NaPro Technology a dylematy metody in vitro

Konferencja naukowo-szkoleniowa

Do niedawna „leczył” niepłodność metodą in vitro. Obecnie jest zagorzałym zwolennikiem naprotechnologii. Ginekolog Tadeusz Wasilewski z Białegostoku był gościem konferencji lekarskiej w Katowicach.

NaPro Technology to nazwa naturalnej metody leczenia niepłodności u małżeństw. Chociaż, tak jak w metodzie in vitro, jej efektem ma być urodzenie upragnionego dziecka, podobieństwo jest jednak pozorne. – Naprotechnologia pomaga w naturalnym poczęciu dziecka – wyjaśniała Urszula Urbanowicz, etyk ze Śląskiej Izby Lekarskiej. Dr Maciej Barcentewicz z Fundacji Instytutu Leczenia Niepłodności Małżeńskiej w Lublinie przekonywał uczestników konferencji, która miała miejsce 21 listopada w Domu Lekarza w Katowicach, że naprotechnologia uwzględnia obserwację rytmu natury, wykorzystuje aktualne osiągnięcia diagnostyki i leczenia oraz jest bezpieczna medycznie, bo nie ingeruje w hormonalną gospodarkę kobiety. Uczy dokładnej obserwacji organizmu kobiety, posiada też udowodnioną skuteczność i promuje współodpowiedzialność małżonków, przy całkowitym poszanowaniu ich godności. Nawet w przypadku ostatecznego braku skuteczności tej metody wskazuje rodzicom, że zrobili wszystko, co mogli, daje poczucie moralnego spokoju, a nawet przygotowuje małżonków do adopcji. – Przed trzema laty sam lansowałem antykoncepcję, myśląc, że jest to sposób, aby nie utracić pacjentek – przyznał się dr Tadeusz Wasilewski. – Przy naprotechnologii mam ich trzy razy więcej, bo kobiety chcą rodzić dzieci. Każdy lekarz uczący się naprotechnologii podpisuje kodeks etyczny: nie kieruje pacjentek do metody in vitro, nie przepisuje antykoncepcji i nie jest zwolennikiem aborcji.Twórcą naprotechnologii jest Thomas W. Hilgers, amerykański ginekolog i położnik.

Etyczne dylematy

Czy lansowanie metody in vitro nie jest przejawem poddania się zasadom etyki globalnej? – To właśnie jej zwolennicy, absolutyzujący prawo wolnego wyboru, proklamują zmierzch autorytetów, podważają sens istnienia jakiejkolwiek hierarchii, krytykują pojęcie godności ludzkiej, negują tożsamość osobistą i genetyczną i nie uznają tożsamości narodowej, religijnej i kulturowej – mówiła dr Urszula Urbanowicz. – Czym skutkuje etyka globalna u ginekologa? – pytał prof. Bogdan Chazan ze Szpitala Położniczo-Ginekologicznego im. Świętej Rodziny WUM w Warszawie. – Może mieć opinie, ale na swój prywatny użytek. Lekarze, kierujący się prawem naturalnym czy chrześcijańskim światem wartości, opowiadając się za nienaruszalnością życia, podlegają nie tylko medialnemu mobbingowi, ale nie mogą też nie raz liczyć na wsparcie koleżanek i kolegów po fachu. Kultura relatywizmu znajduje swój wyraz w ginekologii.

Co więcej, współczesna technika wyznacza tzw. hipotetyczne prawa, które rzekomo poprawiają niską samoocenę rodziców i umożliwiają im samorealizację. Umożliwiają też „zamówienie” dziecka o określonych cechach i realizację pragnień dorosłych. W konsekwencji życie ludzkie staje się przedmiotem, którego pojawienie się lub nie, a także cel jego powołania ma służyć zaspokajaniu pragnień i potrzeb innych ludzi.

Tymczasem konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej w odniesieniu do zastosowań biologii i medycyny z 4 kwietnia 1997 roku obowiązuje nadal. – To właśnie ona chroni godność i tożsamość każdej istoty ludzkiej, a interwencja mająca na celu dokonanie zmian w genomie ludzkim może być przeprowadzona wyłącznie w celach profilaktycznych, terapeutycznych lub diagnostycznych tylko wtedy, gdy jej celem nie jest wywołanie dziedzicznych zmian genetycznych u potomstwa – powiedziała dr Urbanowicz. – Konwencja zakazuje wykorzystywania technik medycznie wspomaganej prokreacji, jeżeli ich celem jest wybór płci przyszłego dziecka, z wyjątkiem sytuacji, gdy wybór taki pozwala uniknąć poważnej choroby dziedzicznej zależnej od płci dziecka.  Nie można także tworzyć embrionów ludzkich dla celów naukowych i przeprowadzać klonowania reprodukcyjnego istoty ludzkiej, bo jest to procedura sprzeczna z ludzką godnością i tożsamością. – Interes i dobro osoby ludzkiej przeważają nad wyłącznym interesem społeczeństwa i nauki – apelowała Urszula Urbanowicz.

Sojusz medycyny, techniki i… etyki

– Medycyna nie istnieje bez bioetyki – mówił prof. Bogdan Chazan. – To przekonanie rodzi obowiązki lekarza w odniesieniu do godności osoby ludzkiej. Zapominamy o naturalnym prawie czyli o wrodzonym wyczuciu dobra i zła. Bez takiego oparcia medycyna nie będzie miała autorytetu, a lekarze zaufania. – Każde dziecko jest osobą od momentu poczęcia, dlatego nie może być przedmiotem, który można kupić – wtórowała prof. Chazanowi etyk dr Urbanowicz. – Nazywajmy rzeczy po imieniu: poczęcie dziecka metodą in vitro powoduje śmierć jego sióstr i braci w stanie embrionalnym. Czy dziecko nie ma prawa począć się z aktu miłosnego rodziców i to biologicznych? Co z kwestią embrionów tzw. nadliczbowych czyli ludzi, których przeznaczeniem jest zazwyczaj śmierć, a są standardowym elementem zapładniania metodą in vitro? Życie za życie?

Nadliczbowi, czyli dodatkowi ludzie, niezależnie od stopnia rozwoju, są arbitralną decyzją innego człowieka, albo zabici, albo zamrożeni. Każda etyka sprzeciwia się stosowaniu metod, które dając zdrowie czy życie jednym, zabierają życie innym ludziom. W świetle powyższych wątpliwości podkreślano znaczenie następujących uniwersalnych zasad etycznych: nie wszystko, co naukowe, jest etycznie dozwolone; nie wszystko, co jest technicznie możliwe jest moralnie dopuszczalne oraz  prawo nigdy nie może stać przed etyką i zastępować sumienia. 

W konferencji pt. Niepłodność – trudny problem zdrowia publicznego uczestniczyło kilkudziesięciu lekarzy różnych specjalności. Wśród gości nie zabrakło prof. Ryszarda Poręby, prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego i dr. Jana S. Kłopotowskiego, przewodniczącego Komisji ds. Etyki Lekarskiej ORL Śląskiej Izby Lekarskiej. 

Ks. Roman Chromy, Gość Niedzielny

Skip to content