KS. BP. STEFANEK O IN VITRO, Popierający in vitro nie powinien deklarować się jako katolik

Popierający in vitro nie powinien deklarować się jako katolik

Z JE ks. bp. Stanisławem Stefankiem, ordynariuszem diecezji łomżyńskiej, członkiem Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Rodziny i Prezydium Papieskiej Rady ds. Rodziny, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Komunikat Rady ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski w sposób wyraźny i jednoznaczny nazwał metodę zapłodnienia pozaustrojowego złem moralnym i grzechem ciężkim. Jak ustosunkuje się Ksiądz Biskup do twierdzeń, że w kontekście kościelnych regulacji stanowisko Rady ocenić można wyłącznie jako pogląd jej członków i apel do sumień wiernych, a nie jako deklarację doktrynalną?
– Ocena moralna zapłodnienia pozaustrojowego, czyli in vitro, została zawarta w dokumencie Kościoła, którym jest deklaracja Kongregacji Nauki Wiary. W instrukcji „Dignitas personae” metoda ta została jednoznacznie oceniona jako moralnie zła. Wykluczona została kategorycznie możliwość dyskutowania nad wypadkami czy sytuacją dopuszczającą procedurę in vitro. Zaznaczmy, że poza papieskimi encyklikami instrukcja Kongregacji Nauki Wiary jest najwyższym rangą dokumentem. Racją, dla której Kościół głosi taką ocenę metody in vitro, jest prawo naturalne broniące każdego życia. Dlatego zabijanie będzie zawsze złem moralnym. Stosując metodę in vitro, dokonujemy selekcji embrionów, zabijając siostry i braci osoby, która ma się urodzić. Jest jeszcze trzecia, szczególnie ważna racja przeciwko stosowaniu tej metody, a mianowicie prawo każdego człowieka do poczęcia w warunkach, które odpowiadają godności osoby ludzkiej. Człowiek nie może być produktem. Bóg przewidział, że nasze osobowe poczęcie jest owocem miłości ojca i matki. Tylko w tych warunkach człowiek od początku znajduje godne miejsce.

Nie ma wątpliwości, że politycy popierający in vitro popełniają grzech ciężki.
– Tak. Nie powinni deklarować się jako katolicy, jeżeli nie zmienią i nie odwołają tych poglądów. Nie mogą też, będąc w grzechu śmiertelnym, przystępować do Komunii Świętej.

Stanowisko Kościoła w tej sprawie jest precyzyjne…
– Trzeba wyraźnie podkreślić, że w tych kwestiach Kościół wypowiedział się w sposób jednoznaczny. Oczywiście, gdybyśmy wzięli pod uwagę stronę formalną, to jakakolwiek rada czy komisja nie ma uprawnień do doktrynalnych sformułowań, czyli do ogłaszania doktrynalnych opinii. Rada ds. Rodziny Konferencji Episkopatu Polski nie ogłosiła więc jakiegoś nowego uregulowania, tylko przypomniała zdefiniowaną już prawdę.

Stwierdzenie zawarte w komunikacie Rady, że ten, kto popiera in vitro, nie może przystępować do Komunii Świętej, nie jest więc nieuprawnionym uproszczeniem, jak donosiły niektóre media?
– To nie jest uproszczenie nieuprawnione. Oczywiście, przypomnienie tej prawdy nie jest w tej wypowiedzi poparte szeroką argumentacją, bo tej się nie przytacza, ale jest ona do wglądu w nauce teologii moralnej i prawa kanonicznego.

A co z odpowiedzialnością katolików, którzy popierają w wyborach kandydata opowiadającego się za in vitro?
– Musimy mieć świadomość skutków podejmowanych decyzji. Niestety, znam bardzo bolesne przykłady, np. kochanej babuni, która głosuje za określoną opcją, bo obiecali jej 30-złotową podwyżkę emerytury. Ona nie wie, że ta formacja będzie czyhać na jej wnuki, tzn. będzie namawiać jej córkę czy synową do zabijania dzieci. Jest tak, że kiedy my, księża, próbujemy uświadamiać ludzi, uwrażliwiając ich sumienia, wtedy określa się to „wtrącaniem do polityki”. Jeżeli powiem, że złodziej, kradnąc, popełnia grzech, to wtedy jeszcze jestem tolerowany na ambonie, gdyż ksiądz jest po to, żeby nazwać zło po imieniu. Ale jeżeli stwierdzę, że konkretna opcja polityczna niszczy nasz kraj od strony gospodarczej, marnuje narodowy majątek albo kradnie, jest to automatycznie kwalifikowane jako odnoszenie się do polityki. Jeżeli dane formacje polityczne są z góry obciążone defektem moralnym, trzeba je odpowiednio ocenić. I tutaj pojawia się przestrzeń dla Kościoła – chociażby przed wyborami – na pracę wychowawczą, duszpasterską, informacyjną. W tej chwili przygotowuję już kolejne słowo do wiernych przed wyborami prezydenckimi i zastanawiam się, jak je sformułować, by ich poruszyć. Konkurencją dla katolickiego myślenia w kategoriach dobra i zła jest nachalna manipulacja medialna, która pokazuje panów w takim albo innym krawacie. Ludzie często nie biorą pod uwagę wszystkich konsekwencji swojego wyboru politycznego, reagują na powierzchowne, drugorzędne argumenty.

Jak zmienia się sumienie ludzkie pod wpływem wspomnianej przez Księdza Biskupa podwójnej moralności, odmiennej w życiu prywatnym i publicznym?
– Jej owocem jest przede wszystkim znieczulenie, a więc brak reakcji na zło, a potem dopiero zatarcie systemu wartościowania. Człowiek najpierw wie, że coś jest złe, ale zmuszony jakimiś argumentami – chociażby dyscypliną klubową i strachem przed utratą krzesła poselskiego – pomimo wyrzutów sumienia to zło popełnia. Często też ulega własnym słabościom. Krótko mówiąc – świadomie gwałci sumienie, ale ono nie pozwoli gwałcić się w nieskończoność. Wtedy włącza się drugi mechanizm – szuka się podświadomie, a potem świadomie, usprawiedliwienia dla swego złego czynu.

Ludzie o zniekształconych sumieniach tworzą następnie w debacie publicznej klimat przyzwolenia na zło, rozmywania jego granic…
– Człowiek o zniekształconym sumieniu chwyta się różnych wypowiedzi ludzi, doktryn, nawet danych statystycznych, twierdząc, że skoro tyle procent ludzi tak postępuje, to widocznie tak trzeba. Tych argumentów, które mają uspokoić sumienie, jest bardzo dużo w naszym świecie, ale to nie jest uspokojenie, ale otępienie. To zanik wrażliwości na dobro i zło, a więc właściwą ocenę faktów. Jest to jeden z wielu defektów cywilizacyjnych. Nie mówiąc już o ładzie logiki, który został zburzony. Współczesnemu człowiekowi w kategoriach myślenia i jego postawach zadana została bardzo głęboka rana. Stosujemy np. metodę in vitro, bo rzekomo bardzo troszczymy się o to, żeby rodziły się dzieci, ale równocześnie walczymy o prawo aborcyjne, by każda kobieta miała swobodę zabijania. Przykładów takiego głębokiego zranienia, choroby, która sięga również polityków, jest bardzo wiele. Ci ostatni nie mają nawet wyrzutów sumienia, ponieważ pękł u nich ten miernik dobra i zła.

Zagadnienia bioetyczne są często skomplikowane. Co Kościół powinien robić, aby katolicy nie mieli w tej dziedzinie wątpliwości, co jest zgodne z nauką Kościoła katolickiego, a co jest z nią sprzeczne?
– Powinien robić to, co do tej pory, czyli katechizować i uczyć rozróżniania między dobrem a złem. Doskonałym warsztatem kształtowania sumień jest parafia, gdyż można w niej tworzyć różne programy, spotkania z dorosłymi, rodzicami etc., a przy okazji omawiać również bieżące problemy. A są one niepokojące. Po pierwsze kwestia odrzucenia ustawy contra in vitro, po drugie ustawa rodzinna, niby przeciwprzemocowa.

Która w zasadzie jest ustawą antyrodzinną…
– Bez dyskusji publicznej, a właściwie przy dużym już sprzeciwie wykorzystano zamieszanie, jakie panuje w tej chwili w parlamencie, dyscyplinując posłów w takiej sprawie. Z punktu widzenia formalnego marszałek Sejmu nie popełnił tu żadnego błędu, natomiast z punktu widzenia odpowiedzialności moralnej ta ustawa wprowadzona cichcem „przy spuszczonej kurtynie i zgaszonych światłach” jest dużą krzywdą wyrządzoną rodzinie polskiej. Kościół nie będzie układać list wyborczych ani tym bardziej wystawiać opinii o konkretnym kandydacie. Powinniśmy natomiast wspólnie uwrażliwiać ludzkie sumienia i pracować nad integracją społeczną, tzn. nad uczeniem ludzi myślenia społecznego.

Czy uważa Ksiądz Biskup, że głos Kościoła jest wystarczająco słyszalny?
– Niestety nie. Dopracowaliśmy się tak mizernego stanu świadomości społecznej dlatego, że nie radzimy sobie przede wszystkim z potężnym naciskiem medialnym. Współczesny człowiek, gdy wchodzi do domu, niemal natychmiast włącza telewizor, zamiast czytać. Nie dostrzega, że w ten sposób jego myślenie przejęte zostaje przez wyspecjalizowaną grupę ludzi, którzy formują nasz światopogląd według własnych potrzeb. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak dalece jesteśmy zniewoleni. Musi dojść do jakiegoś niezwykle spektakularnego błędu społecznego, byśmy to zrozumieli.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik Nr 124(3750) 29-30. 05. 2010

Skip to content