennie udawał się na miasto i na umówionym placu zbierał żywność i ofiary pieniężne. Najczęściej one nie wystarczały. Wtedy udawał się do domów możnych, błagając o pomoc tymi znamiennymi słowy: "Pomóżcie sobie, wspomagając ubogich i chorych, bowiem błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią". Kiedy wyczerpał już wszystkie środki i zadłużył się, udał się do miasta Valladolid, gdzie był wtedy dwór królewski. Nie zawiódł się, dostał szczodry zasiłek od najprzedniejszych pań i panów dworu. W swojej żarliwości apostolskiej nie zapomniał o kobietach. Zajął się losem kobiet upadłych. Nawiedzał je osobiście i błagał o zmianę życia. Starał się o uczciwe zabezpieczenie ich losu, by nie musiały utrzymywać się z nierządu. Staruszki i samotne wdowy polecał poszczególnym rodzinom pod opiekę. Niemniej czuły był na los sierot, których wówczas nie brakowało, powierzając je rodzinom, które zapewniały im pewny los. Jan wiedział jednak, że ciężaru, który na siebie nałożył, sam nie udźwignie. Nadto trapiła go troska o przyszłość dzieła. Zebrał więc koło siebie gromadkę podobnych szaleńców Bożych i tak założył nową rodzinę zakonną dla obsługi chorych i opuszczonych. Tak powstał zakon Braci Miłosierdzia, zwany u nas bonifratrami. Założycielowi zaś nadał miejscowy arcybiskup przydomek "Jana Bożego" i takim go znamy. Święty Jan Boży zmarł na klęczkach 8 marca 1550 r. w wieku 55 lat. Papież Leon XIII ogłosił św. Jana Bożego wraz ze św. Kamilem de Lellis patronem szpitali i chorych (1886). Papież Pius XI wyznaczył go na patrona pielęgniarzy i służby zdrowia.