RIPOSTA DO ARTYKUŁU W GAZECIE LEKARSKIEJ

08.02.2011

Redaktor Naczelny Gazety Lekarskiej

Sz.P. Dr n.med. Ryszard Golański
00-775 Warszawa ul. Konduktorska 4

Szanowny Panie Redaktorze,

W związku z publicznym wytoczeniem poważnych zarzutów i bezpodstawnych oskarżeń przez Panów prof. Rafała Kurzawę i prof. Sławomira Wołczyńskiego na łamach lutowego numeru Gazety Lekarskiej, odnośnie naszych tekstów ?Dlaczego jestem przeciw in vitro ?? i ?Nabycie dziecka?, na podstawie przysługującego nam prawa do obrony, prosimy o zamieszczenie riposty w całości, jak w przypadku listu adwersarzy. Ucięcie fragmentów naszych listów w styczniowym numerze GL spowodowało wiele zniekształceń, czemu nie mogliśmy zapobiec. Przekazujemy wspólną odpowiedź na zarzuty dotyczące obu naszych listów. Liczymy na zachowanie zasad fair play przez Redakcję w tej ważnej społecznie dyskusji, na którą z oczywistych względów czeka bardzo wielu lekarzy.

dr hab. Andrzej Lewandowicz

dr n.med. Sławomir Graff

******************

Nie wszystko co technicze możliwe jest moralnie dozwolone.

W odpowiedzi na nasze listy ?Dlaczego jestem przeciw in vitro ?? i ?Nabycie dziecka? zamieszczone w styczniowym numerze GL, Panowie prof. Rafał Kurzawa i prof. Sławomir Wołczyński wytoczyli bardzo poważne oskarżenia, zarzucając nam głoszenie ?kłamstw medycznych? i ?oszczerczych? treści. To zbyt poważne zarzuty, aby się do nich nie odnieść. Liczymy na zachowanie zasad fair play ze strony Redakcji i umożliwienie prawa do obrony na łamach Gazety Lekarskiej. Jako, że zarzuty dotyczyły obu naszych listów, przekazujemy wspólną odpowiedź. Na marginesie sprawy prostujemy nazwisko współautora, które Panowie uczeni pomylili w pisowni z holenderskim anatomem ? Regnierem de Graaf, który w XVII wieku odkrył pęcherzyki jajnikowe.

Wielorakie przyczyny niepłodności, nierzadko jatrogenne lub środowiskowe, wymagają szerokiej analizy, która powinna stać u podstaw prewencji zdrowotnej i leczenia przyczynowego. Z uwagi na niszczenie ludzkich embrionów oraz oddzielenie prokreacji od aktu małżeńskiego w zapłodnieniu in vitro homologicznym lub heterologicznym, które stwarza kolejne obiekcje etyczne, metody zapłodnienia pozaustrojowego przeniesione z hodowli rozpłodowej zwierząt są moralnie niegodziwe, o czym pisałem w liście w styczniowym numerze GL powołując się na kluczowy dokument ?Dignitas personae?, opracowany na podstawie licznych analiz i ekspertyz z Papieskiej Akademii ?Pro Vita?.

Odnosząc się do zarzutów dotyczących ozdobienia listów ostrymi słowami, trzeba przypomnieć, że określenie ?cywilizacja śmierci? należy do Jana Pawła II. Dla wielu z nas jest On większym autorytetem, niż nawet utytułowani prezesi towarzystw lobbujących na rzecz legalizacji i refundacji procedury in vitro z pieniędzy podatnika, adwokaci we własnej sprawie. Określenie ?moralnie niegodziwe? odnośnie in vitro, zaczerpnięte zostało z tekstu ?Dignitas personae?. Nie są to oszczercze treści, a ocena płynąca ze strony największych autorytetów, również jasno wyjaśniona w Karcie Pracowników Służby Zdrowia z 1995 r.

Czy fakt, że podczas procedury in vitro niszczone są embriony ludzkie jest ?medycznym kłamstwem? ? Niestety nie. Kategorycznie sprzeciwiamy się fałszowaniu faktów medycznych i twierdzeniu jakoby in vitro nie wiązało się z zabijaniem zarodków ludzkich, co ma miejsce na etapie manipulacji związanych z samą techniką, selekcji przedimplantacyjnej, w procesie zamrażania i późniejszego odmrażania, czego wiele z nich nie przeżyje (łatwiej zamrozić niż odmrozić !), a niejednokrotnie także ?aborcji redukcyjnej? w przypadku ciąż mnogich, uzyskanych przez transfer wielu embrionów.

Żaden z odpowiedzialnych embriologów nie odważyłby się powiedzieć, że podczas cykli zamrażania czy witryfikacji oraz późniejszego odmrażania przeżywają wszystkie embriony.

Sugerujemy czytelnikom sprawdzić samodzielnie w bazie Pubmed oceny przeżywalności (fraza kluczowa ?embryo survival rate?) embrionów zwierzęcych i niestety również ludzkich po takich eksperymentach ! Jeśli uwzględnić odsetek tylko udanych implantacji (‚implantation rate’), to liczba zniszczonych, czy jak wolą eufemistycznie autorzy, „obumarłych” embrionów jest ogromna ! Ale to nie wszystko, podczas samej selekcji niezamrożonych embrionów wiele z nich również ginie. Tej prawdy nie da się ukryć.

Argumentowanie, że zarodki z wadami giną również w ustroju i dlatego podczas in vitro nie są niszczone tylko ?obumierają?, przypomina błędną logikę opartą na twierdzeniu, że ?skoro w naturze występują samoistne poronienia, można je również indukować?. Trzeba kategorycznie stwierdzić, że gdyby nie anormalne warunki in vitro, w których zapładnianych jest wiele komórek jajowych naraz, wiele embrionów narażonych na rychłą śmierć wliczoną w tą procedurę, lub śmierć odroczoną wskutek zamrożenia, nigdy by nie powstało. Być może Panowie Profesorowie, czują się jak bogowie, uzurpując prawo do decydowania o poczęciu lub zamrożeniu i wartościowaniu zarodków ludzkich.

Wrócić należy jednak do zagadnienia fundamentalnego. Szokuje, jak łatwo autorzy prześlizgują się nad samym zamrażaniem embrionów, jakby to była dla nich oczywistość. Nikt nie ma prawa do zamrażania drugiego człowieka bez jego zgody, nawet gdyby taki eksperyment miał on przeżyć. Co dalej z zamrożonymi embrionami ? Kiedyś zostaną wyrzucone, a więc zabite. Nikt chyba nie wierzy, że będą przechowywane charytatywnie w nieskończoność. W wyniku zamrożenia ?tysiące porzuconych embrionów stwarza sytuację niesprawiedliwości nie do naprawienia? (za ?Dignitas Personae?), nad czym autorzy polemiki przechodzą do porządku dziennego, operując w zamian chwytliwym sloganem o ?radości z własnego potomstwa?. Ale czyim kosztem, pomijając nawet fakt, że potomstwo z in vitro dla ścisłości często nie jest ?własne?.

Swoiste straszenie, z nutą szantażu, ?turystyką rozrodczą? przez sygnatariuszy polemiki, w przypadku zakazu in vitro, odbieramy jako uderzająco podobną retorykę do stosowanej przez lobby aborcyjne, które mity ?turystyki aborcyjnej? wykorzystuje do kampanii za legalizacją zabijania poczętych dzieci, tj. aborcji. Sugestie, że techniki rozrodu wspomaganego są refundowane w wielu krajach nie jest argumentem, a ucieczką od oceny etycznej i lobbingiem.

Autorzy polemiki pomówili przeciwników in vitro o brak szacunku dla obywateli urodzonych tą drogą, twierdząc też, chyba żartem, że zakaz tej procedury to ?eugenika względem niepłodnych par?. Zadeklarowali przy tym troskę o przyrost naturalny w ?narodowym interesie?. To cel słuszny, ale w szczerość tych deklaracji oraz odżegnywania się od eugeniki można będzie uwierzyć, gdy Panowie wystąpią przeciwko promowaniu antykoncepcji i zaapelują o rezygnację z zakładania wkładek wewnątrzmacicznych w niektórych spółkach in vitro, których nazw nie wymieniamy. Wiadomo, że oprócz działania wczesnoporonnego, wkładki te mogą być przyczyną wielu powikłań, jak np. promienica oraz niepłodność. Póki co, teza postawiona poprzednio w tekście jednego z nas, że środowiska walczące z płodnością i popierające in vitro pokrywają się, pozostaje aktualna. To hipokryzja dyktowana biznesem, który dyskredytuje alternatywy jak adopcja czy podejście diagnostyczno-lecznicze w skrócie określane naprotechnologią (Natural Procreative Technology). Szacunkiem dla osób poczętych z in vitro nie jest napewno też zbywanie milczeniem skomplikowanych problemów tożsamościowych jakie rodzi ta procedura.

Sprzeciwiamy się redukowaniu poczęcia życia ludzkiego do laboratoryjnej technologii. Oprócz wiedzy czysto technicznej istnieją zagadnienia aksjologiczno-antropologiczne. Prawdziwą nauką nie jest ?nauka? pozbawiona skrupułów. Niestety zamieszczone refleksje moralne adwersarze skwitowali ?obroną doktryny? rzekomo nieświadomych osiągnięć współczesnej nauki wyznawców wiary naszego kręgu cywilizacji?.

Nie można również bagatelizować istniejących danych na temat wzrostu ryzyka wad wrodzonych u dzieci poczętych w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Dostępne analizy (np.: Reefhuis J et al. Hum. Reprod. 2009; 24: 360,?Assisted reproductive technology and major structural birth defects in the United States?) z Narodowego Centrum Wad Wrodzonych i Zaburzeń Rozwojowych wskazują na kilkukrotny wzrost częstości występowania m.in. wad przegród serca, rozszczepu wargi i podniebienia, zarośnięcia przełyku, zarośnięcia odbytnicy, spodziectwa.

Zaobserwowano także zwiększone ryzyko chorób nowotworowych, jak siatkówczak oka oraz m.in. zespołu Beckwitha-Wiedemanna związanego z zaburzeniami epigenetycznymi, tj. zaburzeniem piętnowania gametycznego (?gametic imprinting?), definiującego aktywność niektórych genów pochodzących od matki lub ojca. Proces ten może być zaburzony podczas procedury in vitro na kilku etapach. To zagadnienia stosunkowo nowe i nadal mało poznane (także pod kątem przenoszenia wad na przyszłe pokolenia), ale uczciwość wymaga, aby ryzyka epigenetycznych zaburzeń rozwojowych związanych z in vitro nie składać na karb starszego wieku matki starającej się o potomstwo, co wielokrotnie naświetlał również prof. S. Cebrat.

O zwiększonej zachorowalności i śmiertelności noworodków poczętych in vitro wypowiadał się na łamach prasy Profesor Janusz Gadzinowski, kierownik największej Kliniki Neonatologii w Polsce. Czyżby Panowie Profesorowie o tym zapomnieli ? Nie jest również prawdą, co sugerują autorzy polemiki że praktycznie wszystkie kościoły i wyznania oprócz rzymskokatolickiego akceptują in vitro. Przykładem może być wywiad udzielony w bm. przez zwierzchnika innego Kościoła, abpa Jana Martyniaka. Dodać przy tym należy, że zapłodnienia komórki jajowej in vitro nie nieleży nazywać ?leczeniem?, bo co jest oczywiste, nie zmienia ono istniejącego stanu rzeczy, tj. niepłodności.

Panowie zwolennicy sztucznego wspomagania rozrodu twierdzą autorytatywnie, że wszyscy mamy się zgodzić, że ?nauka i wiedza medyczna jest jedna?, co ma według nich implikować ?jedną medycynę rozrodu?. Mocno naciągana teza. Medycyna to coś więcej niż umiejętności techniczne, z których oczywiście sama korzysta, ale w której centrum zainteresowania znajduje się nie tylko przedmiot, a osoba ludzka. Zapłodnienie in vitro dehumanizuje medycynę, medycynę rozrodu redukując do praktyk weterynaryjnych, ogarniętych dramatem śmierci wielu embrionów ludzkich. Nie wszystko co stosuje się u zwierząt, można stosować na ludziach ! Nie wszystko co technicznie możliwe jest moralnie dozwolone, nawet gdyby różne gremia ludzkie przyznawały za to prestiżowe nagrody pieniężne.

Sprzeciwiamy się stanowczo ideologii, która niestety nie minęła, traktującej człowieka jak bezduszny kawałek materii, którą można ?wyprodukować? w laboratorium, wyrzucić, nabyć, zamrozić, zaprogramować cechy fenotypowe, może sklonować czy przeznaczyć na embrionalne komórki macierzyste do części zamiennych, czego korzyści też niektórzy próbują uzasadniać podpierając się ?nauką?.

Cel nie uświęca środków.

dr hab. Andrzej Lewandowicz, Warszawa

dr n. med. Sławomir Graff, Bielsko-Biała

Skip to content